czwartek, 6 lutego 2014

Pomoc

Obudziłam się koło ósmej nad ranem. Miałam ochotę zjeść na śniadanie frytki, a ponieważ nie miałam ich w domu zmuszona byłam wybrać się do McDonalda w centrum. Zamówiłam sobie największą porcję jaka była w ofercie oraz czekoladowego shake do tego. Usiadłam przy najbliższym wolnym stoliku i zaczęłam jeść. Czułam jak ktoś z boku mnie obserwuje. Rozejrzałam się dookoła. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Chłopak uśmiechał się do mnie. Udałam, że tego nie zauważyłam. Zaczęłam się szybko zbierać ale po chwili on siedział już naprzeciw mnie.
- Nie uciekniesz mi tym razem.
- Zawołam policję.
- Nie zawołasz- zaśmiał się.
- Czego chcesz?
- Cały czas tego samego.
Spojrzałam na niego z pogardą.
- Możesz jeść takie rzeczy?
- A chcesz mi policzyć kalorie?- uśmeichnął sięszyderczo.
- Jesteś okropny. Nie spotkam się z Tobą.
- Bo?
- Bo... mam chłopaka.
- Tak?- omiótł mnie wzrokiem- po Twoim zachowaniu sądziłem inaczej.
- Zamknij się- spiorunowałam go spojrzeniem.
- Jutro wieczorem wyjeżdżam więc będziesz miała spokój.
- W takim razie umówię się z Tobą pojutrze.
- W takim razie zapraszam do siebie.
- Zwariowałeś?
- A wyglądam jakbym zwariował?- nie odpowiedziałam- no właśnie.
- Możesz sobie pomarzyć. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego.
- Za późno.
Prychnęłam wściekle i wstałam.
- Jak się namyślisz to łatwo mnie znajdziesz- usłyszałam odchodząc od stolika.
Miał niezły tupet. Irytował mnie okropnie tą pewnością siebie. Zadzwonił mój telefon, sięgnęłam do torebki wyciągając go, odebrałam.
- Mogłabyś mnie zabrać do domu?- po drugiej stronie słuchwaki usłyszałam głos Ani.
- A gdzie Ty jesteś?- zapytałam zaskoczona.
- W hotelu skoczków. Wszystko Ci opowiem jak się zobaczymy.
- Już lecę- odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Nie do końca pamiętałam jak dojść stąd do hotelu skoczków. Nawet jak tam dojdę to nie wejdę bo ochrona mnie nie wpuści. Zaczęłam uderzać telefonem o czoło intenswnie myśląc. Do głowy przyszło mi tylko jedno rozwiązanie.



Niechętnie wróciłam na miejsce z którego przed chwilą odeszłam. Usiadłam naprzeciw chłopaka. Podniosł brew i przechylił głowę.
- Już się namyśliłaś? Spotykamy się?
- Schowaj te głupie gadki i pomóż mi.
- O! Prosisz mnie o pomoc. No niemożliwe, ludzie ona mnie prosi o pomoc!- powiedział to na tyle głośno, że kilka osób spojrzało z zaciekawieniem w naszym kierunku.
- Przestań- syknęłam- pomożesz mi czy będziesz pajacował?
- To zależy- chłopak głośno pociągnął napój przez słomkę.
- Od czego?
- Czy się ze mną umówisz.
- Boże ten znowu swoje- załamałam się.
- Jaka by miała to być pomoc?
- Wejście do hotelu- mruknęłam niechętnie. Chłopak uśmiechnął się chytrze.
- Przypadkiem mam wejściówkę vip- wyciągnął z kieszeni plakietkę i pomachał mi nią przed nosem- dla jakiejś szalonej fanki...- puscił mi oczko.
Wzięłam głęboki oddech.
- Dobra! Wygrałeś. Umówię się z Tobą tylko jeden jedyny raz- nie wierzyłam w to co mówię. Gregor uśmiechnął się szeroko i wstał od stołu.
- W takim razie chodźmy- spojrzał na mnie wyczekująco. Niechętnie podążyłam za nim. Ale innego wyjścia nie miałam. Szłam obok niego milcząc.
- Dlaczego tak w ogóle chcesz się znaleźć w hotelu?
- Bo mi się tam spodobało- odpowiedziałam kąśliwie.
Gregor wzruszył ramionami i przez resztę drogi o nic nie pytał. Przed hotelem wręczył mi plakietkę.
- Wystarczy, że pomachasz nią przed  ochroniarzem. Ja będę tuż za Tobą. Jeśli będzie problem powiem, że jesteś ze mną. Rozumiesz?
- Nie mam kłopotów z rozumowaniem- ruszyłam w stronę wejścia, które otoczone było barierkami. Ochroniarz spojrzał na mnie złowieszczo jednak gdy pokazałam mu plakietkę wpuścił mnie bez problemu. Udało się. Teraz musiałam tylko ją odnaleźć. Stanęłam na środku holu.
- Kogo szukasz?- usłyszałam pytanie Gregora, który stanął obok mnie.
- I tak nie będziesz wiedział- machnęłam lekceważąco.
- Przyjaciółki?- spojrzałam na niego z uwagą.
- Gdzie ona jest?
- Chodź ze mną- ruszył w stronę wind.
Byliśmy w niej tylko we dwoje. Zaczęłam przyglądać mu się z większą uwagą, zapamiętując każdy szczegół jego sylwetki.



- Uśmiechasz się- powiedział nie patrząc na mnie. Speszyłam się bo dopiero teraz zauważyłam, że winda składa się z samych luster. Utkwiłam wzrok w swoich butach czując, że się rumienię. Wysiedliśmy z windy, Gregor otworzył drzwi na końcu korytarza. Kiwnął do mnie bym podeszła. Niepewnie weszłam za nim do pokoju. Zobaczyłam Ankę siedzącą na łóżku. Pod oknem ustawił się rządek chłopaków składający się z Gregora, Thomasa i Andreasa.
- Co Ty tu robisz? Jak tu trafiłaś?- nie potrafiłam ukryć zaskoczenia. Dziewczyna poklepała miejsce obok siebie.
- Usiądź. Powiem Ci co się stało wczoraj- spojrzałam na nią wystraszona, nie brzmiało to dobrze. Usiadłam.
- Wczoraj po kwalifikacjach poszłam do restauracji, a potem jeszcze poszłam się przejść po parku. I tam był mężczyzna... chciał pieniędzy ale nie miałam za wiele...- zakryłam usta dłonią bo docierało do mnie to co chciała mi przekazać.
- On się zdenerwował i chciał mnie zgwałcić. Dobierał się do mnie. Było strasznie ale na szczęście w porę pojawił się Andreas- spojrzała na niego czule. On uśmiechnął się do niej. Chłopaki patrzyli na nas z uwagą, oparci o parapet. W żadnym stopniu nie rozumieli o czym mówimy.
- Kochana moja- przytuliłam ją mocno do siebie- najważniejsze, że nic Ci się nie stało.
- Nie potrafię sobie wyobrazić co by było gdyby on się nie pojawił...- zadrżała.
- Spokojnie. Na szczęście jest Andi. On Cię tu przyprowadził, tak?
- Tak. Nie pozwolił mi wrócić. Więc ja spałam na jego łóżku, Thomas poszedł do Gregora, a on spał sam na łóżku Thomasa. Teoretycznie.
- Teoretycznie?
- No wiesz... musiał mnie ktoś uspokoić- zaśmiałyśmy się głośno.
- Będziesz mi musiała opowiedzieć jak to było.
Pokiwała głową i uśmiechnęła się.
- A Ty...? Przyszłaś z Gregorem?
- Niestety- zrobiłam niezadowoloną minę- ale inaczej bym tu nie weszła.
Prychnęła niezadowolona.
- Dlaczego tak go nie cierpisz? Przecież zanim się z nim przespałaś wielbiłaś go. W kółko gadałaś tylko o Gregorze. Gregor to Gregor tamto.
- Cii...- spojrzała na chłopaków z niepokojem.
- Powinniście sobie to wyjaśnić moim zdaniem.
- Nie mamy czego sobie wyjaśniać- wzruszyłam ramionami- jestem przecież z Maćkiem.
- Nie mówię o tym! Masz z nim tylko normalnie rozmawiać.
- Nie zależy mi. Chociaż... - spojrzałam na nią- obiecałam mu w zamian za pomoc, że się z nim umówię- Anka zaśmiała się serdecznie.
- To się wkopałaś.
- Trochę...- już w wyobraźni miałam wizję kompletnej klapy.
- Zabierzesz mnie do domu? Samochód mam tutaj ale może któryś z chłopaków by mi go odstawił. Co Ty na to?
- Może być- kiwnęłam głową zgadzając się- którego wybierasz?
- Może...?- spojrzała na mnie i już byłam pewna jej wyboru- Gegor, pojedziesz za nami moim samochodem?
Ten zgodził się ochoczo bez zbędnego proszenia. Obiecałam sobie w duchu, że zabije ją przy najbliższej okazji jaka się nadarzy.
Wstała i podeszła do Koflera. Przytuliła się do niego, a on ją pocałował. Coś przez chwilę szeptali pomiędzy sobą przez chwilę. Cieszyłam się, że chociaż ona poukładała sobie wszystko jak należy.
Po chwili całą trójką wyszliśmy z hotelu. Anka wyjaśniła Gregorowi gdzie zostawiła samochód, dała mu kluczyki i nakazała czekać pod skocznią. Razem poszłyśmy w miejsce gdzie stało moje auto.



- Gdyby to nie był Twój samochód zmiotłabym go z powierzchni ziemi- powiedziałam do dziewczyny gdy byłyśmy już pod skocznią.
- Spokojnie- zaśmiała się- on Ci nie zrobił nic złego. Wręcz przeciwnie, tylko dobrze.
- Zamknij się!- skarciłam ją. Ta śmiejąc się pokazała mi język. Spoważniałam.
- Muszę Ci coś powiedzieć.
- No?
- Wczoraj rozmawiałam z Krzyśkiem.
- Był jakiś taki wkurzony wczoraj. I Maciek też.
- No tak. Krzysiek był wkurzony na mnie. A... z Maćkiem się pokłóciłam.
- O co?
- O Gregora...
- Co?!- spojrzała na mnie zaskoczona- nie wmówisz mi, że nic do niego nie czujesz.
- Nic- brnęłam w to uparcie.
- To poczujesz!
Westchnęłam bezradnie. Spojrzałam we wsteczne lusterko. Widziałam jak on jedzie tuż za mną. Był blisko, a zarazem daleko bo nie potrafiłam się przyznać do rzeczywistości.
Zaparkowałam pod domem przyjaciółki. Podziękowała mi i wysiadła. Widziałam jak Gregor oddaje jej kluczyki. Przez chwilę rozmawiali, a potem kierował się w stronę mojego samochodu.
- Mogę?- otworzył drzwi i zajrzał do środka. Westchnęłam.
- Jak musisz.
- Nie muszę- pokiwał głową.
Popatrzyłam na niego przez chwilę. Postanowiłam sobie, że spróbuję choć przez chwilę być dla niego miła. Tak jak sobie od zawsze to układałam w głowie.
- Pojedziemy najpierw do mnie, a potem Cię odwiozę, ok?
Widziałam, że chłopak jest zaskoczony tą nagłą zmianą. Jednak przytomnie zgodził się. Po kilku minutach byliśmy przed moim domem. Stanęłam przed bramą. Zaprosiłam chłopaka do środka.
- Napijesz się czegoś?
- Wody poproszę.
Rozglądał się z zaciekawieniem po wnętrzu mieszkania. Usiadł na sofie. Postawiłam szklankę z wodą na stoliku. Usiadłam naprzeciw.
- Masz bardzo ładnie urządzone mieszkanie.
- Dziękuję- skinęłam głową i zdobyłam się na grymas, który zwą uśmiechem. Gregor wziął napój ze stolika i upił trochę wody. Popatrzył na mnie obracając szklankę w dłoni.
- Powinniśmy porozmawiać.
- Nie mamy o czym.
- Powinniśmy porozmawiać- powtórzył- o tym co zaszło między nami- popatrzyłam na niego spod zmrużonych powiek.
- Zaszło coś?
- Nie udawaj- odstawił szklankę na stolik- źle odczytałaś moje intencje tamtego poranka.
- Nie sądzę- odwróciłam się w stronę okna. Chłopak wstał i usiadł blisko mnie.
- Skończmy z tymi gierkami i porozmawiajmy- chwycił mnie mocno za podbródek- proszę.
Uległam jego spojrzeniu. Kiwnęłam zgadzając się. Puścił mnie i odsunął się na pewną odległość.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz