- Pani złotówkę na chleb potrzebuje- spojrzałam w bok i zobaczyłam mężczyznę.
- Przepraszam ale nie mam- uśmiechnęłam się do niego usprawiedliwiająco.
- Nawet nie sprawdziła- usiadł obok mnie na ławce.
- Naprawdę nie mam- rozłożyłam bezradnie ręce.
- A co ma?- patrzył na mnie wyczekująco.
- Chętnie bym panu pomogła- sięgnęłam do kieszeni wydobywając z niej resztę jaka została mi z posiłku w restauracji.
- Tyle mogę panu dać- wysypałam zawartość mojej kieszeni na dłoń mężczyzny. Było tam kilka srebrzystych pieniędzy.
- Do widzenia- podniosłam się z ławki i odeszłam.
- W dupe sobie możesz to wsadzić!- mężczyzna wściekle rzucił we mnie drobnymi- Inaczej mi zapłacisz!
Odwróciłam się nie wiedząc co się dzieje. Zamiast uciekać patrzyłam na niego zaskoczona. Obleciał mnie strach gdy zobaczyłam jak ten szybko się do mnie zbliża. Dałam krok do tyłu jednak mnie ubiegł. Mocno złapał za ramię zatykając dłonią usta.
- Nawet nie próbuj krzyczeć bo źle to się zakończy- wyszeptał mi obleśnie do ucha.
Pociągnął mnie w mniej uczęszczaną stronę parku. Zagryzłam wargi by nie płakać. W pewnym momencie mężczyzna pchnął mnie na ziemię. Boleśnie uderzyłam o nią plecami. Zaczął się do mnie dobierać, całować po szyi zostawiając na niej śmierdzący alkoholem oddech.
- Proszę niech pan przestanie- powiedziałam płaczliwym, łamiącym się głosem.
- Zamknij się- obleśnie wysapał.
Zacisnęłam dłonie w pięści i modliłam się żeby zdarzył się jakiś cud. Czułam jak podnosi moją koszulkę i całuje po brzuchu. Zacisnęłam mocno powieki żeby niczego nie widzieć. W pewniej chwili usłyszałam uderzenie i poczułam jak ciężar mężczyzny zelżał, a pocałunki zostały przerwane. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak ktoś trzyma go za kark wymierzając mu razy w twarz.
- Andi nie!- krzyknęłam kiedy po raz kolejny chciał przyłożyć mu pięścią- On nie wiedział co robi.
- Masz szczęście chamie- wycedził przez zęby i pchnął go z całej siły w przeciwną stronę od naszej.
- Niemiecka świnia- facet plunął w naszą stronę i poszedł.
Dopiero wtedy doszło do mnie co się stało i wybuchłam ogromnym płaczem. Ukryłam twarz w dłoniach. Czułam się okropnie źle. Andreas szybko do mnie podszedł, ukląkł na ziemi i przytulił do siebie.
- Dziękuję, nie wiem co by było gdybyś...- powiedziałam gdy trochę się uspokoiłam.
- Ciii, dobrze już- pogładził mnie po plecach- Nigdy nie biegam w nocy, a dziś coś pchnęło mnie do biegania.
- Dziękuję- spojrzałam na niego próbując się uśmiechnąć.
- Chodź ze mną- pomógł mi wstać, potem złapał za dłoń/
- Nie powinnam- pokiwałam głową.
- Nie odmawiaj mi. W takim stanie nigdzie Cię nie puszczę samej- powiedział to głosem nie znoszącym sprzeciwu.
Poszliśmy do hotelu, w którym mieszkali skoczkowie. Widziałam jak kilku kręci się po obiekcie, patrzyli na nas z zaciekawieniem. Mężczyzna wpuścił mnie do pokoju i zapalił światło. Dopiero teraz w lustrze naprzeciw zobaczyłam jak żałośnie wyglądam.
- Idź do łazienki- powiedział tak jakby czytał w moich myślach, wskazał mi kierunek.
W łazience zmyłam z siebie cały brud. Dziękowałam w duchu też za to, że obsługa hotelowa myśli o kobietach i zostawia mini kosmetyki do wykorzystania. Mogłam zmyć z siebie makijaż. Wyszłam po kilku minutach. Andreas stał przy oknie obserwując to co dzieje się za szybą. Usiadłam na łóżku i syknęłam z bólu. Ten odwrócił się w moją stronę i spojrzał z uwagą, podszedł. Nie potrafiłam ukryć jak bardzo bolą mnie plecy.
- Pokaż mi- wskazał na mój tył- lekko podciągnęłam koszulkę. Poczułam delikatny dotyk- Są całe zbite. Co za cham!- zaklął po cichu.
- Nie boli mnie- uśmiechnęłam się do niego ale nie udało mi się go oszukać szczególnie jak nacisnął jakieś miejsce na mojej skórze. Przeszedł mnie przeszywający ból w okolicach kręgosłupa.
- Właśnie widzę. Połóż się, a ja pójdę po fizjoterapeutę, on coś poradzi.
- Nie! Nigdzie nie idź!- poruszyłam się niespokojnie łapiąc go za rękę.
- Dobrze... w takim razie sam to zrobię- sięgnął po coś do swojej torby, wyciągnął z niej żel i plastry.
- Ściągnij koszulkę i kładź się na brzuch.
Spojrzałam na niego zmieszana. Nie byłam gotowa żeby rozbierać się przed nim szczególnie po dzisiejszym doświadczeniu. Zauważył to i uśmiechnął się do mnie uspokajająco.
- Nie zrobię Ci krzywdy. Zrobimy to powoli, dobrze?
Uległam chyba jego uśmiechowi. Ściągnęłam koszulkę i położyłam się tak jak mi polecił. Zaczął masować delikatnie moje plecy. Byłam bardzo spięta.
- Hej, rozluźnij się trochę- połaskotał mnie. Z minuty na minutę ból ustawał. Czułam się coraz lepiej i zaczęła do mnie docierać rzeczywistość. Byłam z osobą, która w moim życiu zajmowała od dawna bardzo ważne miejsce.
- Gotowe- moje przemyślenia przerwał radosnym głosem. Niechętnie podniosłam się i ubrałam. Usiadłam na środku łóżka po turecku on siedział na jego krańcu. Uśmiechał się do mnie. I ja zdobyłam się na szczery, niewymuszony uśmiech. Prawie zapomniałam o tym co się stało.
Siedzieliśmy w ciszy, którą przerywały co jakiś czas głosy dochodzące z korytarza.
- Jak się czujesz?- zapytał z troską po jakimś czasie.
- Dobrze- kiwnęłam głową i odgarnęłam włosy z twarzy.
- Potrzebujesz czegoś?
Patrzyłam na niego przez chwilę. Do głowy przyszła mi błyskawiczna i krótka odpowiedź 'Ciebie' ale pokiwałam tylko przecząco głową.
- Jesteś pewna?
Miałam ogromną ochotę przytulić się do niego, a jeszcze większą pocałować. Ale nie mogę, nie potrafię, wstydzę się. Widziałam wiele przeszkód.
- Nie... to znaczy, Kofi...- zbliżyłam się do niego i przytuliłam mocno próbując z całych sił powstrzymać się od czegoś więcej. Mężczyzna pochylił się i pogładził mnie po policzku. Żyjąc chwilą i niewiele myśląc dotknęłam jego warg i pocałowałam. Nie kontrolowałam tego co robię. On w pełni odwzajemniał pocałunek. Poczułam nagle wstyd i ukryłam twarz w jego koszulce.
- To o wiele lepsze niż buziak w policzek- szepnął mi do ucha. Powoli podniosłam na niego wzrok i zobaczyłam, że uśmiecha się do mnie. Teraz to on złapał mnie pod brodę i powoli pocałował.
Drzwi do pokoju się otworzyły i wszedł Morgi. Odskoczyliśmy od siebie. Thomas stanął jak wryty i podrapał się z zakłopotaniem po karku.
- Ja i tak idę do Gregora więc...- powiedział po chwili.
- Nie, ja już pójdę- próbowałam wstać z łóżka ale zostałam skutecznie powstrzymana.
- Ty zostajesz- Kofler spojrzał na mnie piorunującym wzrokiem- A Ty możesz sobie iść- machnął w stronę Thomasa.
- Dzielę z nim pokój- wyjaśnił mi gdy ten wyszedł.
- Rozumiem. Ale i tak powinnam już iść. Nie mogę tu zostać całą noc- spojrzałam na zegarek.
- A jednak zostaniesz. Nie pozwolę Ci pójść.
- Andi muszę...
- Musisz się pozbierać. Ja będę spać na łóżku Thomasa, a Ty na moim. Za chwilę dam Ci coś do spania. Szczoteczek w łazience jest pełno. Wszystko czego kobieta potrzebuje jest zapewnione.
- Ale nie wyśpisz się przeze mnie- jęknęłam żałośnie bo brakowało mi już argumentów.
- O mnie się nie martw- wstał i podszedł do szafy wyciągając z niej koszulkę, podał mi ją. Otworzył drzwi łazienki.
- Zapraszam.
Wstałam, wzięłam od niego tą koszulkę i zamknęłam się w łazience. Zafundowałam sobie długi gorący prysznic, wytarłam się. Przyłożyłam do policzka jego koszulkę, uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Gdyby nie to jedno zajście dzień byłby idealny. Ubrałam się, koszulka sięgała mi nie dalej niż do połowy ud. Umyłam zęby i wyszłam.
- Ładnie wyglądasz- uśmiechnął się do mnie i sam poszedł pod prysznic.
Położyłam się na łóżku. Byłam wykończona emocjonalnie i fizycznie. Powoli zasypiałam ale obudził mnie trzask otwieranych drzwi. Mężczyzna zapalił lampkę przy łóżku. Odwróciłam się w jego stronę. Patrzyłam na niego znad półprzymkniętych powiek i zastanawiałam się dlaczego prawie każdy facet śpi tylko w bokserkach.
- Andi, mogę się do Ciebie przytulić?
- Możesz, mam przyjść?
- Nie- podniosłam się ze swojego łóżka i położyłam obok niego. Zamknęłam oczy.
- Śpij już- pocałował mnie w czoło. Delikatnie gładził po plecach.
- Dziękuję, że jesteś- wyszeptałam cicho.
- Ja też dziękuję- szepnął. Nie usłyszałam odpowiedzi bo odpłynęłam w krainę snu.
Andreas przez jakiś czas przypatrywał się śpiącej dziewczynie. Zgasił światło, czule ją objął i zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz