Zostałam brutalnie obudzona przez promienie słońca zaglądające do mojego pokoju. Zasłoniłam twarz poduszką z nadzieją na dalszy sen. Nic z tego. Przeciągnęłam się na łóżku i wstałam. Po chwili przypominałam sobie, że mam zaplanowane na dziś zdjęcia. Zaczęłam szukać zegarka. Wskazana godzina wprowadziła mnie w osłupienie. Spałam dokładnie 12 godzin. A za pół mam się zjawić na skoczni. Jęknęłam żałośnie bo po raz kolejny w tym tygodniu będę spóźniona. Zajrzałam do szafy i wyciągnęłam mój codzienny szybki strój- krótkie spodenki, koszulka i trampki. Szybko się umyłam, ubrałam. Zrezygnowałam ze śniadania, złapałam tylko butelkę wody i już byłam w drodze. Pech chciał, że do centrum był dziś korek. Włączyłam radio dla rozluźnienia. Po kilkunastu minutach udało mi się dostać do celu. Zaparkowałam samochód nie zwracając zbytnio uwagi na przepisy.
Przed wejściem kupiłam sobie jeszcze ciepłą bułkę. Pochłonęłam ją prawie na raz w całości. Poczułam się przez to jeszcze bardziej głodna. Nie to jednak było ważne. Był piękny dzień, zapowiadały się świetne warunki do zdjęć. Zapłaciłam za bilet i skierowałam się do barierek oddzielających kibiców od skoczków. Poczułam mocny uścisk na ramieniu i odwróciłam się stając twarzą w twarz z ochroniarzem.
- Tu nie można wchodzić- spojrzał na mnie groźnie.
- Ale ja tylko...
- Akredytacja jest?
Pokiwałam przecząco głową.
- Legitymacja jest?
Westchnęłam i ponownie zaprzeczyłam.
- Specjalne zaproszenie jest?
Pokręciłam głową i zrezygnowana odwróciłam się na pięcie wściekła na siebie, że nie pomyślałam o tym wcześniej.
- Poczekaj!- ktoś zawołał za mną- Ona jest ze mną- odwróciłam się i przeszłam obok skruszonego ochroniarza.
Podeszłam do mojego wybawcy uśmiechając się jak najpiękniej umiałam.
- Znamy się? -szepnęłam do niego konspiracyjnie.
- Wczoraj na imprezie składałem Ci życzenia- chłopak nieco się zmieszał- Krzysiek jestem.
- Aga. Dzięki i powodzenia- wyciągnęłam aparat widząc pierwsze obiekty, które przykuwały moją fotograficzną uwagę.
- Mam nadzieję do zobaczenia- chłopak puścił mi oczko i udał się na wyciąg.
Zrobiłam mu zdjęcie, ukazujące chłopaka z nartami na ramieniu. Uśmiechnęłam się. To będzie dobry dzień.
W mojej kolekcji miałam setki zdjęć skoczni z różnych ujęć. Dziś dorobiłam się kolejnych kilkunastu dziesiątek. Robiłam zdjęcia skoczkom. Wszyscy wyglądali tak samo. Różnili się tylko wzrostem i kolorem kombinezonu. Zrobiłam też kilka zdjęć panu ochroniarzowi, który dziwnie się do mnie uśmiechał i przez ten czas przeprowadził kilka skutecznych akcji. Usiadłam sobie w cieniu jednego z domków skoczków. Miałam chwilę by przejrzeć zdjęcia jakie zrobiłam. Zachwycały mnie kolory rzucane przez słońce jakie udało mi się uchwycić obiektywem. Podniosłam na chwilę wzrok znad aparatu by spojrzeć na skocznię. Zobaczyłam jednak coś innego, a raczej osobę przez którą znowu poczułam ciary. Perfidnie zawiesiłam na nim wzrok. Dziś niewiarygodnie kogoś mi przypominał.
Nie wiem jak długo siedziałam taka zgłupiała. Nie zauważyłam nawet kiedy obok mnie kucnął.
- Aga? Co Ty tu robisz?
Zrobiłam oczy jak spodki. Musiałam wyglądać idiotycznie z rozdziawioną buzią wystawioną na słońce.
- Agnieszka?
- Znasz mnie? - zadałam chyba jedno z najgłupszych pytań jakie mogłam zadać.
- To ja Maciek.
- Maciek?- szukałam w najdalszych zakamarkach pamięci jego osoby.
- No tak- chłopak zaczął się rozglądać na boki.
- Maciek...?- nadal w moim umyśle panowała czarna dziura.
Chłopak chciał coś najwyraźniej powiedzieć ale musiał się już przygotowywać do zjazdu. Wstał i miał już odejść kiedy nagle mnie oświeciło.
- Maciek!- nie mogłam uwierzyć, że właśnie z nim wczoraj tańczyłam. Odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Cześć- wyszczerzyłam się i pomachałam mu jak idiotka- Wyglądasz inaczej.
- To przez kombinezon- zaśmiał się i wskazał na skocznię- Muszę już iść.
Kiwnęłam głową i odprowadziłam go wzrokiem.
- Powodzenia!- krzyknęłam na ostatek. Nie wiem czy mnie usłyszał. Ale wiem, że mój tajemniczy nieznajomy odnalazł się i to sam już wczoraj. Pierwszy porwał mnie do tańca. Dotarło do mnie czemu Anka nie chciała przyjechać ze mną tutaj. Wiedziała, że prędzej czy później na niego wpadnę. Cwana bestia z niej. Uśmiechnęłam się. Postanowiłam pójść na zeskok obejrzeć skoki.
Pierwszy skakał mój dzisiejszy wybawca Krzysiu. Poszło mu bardzo dobrze. Zrobiłam mu kilka zdjęć w locie, potem po wylądowaniu na zeskoku. Szczególną uwagę zwróciłam na jego hipnotyzujące oczy. Krzysiek oparł się o barierkę i uśmiechnął wprost do obiektywu.
- Masz czas po zawodach?- uśmiechnął się do mnie łobuzersko. Nie wiedziałam co odpowiedzieć- Chyba należy mi się kawa za Twój wstęp tutaj?- dodał widząc moje wahanie.
- Dziś mogę nie dać rady- zrobiłam smutną minkę licząc na usprawiedliwienie. Szczerze liczyłam na to, że uda mi się spotkać z Maćkiem. Chłopak wyraźnie posmutniał, udałam, że wszystko jest w porządku. Spojrzałam na zeskok i zauważyłam, że zbliża się ten na którego czekam. Byłam gotowa już coś powiedzieć ale w jednej sekundzie wszystko się zmieniło.
On pochylił się i pocałował. Nie mnie. Ją. Tą kruczowłosą piękność rzucającą mu się na szyję. Na co liczyłaś głupia. Zaśmiałam się nerwowo i odeszłam w głąb aby więcej na to nie patrzyć. Do końca zajmowałam się już tyko fotografowaniem unikając domku numer 4. Z ulgą przyjęłam zakończenie zawodów i wyszłam jako jedna z pierwszych osób. Pokonałam w ekspresowym tempie drogę do samochodu. Nie mogłam uwierzyć temu co zobaczyłam. Za wycieraczką miałam wsadzony mandat, a na kole blokadę.
Kopnęłam z wściekłością koło klnąc przy tym okropnie. Bliska płaczu usiadłam na murku. Gorzej sobie nie mogłam wymarzyć tego dnia. Późno wstałam, cały dzień na jednej bułce, a do tego podkochuje się w chłopaku, który ma dziewczynę i ten cholerny mandat!
Wzięłam kilka głębszych wdechów za radą mistrza Zen. Wpadłam w jeszcze większą furię przypominając sobie, że torebka z dokumentami leży sobie prawdopodobnie w przedpokoju. Przelało to falę goryczy. Rozkleiłam się jak dzieciak, siedząc przy zablokowanym samochodzie nie zważając na przechodniów.
Na ulicy zatrzymał się jakiś samochód. Wysiadł z niego nie kto inny jak Krzysiek. Podbiegł do mnie i pogładził po głowie jak małe dziecko. Złapał za dłoń i wsadził wręcz do samochodu. Nie protestowałam. Umiejętnie pociągnęłam za sobą aparat by go nie zgubić. Postanowiłam wziąć się w garść by się nie mazgaić przy nim. Głęboko westchnęłam, otarłam oczy wierzchem dłoni, powoli się uspokajałam.
Chłopak stanął na parkingu leśnym nieopodal potoku. Gdybym była w lepszym stanie pewnie zrobiłabym kilka zdjęć. Teraz pozostało tylko patrzenie. Obiecałam sobie, że kiedyś tu wrócę.
Oparłam się o szybę i zamknęłam oczy. Panowała taka krępująca cisza. A mi się nawet nie chciało nic mówić. Chłopak chwycił moją dłoń.
- Co się stało?- przyglądał mi się badawczo. Nie wiedziałam czy mam mu powiedzieć o wszystkim czy tylko o mandacie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz