czwartek, 9 stycznia 2014

Miłość puka do drzwi

Postawił mnie na nogi przeraźliwy grzmot pioruna. Szybko wróciłam do samochodu i ruszyłam w drogę do domu aby zdążyć jeszcze przed burzą.
Z ulgą przekroczyłam próg mojego królestwa. Zrobiłam sobie bardzo treściwą kolację i zasiadłam przed laptopem zabierając się do obróbki zdjęć.
W okno zaczęły stukać pierwsze krople deszczu, a chwilę później rozpętała się prawdziwa górska burza. Otworzyłam folder ze zdjęciami, które zrobiłam kilka dni temu. Nacisnęłam dwa raz na ikonkę i moim oczom ukazało się ulubione zdjęcie. Ze smutkiem pomyślałam, że kolejny raz źle trafiłam.
Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer. Przez chwilę patrzyłam w bezruchu na ekran.
- Halo?
- Cześć, chciałem się dowiedzieć czy wszystko u Ciebie dobrze- po drugiej stronie słuchawki przemawiał do mnie upragniony głos. Cholera, czy ja go przyciągnęłam myślami? Spokojnie, on ma dziewczynę...
- Zniknęłaś tak szybko, że nie zdążyliśmy jeszcze pogadać- ciągnął dalej- a Krzysiek powiedział mi, że miałaś jakieś problemy.
Zapanowała cisza, której nie miałam zamiaru przerywać.
- Halo, jesteś?
- Dzięki za troskę ale Krzysiu musiał się pomylić- odpowiedziałam sucho. Zaczęłam poważnie zastanawiać czy tutaj każdy każdego zna i niczego się nie da ukryć.
- Przepraszam ale mam masę pracy- pragnęłam jak najszybciej skończyć rozmowę, a równocześnie chciałam żeby mówił do mnie bez końca. Błędne koło.
- W takim razie nie przeszkadzam. Do zobaczenia.
- No cześć- rozłączyłam się po tych słowach.
Ciężko będzie mi się z nim spotykać skoro mi się podoba. Potem będzie zauroczenie, obłęd, zakochanie, a kochania i wzajemności nie będzie, nie ma nawet na co liczyć. Ten dzień powinien się już skończyć.
Wyłączyłam laptopa i poszłam wziąć prysznic. Gdy byłam już w łóżku piorun walnął tak mocno, że zabrakło prądu. To zdecydowanie był znak od niebios abym w końcu się położyła i porządnie wypoczęła.
Następny dzień był bardzo deszczowy i nieprzyjemny. Było zimno i szaro. Nie miałam ochoty wychodzić dziś z domu. Ubrałam się w swoje ulubione dresy i zaczęłam sprzątać. Gdy byłam mniej więcej w połowie, ktoś zadzwonił do drzwi.
Wytarłam mokre ręce w spodnie i podeszłam by otworzyć. Zobaczyłam ogromny bukiet kwiatów. Po chwili zza bukietu wyjrzał Maciek. Spojrzałam na niego z niemałym zaskoczeniem. Uśmiechał się do mnie zabójczo i wręczył mi je.
- Mogę wejść? - zapytał z rozbawieniem.
Cofnęłam się do przedpokoju i wpuściłam go. Nie miałam pojęcia jak się zachować więc postawiłam na kulturę.
Chłopak przeszedł do salonu i usiadł na sofie.
- Podać Ci coś do picia?
Pokiwał głową i wskazał na miejsce obok siebie.
- Usiądź.
Niechętnie zrobiłam to o co mnie prosił. Rozkazywał mi w moim własnym domu. Trzeba mieć tupet.
- Skąd wiedziałeś gdzie mnie znajdziesz?
- Ania pomogła mi się tu dostać. Wczorajszy telefon mnie nie zadowolił więc jestem dzisiaj tutaj aby porozmawiać z moją koleżanką.
Koleżanką. Która się w Tobie zakochuje. Uszczypnęłam się by nie palnąć żadnego głupstwa.
- Miło mi- w lustrze naprzeciw zobaczyłam swoje odbicie i przeraziłam się widząc siebie w tym co mam na sobie. Musiałam szybko się przebrać.
- Poczekaj tutaj ja za chwilkę wrócę.
Pobiegłam na górę. Szukanie ciuchów w szafie przysporzyło mi wiele trudności bo nagle wszystko wydało się nieodpowiednie. Wiedziałam, że nie mogę go przecież kusić ale jako koleżanka też powinnam przecież ładnie wyglądać.
Gdy wróciłam na dół trzymał w ręku ramkę ze zdjęciem.
- To Ty z rodzicami?- kiwnęłam głową- Gdzie oni teraz są?
- Mieszkają na północy- odparłam i usiadłam tym razem naprzeciw niego, wolałam trzymać dystans-  Od zawsze chciałam mieszkać w górach i w końcu moje marzenie się spełniło- uśmiechnęłam się.
- Nie tęsknisz za nimi?
- Wiesz, w takie dni jak ten brakuje mi ich. Ale wiem, że na miejscu mam osoby na które mogę liczyć.
- To prawda- kiwnął głową. Chyba nie myślał o sobie? - Nie potrafiłbym zdecydować się na taki krok jak Ty. Rodzina jest dla mnie ważna, z bratem na czele.
- Ja nie mam rodzeństwa- wzruszyłam ramionami- Nic mnie tam nie trzymało. Od zawsze więcej czasu wakacyjnego spędzałam tutaj, najpierw z rodzicami potem sama.
- Zrobiłabyś mi może herbaty? Trochę przemarzłem na dworze przez tą pogodę- dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego mokre skarpetki. Zrobiło mi się go żal. Postanowiłam się więcej tak nie jeżyć i nastawić na dobrą przyjaźń.
- Idź do łazienki, zrobię ci coś ciepłego do picia i za chwilę dostaniesz też suche skarpetki.
- Wiesz jaki mam rozmiar stopy?- spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- Nie. Wiem, że sportowe skarpetki są dobre na każdego- wytknęłam mu język i pchnęłam w stronę łazienki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz