piątek, 10 stycznia 2014

Pierwszy pocałunek

Wstawiłam czajnik z wodą na herbatę. Poszłam na górę by poszukać skarpetek dla chłopaka. Powiesiłam mu je na klamce i zeszłam z powrotem na dół. Stałam oparta o blat,
patrzyłam przez kuchenne okno. Dzień wyglądał jak noc. Było ciemno i bardzo burzliwie. Takie burze potrafią tu utrzymywać się bardzo długo. Chciałam się odwrócić ale
poczułam dotyk na mojej talii. Zamarłam w bezruchu. Chłopak objął mnie i oparł głowę na moim prawym ramieniu. W mojej głowie panicznie zaczęło pojawiać się milion
myśli. Wstrzymałam oddech.
- Strasznie dziś, prawda? - ciepło jego oddechu przyjemnie łechtało moje ucho. W odpowiedzi kiwnęłam lekko głową.
Marzyłam o tym abym mogła być z nim tak blisko, a teraz nie potrafię nic zrobić. Postanowiłam poddać się chwili. Odwróciłam się i oparłam czołem o jego czoło. Spojrzałam mu w oczy. Chyba nigdy nie zapomnę tego momentu. Uśmiechnął się do mnie uspokajająco i lekko musnął usta. Nieśmiało dotknęłam językiem jego miękkich warg.
Woda się zagotowała oznajmił to przeraźliwy pisk gwizdka. Odskoczyłam od chłopaka jak oparzona i dopadłam się do czajnika. Ręce trzęsły mi się niewiarygodnie. Wyciągnęłam z szafki herbatę, nie pytając gościa o zdanie wrzuciłam mu swoją ulubioną torebkę do kubka. Przez to okropne drżenie rąk nie mogłam utrzymać czajnika.
- Ja to zrobię- Maciek lekko mnie odsunął i nalał wody. Odstawił czajnik na miejsce, oparł się o blat i spojrzał na mnie. Nie bardzo wiedziałam gdzie mam skupić wzrok więc błądziłam nim po całej ścianie. Wyciągnął ręce w moją stronę. Powoli podeszłam do niego i przytuliłam się. Skryłam nos w jego koszulce. Pachniał lekkim orientalnym perfumem. Zamknęłam oczy. Mogłabym tak stać z nim w nieskończoność. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
- Powinieneś chyba już pójść- odsunęłam się od niego stawiając ponownie tą barierę, którą przed chwilą udało się nam zburzyć. Patrzył na mnie zaskoczony nie rozumiejąc o co chodzi.
Przed oczami ukazała mi się tamta dziewczyna. Nie powinnam w ogóle ani przez chwilę myśleć o tym, że mogłabym z nim być. Poczułam ogromny ból, nie mogłam na niego patrzyć. Odwróciłam się i poszłam na górę.
- Mogę chociaż poczekać tutaj na transport?
Stanęłam zaciskając dłonie w pięści. Odwróciłam się lekko w jego stronę.
- Możesz. Ale... nie wracaj tu.
- Ale..?
- ... nie wracaj- dokończyłam łamiącym głosem. Pobiegłam na górę i rzuciłam się na łóżko z płaczem.
Po jakimś czasie usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Rzuciłam w nie poduszką.
- Miałeś iść!- krzyknęłam i odwróciłam się w stronę okna.
Drzwi cicho trzasnęły i poczułam jak wdrapuje się na łóżko.
- Hej, przecież ja dopiero przyszłam.
- Ania!- przytuliłam się do przyjaciółki i rozkleiłam jeszcze bardziej.
- Ciii...- pogładziła mnie po mokrym policzku i przytuliła jeszcze mocniej.
- On jest na dole?- spojrzałam na nią zaszklonymi oczami.
- On? Nikogo nie było jak tu przyszłam.
Westchnęłam ciężko i usiadłam. Spojrzałam za okno. Nadal padało. Krople deszczu smutno spływały po szybie. Uśmiechnęłam się do dziewczyny smutno.
- Chodźmy na dół.
Ania poszła do toalety, ja do kuchni. Spojrzałam na nieruszony kubek z herbatą. Wylałam ją do zlewu ze złością. Usłyszałam zdecydowane chrząknięcie.
- Męskie?- machała w powietrzu skarpetkami Maćka. Spojrzałam na nią bezradnie i wzruszyłam ramionami.
- Możesz je wyrzucić- wskazałam ostentacyjnie kosz na śmieci.
Anka zaśmiała się i rzuciła je w kąt. Podeszła do mnie na paluszkach.
- Chowasz go w szafie?- zapytała konspiracyjnym szeptem.
- Przestań- uśmiech drgnął mi na twarzy.
- Kto to był hmm?
- Nikt.
- Krzysiu?- zafalowała śmiesznie brwiami.
- Nieee- walnęłam ją w łeb.
- Maciek może, co?
Zasępiłam się na chwilę.
- Bingo! I co? I co?
- Nic. A co miało być?
- To przez niego tak ryczysz? Przestań. Jak kocha to wróci.
- Wrr przestań bo jak Cię zaraz dorwę... - ktoś zadzwonił do drzwi. Spojrzałyśmy po sobie. Anka wyrwała się pierwsza by otworzyć.
- Ooo cześć! Oczywiście, że jest- usłyszałam bardzo wyraźnie każde słowo Anki- Wejdź ja właśnie wychodzę.
Poszłam do przedpokoju zobaczyć co jest grane. Dziewczyna stała zadowolona, a obok niej Krzysiek.
Podeszła do mnie i musnęła mnie w policzek.
- Korzystaj- szepnęła mi do ucha i wyszła z szerokim uśmiechem zabierając mój ulubiony różany parasol.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz