sobota, 1 lutego 2014

Który z nas?

Postanowiłam zostawić samochód na parkingu. Nogi poniosły mnie same w stronę centrum. Oglądałam z zainteresowaniem wystawy sklepowe. Nie miałam pomysłu na to jakby mogła wyglądać dalsza cześć mojego dnia. Usiadłam na jednej z ławek i spojrzałam na piękną panoramę Giewontu. Powietrze dziś dawało maksymalną przezroczystość. Świetny klimat do robienia zdjęć. Po raz kolejny dziś przeklinałam się w duchu za brak aparatu przy moim boku.
Czułam się jak turystka. Tak samo jak co roku kiedy tu przyjeżdżałam. Byłam taka sama jak tysiące ludzi, którzy mnie teraz mijają. Nastawiona na jak najwięcej atrakcji, piękna pogodę i zapamiętywanie każdego, nawet najmniejszego szczegółu gór. To musiało wystarczyć na rok. A teraz? Teraz jestem mieszkanką. I musze się w końcu czuć jak mieszkanka. Nie wyjadę stad jutro, za piec dni, dwa tygodnie. Zostaje. To był mój cel i moje marzenie, które udało mi się zrealizować. Zatęskniłam jednak za swoimi rodzinnymi stronami. Przyzwyczajona byłam do tego, ze przyjaciele, których teraz mam na co dzień, byli raz na rok. Wszystko stało się inne. A ja musze się przyzwyczaić do tej inności.
W głowie zaświtało mi miejsce, w które zabrał mnie Krzysiek. Zapragnęłam się tam znaleźć i zanurzyć stopy w zimnej wodzie strumyka. Wstałam z ławki i poszłam do samochodu.
Na skoczni kręciło się już niewiele osób. To znak, że kwalifikacje zostały zakończone.



Droga wydawała się prosta, 20 minut później byłam na miejscu. Widocznie nie tylko ja zapragnęłam się tu znaleźć. Zaparkowałam obok jakiegoś samochodu i wysiadłam z auta. Ściągnęłam buty i zeszłam po skałkach do lodowatej wody. Czułam przyjemne kłucie w stopach. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w szum wody. Zrobiłam się przez to senna. Postanowiłam usiąść na kamieniu i wygrzewać się na nim niczym jaszczurka.
Usiadłam na najbardziej płaskim i rozejrzałam się dookoła. W oddali zauważyłam postać siedząca nad brzegiem. Pewnie właściciel samochodu, pomyślałam. Tez był sam i widocznie również wygrzewał się na słońcu jak ja.
Pociągnęłam za jedna z chudych trawek wyrywając ja, wsadziłam sobie końcówkę do ust podgryzając. Podziwiałam piękno tego miejsca. Dla wielu pewnie było by to normalne miejsce z woda, trawa i kamieniami. Ja jednak dostrzegałam to drugie dno. Niepoprawna romantyczka.
Zawsze wyobrażałam sobie, że mój pierwszy raz będzie bardzo romantyczny, eteryczny i intymny. Delikatność i upragniona bliskość z osoba, która kocham. Ale rzeczywistość jak zwykle walnęła mnie o ziemie z dziesiątego pietra. Gdybym choć trochę pamiętała co się działo. Przypominają mi się tylko skrawki pewnych sytuacji, a przyrzec mogę, że nic z delikatności nie miały. Nie zrobiłam tego nawet ze względu na Gregora bo nie miałam pojęcia, że to on. Male pocieszenie, że on często gościł w mojej wyobraźni jako ten upragniony kochanek. 
Przemyślenia moje przerwał widok zbliżającej się osoby, która widziałam już wcześniej nad brzegiem strumyka. Zaczęłam przyglądać się z zainteresowaniem zbliżającej się postaci. Widziałam, że on tez stanął i zaczął się dookoła rozglądać. Był to Krzysiek we własnej osobie.
Wstałam z kamienia i podeszłam do niego, stal przy samochodzie.
- Hej, co Ty tu robisz?- ucieszyłam się na jego widok. On na mój chyba niespecjalnie. Wsiadł do samochodu bez żadnej odpowiedzi.
Znowu to samo zachowanie co pod skocznia. Nie wiedziałam o co mu może chodzić. Nie wiedziałam co ja takiego zrobiłam.
Chłopak wściekle uderzył w kierownice i wysiadł z samochodu.
- Wkurzasz mnie..!
- To wiem ale...
- Nie przerywaj mi! Nie mogę znieść tego kiedy jesteś blisko. To ponad moje siły. Chłopaki też nie maja innych tematów tylko w kolko gadają o Tobie!
- Ale co ja takiego..?
- Cholera przestań się o to w kółko pytać!
- Przepraszam- spuściłam głowę.



- Nie wiesz co zrobiłaś?! Nie wiesz?- podszedł do mnie szybko i złapał za ramiona. Spojrzałam na niego wystraszona. Od zawsze był spokojny, a teraz zachowywał się jak szaleniec.
- Zakochałem się w Tobie- pocałował mnie bez ogródek. Stałam zaskoczona jak kłoda. Chciałam go odepchnąć ale nie potrafiłam. Chłopak odsunął się ode mnie.
- Teraz możesz mnie walnąć w twarz- patrzył na mnie tymi cudownymi oczami.
- Dlaczego miałabym to zrobić?
- Nie powinienem ale musiałem, to silniejsze ode mnie.
Uśmiechnęłam się do niego. Mi brakowało słów na ta sytuacje, a w głowie od nowa pojawił się straszny mętlik.
- Może usiądziemy i porozmawiamy?- wskazałam dłonią na miejsce, w którym niedawno byłam. Chłopak kiwnął głowa zgadzając się. Usiedliśmy.
Krzysiek w zamyśleniu rzucał kamienie, które z głuchym łoskotem uderzały o inne kamienie pod woda. Patrzyłam na niego i zastanawiałam się co kryje się pod tą sylwetka wiecznie z pozoru spokojnego chłopaka.
- Krzysiu...- lekko go szturchnęłam w bok. Spojrzał na mnie tak jakbym wybudziła go z letargu.
- Wydawało mi się, że wszystko już sobie wyjaśnialiśmy.
- Wiem- pokiwał głowa. Przestał rzucać kamieniami i skupił cala uwagę na mnie- jest mi teraz okropnie głupio z tego powodu. Źle postąpiłem ale nie mogę powiedzieć, że mi przykro. Bo pragnąłem tego. Ale przepraszam...
- Nie masz za co przepraszać- uśmiechnęłam się. Wstałam i przytuliłam się do chłopaka. Dałam mu buziaka z policzek- doskonale Cię rozumiem.
- Myślę inaczej- próbował się odsunąć jednak nie pozwoliłam mu na to.
- Krzysiu...- zmrużyłam powieki- wiem co mowie- poczułam jak chłopak wstrzymuje oddech. Przygryzłam wargę wpatrując się w jego oczy. Zaczęliśmy powoli do siebie się przybliżać aż ponownie doszło do pocałunku. Gdy skończyliśmy nadal miałam zamknięte powieki. Uśmiechałam się.
- A co z Maćkiem?- wyszeptał Krzysiek.
- Jestem z nim- otworzyłam oczy i spojrzałam w dal.
- Wiesz, ze nie może to tak wyglądać?
- Wiem- westchnęłam głęboko. Szybko się zakochiwałam ale rzadko odkochiwałam. Nie chciałam ranić Maćka. Czułam się przy nim dobrze i bezpiecznie.
Zaczynało już szarzeć. Wystąpiła mgła nad woda.
- Powinniśmy już wracać- Krzysiek wstał i podał mi rękę pomagając mi się podnieść. Bez słowa każde z nas poszło do swoich samochodów. Przez jakiś czas podążaliśmy w tym samym kierunku ale na jednym z rozjazdów każde z nas skręciło w swoja stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz