sobota, 11 stycznia 2014

Nietakt

Już na dzień dobry na niego naskoczyłam.
- Czy ja wyraziłam zgodę na to żebyś o moich problemach rozmawiał z kimkolwiek?- wymierzyłam palcem w jego tors. Patrzył z zakłopotaniem.
- No pytam się?!
- Chyba nie...
- Więc dlaczego ja się dowiaduję 'bo mi Krzysiek powiedział, że masz problem'? Masz problemy z trzymaniem języka za zębami?!
- Przepraszam...- uśmiech zszedł z jego twarzy.
- Po co przyszedłeś?
Chłopak przez chwilę patrzył na mnie jakby coś rozważał. Sięgnął do kurtki i wyjął z niej breloczek.
- To chyba należy do Ciebie... Leżało na siedzeniu pasażera- podał mi małą metalową figurkę. Zrobiło mi się głupio, że tak na niego naskoczyłam.
- Wejdź proszę- uśmiechnęłam się do niego przepraszająco i wskazałam w stronę salonu.
- Nie. Pójdę już- jego spojrzenie było chłodne i bolesne. Nie czekając dłużej wyszedł wprost na deszcz. Szybko doskoczyłam do drzwi.
- Może Cię podwieźć?!- krzyknęłam w jego stronę. Nie odpowiedział. Nie odwrócił się. Po prostu poszedł.
Zrobiło mi się przykro. Stałam oparta o framugę drzwi patrząc na jego postać tak długo aż zniknął mi z oczu.
Kolejny dzień był zupełnym przeciwieństwem poprzedniego. Ptaki pięknie śpiewały za oknem, a pogoda zachęcała do spacerów.
Tej nocy bardzo długo nie mogłam zasnąć. Miałam zbyt dużo przemyśleń. I tak jednak obudziłam się o przyzwoitej porze. Jedyne co musiałam dzisiaj zrobić to wysłać
obrobione zdjęcia do redakcji. Zajęło mi to kilka porannych godzin.
Popołudniu postanowiłam pojechać na zakupy. Jechałam dobrze znaną mi trasą, do której coraz bardziej się przyzwyczaiłam. Przed szaleństwem zakupowym wstąpiłam do mojej
ulubionej restauracji na obiad. Zamówiłam naleśniki i sok jabłkowy. Kilka stolików dalej siedział mój znajomy. Postanowiłam, że się przysiądę do niego.
- Wolne?- zapytałam wskazując na puste miejsce. Chłopak spojrzał na najpierw z zaskoczeniem, a po chwili na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Dla Ciebie zawsze. Na nikogo nie czekam. Wiesz- zaśmiałam się.
- Tak wiem, wiem. Ty i te Twoje nieudolne zaloty.
Po Ance jest to osoba, z którą bardzo dobrze mi się rozmawiało.
- Nie widziałam Cię na moich urodzinach?
- Byłem na zgrupowaniu- przypatrzył mi się- ale nie widać żebyś była starsza.
- Dziękuję- puściłam mu oczko.
Kelner przyniósł nasze zamówienia. Okazało się, że zamówiliśmy to samo. Chłopak zawołał z powrotem kelnera.
- Czy mógłby pan zamienić nam talerze?- spojrzałam na niego nie rozumiejąc o co chodzi. Kelner podobnie zareagował jednak za sprawę powiedzenia 'klient nasz Pan'
zrobił to o co prosił. Chłopak wyszczerzył się w szerokim uśmiechu.
- Właśnie postawiłem Ci obiad.
Klepnęłam się w czoło i dostałam ataku śmiechu.
- Głupku- pokręciłam z politowaniem głową. Wytknął mi język i zabrał się za pałaszowanie.
- Co mi powiesz?- patrzył na mnie zza szklanki. Wzruszyłam ramionami. Nie miałam za dużo do opowiadania.
- Widzę przecież, że coś jest nie tak.
Wiedziałam, że przed nim tego nie ukryję. Ale nie chciałam mu nic mówić z jednego prostego powodu- też jest skoczkiem.
- Wszystko w porządku. Krótko dziś spałam.
Wiedziałam, że on wie, że coś jest nie tak. I że taka odpowiedź go nie zadowoli. Jednak wolałam nie ryzykować.
- W takim razie chodź ze mną na trening- szybko zaprzeczyłam.
- Miałam iść na zakupy.
- Zakupy nie zając nie uciekną. Masz aparat?- kiwnęłam głową potakując. Zawsze go miałam ze sobą bo byłam zdania, że każda czynność jest warta uwiecznienia na
fotografii.
- Więc zrobisz mi kilka zdjęć- patrzył na mnie wyczekująco- proszę?
Chciałam iść z nim na trening ale wiedziałam, że nie będzie sam i mogę trafić na Maćka i Krzyśka. Z drugiej strony nigdy wcześniej nie rzucili mi się w oczy gdy
bywałam na wcześniejszych treningach. Postanowiłam, że pójdę z nim bez względu na to kogo tam zastanę.
- Zgoda. Ale wisisz mi... pomyślę nad tym jeszcze.
- Dobra!- wyraźnie się ucieszył.
Dokończyliśmy swoje posiłki.
Namówiła Klimka żeby zostawił kelnerowi napiwek za te jego dziwne pomysły.
- Za to byłby już drugi obiad- jęczał niezadowolony, jednak zgodził się i zostawił dodatkowy banknot.
- Nie narzekaj tylko chodź jeśli nie chcesz poznać gniewu trenera.
Wyszliśmy z restauracji kierując się w stronę skoczni. Na twarzy czułam przyjemne promienie słoneczne. Uśmiechałam się radośnie. W końcu poczułam dziś prawdziwą radość. A co będzie- teraz to nie ważne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz