czwartek, 30 stycznia 2014

Prześladowca

Wczoraj przeżyłam jeden ze słodko kwaśnych dni. Zaczął się fatalnie ale zakończył cudownie. Samo wspomnienie wywołuje na moich ustach uśmiech. Choć dopiero koło 4 nad ranem gdy na dworze było już jasno udało mi się pożegnać z Maćkiem to budząc się sześć godzin później byłam wypoczęta i gotowa na nowy dzień. Miałam nadzieję, że on czuł się równie dobrze, szczególnie, że o 12 czekały go kwalifikacje do konkursu. Postanowiłam się wykąpać, a potem zjeść w spokoju śniadanie.
Gdy usiadłam na werandzie z talerzem kanapek postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki.
- Tak?
- Hej, jedziesz dziś może na kwalifikacje?
- Mmm już jestem w mieście.
- Tak szybko?
- Powiedzmy, że miałam coś do załatwienia- nie zadowoliła mnie ta odpowiedź bo chciałam wiedzieć więcej. Ale dałam spokój.
- O! Właśnie widzę Maćka.
- Zdążył jednak- powiedziałam bardziej do siebie niż do niej ucieszona, że udało mu się pozbierać.
- A czemu miałby nie? Taki radosny stoi i macha do mnie.
- To mu odmachaj- zaśmiałam się i wyobraziłam sobie tą sytuację.
- Czy po moim wyjściu zdarzyło się coś ciekawego?
- Moooże- miałam ochotę się z nią poprzedrzeźniać.
- Ej! Przyjaciółce nie powiesz?- udała oburzenie.
- Nie- zasmiałam się- jak się zobaczymy to Ci opowiem.
- To ruszaj się i za pół godziny widzę Cię pod skocznią!
- Za godzinę będę.
- Dobra, to czekam.
- Pa- rozłączyłam się. Położyłam telefon na stoliku i neispeisznie zaczęłam jeść kanapki. Wystawiłam uśmiechniętą twarz do słońca. Lato jest najlepszą porą w całym kalendarzu. Pozwala na pozytywne emocje i w dzień i w nocy.Po zjedzeniu poszłam do kuchni, wymyłam talerz i wzięłam kluczyki od samochodu z przedpokoju.Wyprowadziłam samochód z garażu i pojechałam.



Pod skocznią był już spory tłum. Zaparkowałam niedaleko głównego wejścia. Próbowałam wypatrzyć w tłumie jakieś znajome twarze. Udało mi się zlokalizować skoczków dających autografy. Postanowiłam poczekać na odpowiedni moment by móc przedrzeć się przez tłum. Długo nie musiałam czekać bo jednym z podpisujących okazał sie Maciek. Gdy tylko mnie zauważył podszedł z szerokim uśmiechem na twarzy. Cały czas na niego patrzyłam aż do momentu kiedy stanął kilka centymetrów odemnie.
- Dzień dobry- dygnęłam przed nim jak panienka uśmiechając się.
- Cześć- zamruczał seksownie i dał mi buziaka- stęskniłam się za Tobą.
- Ja bardziej.
- Niee.
- Tak- wytknęłam mu język i jeszcze raz cmoknęłam w usta.
- Jak idzie skakanie?
- Teraz będzie szło tylko lepiej bo mam dla kogo skakać.
- Chyba przed kim się popisywać- zachichotałam.
- Ej! Ej!- pstryknął mnie w nos- chodź ze mną, jakoś Cię przemycimy.
- Ale ja czekam na Anię.
- Ona już sobie poradziła i jest w środku.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie pozostało mi nic innego jak chywcić za wyciągniętą dłoń i pójść w ślad za chłopakiem. Miałam dziwne wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. Nie wiem jak skoczkowie znosili ten ciągły obstrzał spojrzeń i komentarzy. Do środka weszliśmy bez problemu. Z resztą kto wchodzi ze skoczkiem ten nie musi nic okazywać. Maciek odprowadził mnie do miejsca, w którym spotyka się cała drużyna i pojechał na górę oddać swój skok.



Oparłam się o stół i zaczęłam z nudów przyglądać się ludziom. Żałowałam, że nie wzięłam ze sobą aparatu, przynajmniej miałabym zajecie. A tak, nic tylko oglądać skoki. Weschnęłam i przeniosłam spojrzenie na kolejny obiekt. W moją stronę szedł zagadany Gregor ze swoim trenerem. Najchętniej teraz schowałabym się pod stół ake to i tak by nic nie dało. Wyciągnęłam szybko telefon i zaczęłam w nim grzebać z ogromnym zamiłowaniem. Kiedy byłam pewna, że zagrożenie już minęło odłożyłam telefon na stolik i odetchnęłam z ulgą.
- Hello- podskoczyłam uderzając kolanem o stół. Syknęłam z bólu. Spojrzałam w bok na winowajcę. Nie mógł by być ktoś inny jak ten którego próbowałam unikać. Gapił się na mnie z głupim uśmeiszkiem na ustach. Niewiele myśląc złapałam za telefon i uciekłam do najbliższego schronienia, którym okazał się zacny, niebieski toi-toi. Pukałam się w czoło nie wierząc w swoją głupotę. Miałam nadzieję, że chłopak w końcu sobie pójdzie i bedę mogła stąd wyjść. Nie były to komfortowe warunki na spędzanie czasu.
Zadzwonił mój telefon.
- Gdzie jesteś?
- W toi-toiu.
- Aaa to przepraszam.
- Nie! Nie! Poczekaj. Wybaw mnie. Chowam sie tutaj.
- Przed kim?
- Przed Gregorem. Przepędź go jakoś.
- Cudowne miejsce na kryjówkę- moja przyjaciółka wybuchnęła przeraźliwym śmiechem. Liczyłam na choć małe zrozumienie... Po dłuższym czasie uspokoiła się. Słyszałam jak z kimś rozmawia.
- Czekaj... czekaj jeszcze... i... Możesz wyjść już. Zaraz dostanę autograf od Twojej zmory- słyszałam jak jeszcze sie śmieje ale rozłączyłam się.
Wyszłam powoli rozglądając się na boki. Faktycznie nigdzie go nie było w zasięgu mojego wzroku. Nie wiem jak ona to zrobiła ale było to skuteczne.
- Hej koleżanko!- usłyszałam tuż za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Klimka.
- Cześć, też skaczesz?
- Czasem trzeba- puścił mi oczko- a Ty też chcesz zacząć?- zaśmiał się.
- Nie, ja dziś czysto rekreacyjnie.
- Rozumiem- pokiwał głową- wybacz ale wzywają mnie na górę.
- Ok, czyń swoją powinność- kopnęłam go w tyłek na dalekie loty i poszłam schować się do domku skoczków.



Liczyłam na choć chwilę spokoju w tym miejscu. Jednak myliłam się. Siedział tam Dawid z Krzyśkiem rozmawiając o czymś. Chciałam wyjść niezauważona ale nie udało mi się to.
- Czeeeść- powiedzieli jednocześnie patrząc w moją stronę. Odwróciłam się zakłopotana i obdarzyłąm ich uśmeichem.
- Nie chciałam wam przeszkadzać. Już wychodzę- to powiedziwszy skierowałam się do drzwi. Jednak chłopcy skutecznie mnie zatrzymali ciągnąc na ławkę pod ścianą.
- Posiedź tutaj z nami bo pewnie nie masz nic lepszego do roboty- Dawid puścił mi oczko.
- Byś sie zdziwił- powiedziałam z przekąsem.
- Twój Kotek jest na górze i pewnie wyląduje jak zawsze na dwie tylne łapy więc nie masz się o co martwić. My popilnujemy żeby nikt więcej Cię nie mógł poderwać. Prawda Krzysiek?- klepnął swojego kolegę w ramię szczerząc się szeroko. Krzyśka wyraźnie opuścił humor. Patrzył na mnie z narastającym smutkiem.
- Wiecie co? Chyba muszę już jechać na górę- to powiedziawszy wstał i ruszył do wyjścia.
- Ale...- Dawid był zaskoczony zmianą nastroju kolegi- co mu jest?- spojrzał na mnie.
Rozłożyłam ręce i ruszyłam w ślad za chłopakiem.
- Krzysiek! Poczekaj!
Szłam w krok za nim jednak on nie chciał stanąć.
- O co Ci chodzi?- złapałam go za ramię próbując zatrzymać. Bez skutku. Ten spojrzał na mnie tylko i przyspieszył kroku. Patrzyłam jak wsiada na wyciąg i oddala się.



Było mi przykro bo wiedziałam, że to z mojego powodu on się tak zaczął zachowywać. Westchnęłam i skierowałam się w stronę domku. Po chwili stanęłam jak wryta. Moim oczom ukazała się Ania zagadana na śmierć z Andim. Śmiali się z czegoś serdecznie. Dziewczyna klepnęła go w ramię śmiejąc się z czegoś jeszcze bardziej. Po chwili uspokoili się. Chłopak wskazał na skocznię i uśmiechnął się do niej zabójczo. Ta dała mu buziaka w policzek i rozeszli się.
Chciałam do niej jak najszybciej podejść i dowiedzieć się conieco na temat tego co właśnie widziałam. Jednak szybko zmieniłam tor ruchu gdy na horyzoncie zauważyłam sylwetkę ostatniej osoby, z którą chciałabym się spotkać.
Niezwykła sytuacja. Kiedyś odliczałam dni i godziny by móc go zobaczyć choć przez chwilę, a teraz go wyraźnie unikam. Nigdy bym nie pomyślała, że życie napisze mi aż tak zagmatwany scenariusz.
Gdy spojrzałam na skocznię w powietrzu był właśnie ten, który zauroczył mnie w tym miejscu po raz pierwszy. Stałam na środku placu uśmiechając się sama do siebie.
Podeszłam do barierki czekając na niego. Długo nie musiałam. Gdy był już obok mnie pierwsza wyrwałam się do pocałunku.
- Czym sobie na to zasłużyłem?- dotknął mojego policzka i spojrzał w oczy.
- To tak z miłości- uśmiechnęłam się- przypomniało mi się jak zauroczyłeś mnie tu po raz pierwszy- odsunęłam się od niego i pozwoliłam oddać narty.
- Cieszę się, że tak na Ciebie zadziałałem- dał mi prztyczka w nos i poszedł do domku omówić z trenerem swój skok.



Wyciągnęłam telefon. Stwierdziłam, że w końcu muszę się spotkać pod tą skocznią z przyjaciółką. Wystukałam jej numer i czekałam aż odbierze. Usłyszałam znajomą melodię tuż za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam ją śmiejącą się.
- Ten telefon to ma moc- wsunęłam go do kieszeni.
- Czemu dzwoniłaś?
- Domyśl się. Widziałam Cię z Koflerem- zafalowałam brwiami- chcesz mi o czymś powiedzieć?
- Nie ma o czym.
- A ten buziak?
- Oj tam, śledzisz nas?- wyraźnie się zarumieniła.
- I tu Cię mam!- klasnęłam w dłonie- opowiadaj!
- Ale co mam Ci powiedzieć? Nic takiego się nie wydarzyło.
- Ale cieszysz się przy nim jak dziecko.
- Bo... Bo fajny jest.
- Nie wątpię- puściłam jej oczko.
- Powinnaś mi dziękować za to, że zagrałam psychofankę Gregora, która chce mieć za wszelką cenę jego autograf.
- Oj no dziękuję- przytuliłam ją.
- A własnie! Ty lepszej kryjówki już mieć nie mogłaś?- spojrzała na mnie jak na wariatkę.
- Nie mogłam! On stanął przy mnie tak niespodziewanie, że się go wystraszyłam i uciekłam w pierwsze lepsze miejsce. Prześladuje mnie...- zrobiłam smutną minkę.
- Prześladuje. No to teraz już raczej nigdzie nie schowasz- to powiedziawszy zmieniła język i rozpromieniła się.
Odwróciłam sie powoli i zobaczyłam Andreasa z Gregorem oczywiście. Czułam się jak w pokoju bez klamek więc tylko uśmiechałam się jak idiotka. W pewnym momencie Andreas zapytał Anki kim jest jej koleżanka.
- Agnieszka- uśmeichnęłam się do niego i uścisnęłąm dłoń, którą do mnie wyciągnął. Diabelska papuga musiała zrobić to samo ale udałam, że nie zauważyłam tego. Więc zaznajomił się tylko z Anką. Cały czas czułam jak przeszywa mnie wzrokiem. Przeskakiwałam z nogi na nogę czekając aż Anka-Andi przestanie gadać. Widocznie jednak zapomnieli, że mają dwie przyzwoitki, wiec postanowiłam skutecznie się ulotnić. Pożegnałam się z Koflerem i dałam nogę. Tak samo zrobił jego kolega. Myślałam, że pozbyłam się problemu kiedy zagrodził mi drogę.



Gdyby spojrzenie mogło zabijać byłby martwy.
- Czemu tak mnie unikasz?- przyglądał mi się.
- Wydaje Ci się- wymusiłam uśmiech.
- Nie jestem głupi.
- Czego To ode mnie chcesz?- zapytałam zirytowana.
- Odpowiedzi na moje pytanie.
- Jakie pytanie?
- To, które zadałem Ci przed Twoim wyjściem.
- Jakim wyjściem?
- Nie pamiętasz? A pamiętasz coś w ogóle?!
- Tak!- krzyknęłam wściekle.
- Tak?!- podparł się za boki.
- Dostałeś wyraźną odpowiedź na swoje pytanie!
Wszyscy dookoła na nas patrzyli. Wrzeszczeliśmy na siebie na środku placu jak dwa wściekłe psy.
- Wiem co mi odpowiedziałaś ale nadal nie wiem kiedy się spotkamy.
- Nigdy!- wydarłam się na niego.
- Co tu się dzieje?- podszedł do nas Maciek.
- Nic, chodźmy- złapałam go za dłoń i niemal siłą zaciągnęłam do domku.
- Ała. Dziewczyno puść mnie bo zaraz zmiażdżysz mi dłoń.
- Przepraszam- puściłam chłopaka i spojrzałam na czerwony ślad uścisku na jego ręce. Usiadłam by się uspokoić.
- Czemu tak na siebie wrzeszczeliście?- chłopak pocierał rękę- I skąd się w ogóle znacie?
- Szkoda gadać- machnęłam lekceważąco.
- Nie warto gadać z tym idiotą. Zapatrzona w siebie austriacka świnia- prychnął pogardliwie. Lekko mnie to zabolało.
- Ej, nie mów tak na niego- poczułam, że muszę go bronić.
- Wiem co mówię, nie cierpię tej gwiazduni.
- Przestań! Nie chce mi się tego słuchać- na znak niezadowolenia zatkałam sobie uszy.
- Najpierw na niego wrzeszczysz, a potem bronisz. Zdecyduj się dziewczyno- Maciek wyraźnie się zirytował.
Podniosłam się z ławki i podeszłam do niego. Dałam buziaka w policzek.
- Lepiej będzie jak już pójdę, bo jeszcze niepotrzebnie się pokłócimy.
Maciek kiwnął głową zgadzając się ze mną. Uśmiechnęłam się do niego lekko i wyszłam niespiesznie kierując się w stronę parkingu gdzie stał mój samochód.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz