sobota, 18 stycznia 2014

A po nocy przychodzi dzień

Gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że jest to oficjalny trening przed jutrzejszymi zawodami. Zaskoczyło mnie to ponieważ zawsze byłam informowana o takich sytuacjach odgórnie i tym samym miałam polecenia zdjęć.
Przed wejściem było dużo ludzi. Gdy zobaczyli Maćka podniosła się wrzawa i pisk. Prosili go o autografy. Spełniał co jakiś czas tą prośbę przystając na chwilę przy kibicach. Podziwiałam go za ten spokój i opanowanie.
Przy barierkach zostałam cofnięta przez ochroniarza. Spojrzałam tęsknie w stronę chłopaka. Ten na szczęście zorientował się co jest grane. Wrócił do barierek, złapał za dłoń i bez słowa pociągnął za sobą. Dopiero pod dobrze znanym mi domkiem zwrócił się do mnie i uśmiechnął.
- Wszystko w porządku?
- Tak- pokiwałam energicznie głową- nie wiedziałam, że dziś są oficjalne treningi.
Usiadłam na drewnianej ławeczce tuż koło domku. Dla pewności wyciągnęłam kalendarz i sprawdziłam daty. Była. I to podkreślona na czerwono. Spojrzałam na Maćka.
- Nie tylko Tobie by się dostało jakbyś się nie pojawił- wskazałam palcem na kalendarz. Wyciągnęłam aparat by być w gotowości.
- Chodź do środka- chłopak otworzył drzwi i spojrzał na mnie wyczekująco.
- Wiesz, wolę poczekać na zewnątrz.
Maciek zaśmiał się. Wszedł do środka zostawiając mnie samą.



Długo jednak się samotnością nie cieszyłam bo dosiadł się do mnie ucieszony Murańka.
- A Ty co?- spojrzałam na niego z ukosa.
- Z Maćkiem przyjechałaś?- zafalował brwiami.
- Może. A co?
- Nic! Nic, nic... tak tylko... się dowiaduję pewnych rzeczy- wyraźnie coś kręcił- To ja na górę lecę!
- Murańka wracaj tutaj i się tłumacz!- krzyknęłam za nim. Ten jednak uciekł w podskokach z nartami pod pachą.
Dopiero teraz do mnie dotarła śmieszność sytuacji. Narty i upał to nie było najlepsze połączenie.
Zrobiłam zdjęcie przechodzącemu obok skoczkowi. Ten po chwili zawrócił i stanął naprzeciw mnie.
- Cześć!- spojrzałam na chłopaka nieco zdziwiona.
- Znamy się?
- Z urodzin!- uśmiechnął się do mnie.
Zaczęłam się zastanawiać ile osób zna mnie z urodzin, a ilu osób ja nie pamiętam..
Patrzyłam na niego wyczekująco.
- A! Dawid jestem- wyciągnął do mnie rękę. Uścisnęłam ją.
- Dawid. Fajnie- uprzejmie skinęłam głową.
- A Ty co tutaj robisz tak sama?
- Zdjęcia- wskazałam na aparat.
- I jak Ci wychodzą?- zagadywał dalej.
Z domku wyszedł akurat Maciek.
- Ej Kubacki nie powinieneś być czasem na górze? Nie podrywaj- klepnął kolegę w ramię.
- A co, nie wolno?- zaśmiał się chłopak.
- Nie wolno
- A skąd wiesz. Przecież nie jest zajęta- spojrzał na mnie śmiejąc się jeszcze bardziej. Nie łapałam jego poczucia humoru.
- Jest- odpowiedział Maciek.
- Niby przez kogo?- chłopak nadal chichotał. Jednak piorunujące spojrzenie Maćka go otrzeźwiło i postanowił się zabrać.
- Miło było ale lecę na skocznię- pomachał i poszedł.
Maciek usiadł obok mnie.
- Nie musiałeś go tak wyganiać- spojrzałam na chłopaka z wyrzutem.
- Musiałem- uśmiechnął się i pochylił- bo mi Cię jeszcze ktoś ukradnie- wyszeptał i musnął moje usta.
Przez głowę znowu przebiegło mi miliony myśli i fajerwerk łącznie z motylkami w brzuchu i zawrotem głowy. Ale w skrócie mogę powiedzieć, że się w nim zakochałam. Byłam najszczęśliwszą osobą w promieniu kilku kilometrów.



Po treningu miałam odwieźć Maćka do domu. Musiałam jeszcze poczekać przynajmniej godzinę bo skoczkowie mieli czas dla kibiców. W tym tłumie zauważyłam Krzyśka. Uśmiechnął się do mnie i powrócił do rozmowy z kibicem.
Zrobiłam jeszcze kilka zdjęć i postanowiłam wyjść poza teren skoczni. Gdy byłam już prawie przy samochodzie dogonił mnie Maciek.
- Jestem wykończony- usiadł na miejscu pasażera i oparł głowę o szybę.
Odpaliłam auto jednak zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie mam jechać. Chłopak poinstruował mnie i ruszyliśmy w drogę. Można się było zgubić pośród zakrętów i uliczek ale dojechaliśmy. Stanęłam przed typowym niczym nie wyróżniającym się domem tutejszego budownictwa.
- Wejdziesz?- chłopak spojrzał na mnie wyczekująco. Przez chwilę się wahałam jednak ciekawość wzięła górę. Wyciągnęłam kluczyki ze stacyjki i poszłam za chłopakiem.
- W domu jest tylko mój brat. Mama pewnie u babci, a tata na zgrupowaniu. Rozgość się.
Rozglądałam się z ciekawością po domu. Był większy niż się wydawał z zewnątrz. Usiadłam na sofie. Usłyszałam jak ktoś nadchodzi i nie był to Maciek, a z pewnością jego brat. Krzątał się po kuchni połączonej z salonem, w którym siedziałam ja.
- O, przepraszam nie wiedziałem, że ktoś tu jest- uśmiechnął się do mnie starszy brat Maćka- pewnie przyszłaś z moim bratem?- pokiwałam twierdząco głową.
- Widzę, że już się poznaliście- dołączył do nas Maciek. Widocznie był się przebrać.
- Prawie. Kuba jestem- przedstawił się.
- Agnieszka- odpowiedziałam uprzejmie. Było mi trochę niezręcznie bo nie wiedziałam co mam robić.
Wtem drzwi wejściowe się otworzyły i do mieszkania weszła dość wysoka, ładna kobieta.
- O Mama- powiedzieli bracia chórkiem i rzucili się w stronę kobiety by dać jej buziaka w policzek.
Uśmiechnęłam się na sam widok.
- Cześć chłopaki- kobieta się powitała ich radośnie- Powiesz mi gdzie Ty byłeś całą noc?- spojrzała groźnie na Maćka i podparła się pod boki. Starszy zaczął chrząkać. Ja chciałam zapaść się w tym momencie pod ziemię ale nie zdążyłam bo kobieta zauważyła mnie.
- Dzień dobry kochanie- podeszła do mnie. Uśmiech chłopcy mieli z pewnością po matce.
- Dzień dobry- wstałam i lekko dygnęłam przed mamą chłopaków- Jestem Agnieszka i... Maciek... W nocy...
- Ach nieważne- kobieta machnęła ręką i przytuliła mnie tak jakbyśmy znały się od dawna.
- Chłopcy zaopiekujcie się gościem, a ja przez ten czas zrobię obiad.
- Pozwól, że ja się nią zaopiekuję- konspiracyjnie Maciek porozumiał się z bratem. Chwycił mnie za dłoń i pociągnął za sobą. Na schodach puścił do mnie oczko i pocałował. Zaprowadził mnie do swojego pokoju.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz