- Gdzie Ty się podziewałaś?!- przywitała mnie krzykiem. Zrobiłam wielkie oczy z zaskoczenia.
- Dzwoniłam do Ciebie setki razy- kontynuowała.
- Byłam pobiegać- odpowiedziałam krótko- Stało się coś?
Przyjrzała mi się uważnie i pokiwała głową.
- Gregor.
Zmarszczyłam czoło nie bardzo rozumiejąc.
- Co Gregor?
- Miał wypadek. Jest w krytycznym stanie- położyła mi dłoń na ramieniu- Aga on umiera.
Patrzyłam na nią nie wierząc w żadne jej słowo. Zaśmiałam się.
- Świetny żart. O co chodzi?- zapytałam zniecierpliwiona i wkurzona, że żartuje w taki sposób.
- Jest w ciężkim stanie- powtórzyła patrząc na mnie ze współczuciem.
Mój wyraz twarzy zmienił się. Zbladłam i zrobiło mi się słabo. Anka zaprowadziła mnie do domu i posadziła w fotelu. Poszła do kuchni po szklankę wody. Podała mi ją bez słowa.
- Ale jak?
- Postanowił sam wrócić do domu i jakimś cudem zjechał ze skarpy- wytłumaczyła mi powoli.
Patrzyłam na nią tępo. Zagryzłam mocno wargi ze zdenerwowania. Ciężko było mi myśleć w takiej sytuacji.
- Pojedziemy do niego- wstałam gwałtownie. Ania złapała mnie za nadgarstek i posadziła z powrotem.
- Nie wpuszczą Cię tam, nie masz uprawnień- wyrzekła niemal ze współczuciem.
Zamknęłam na chwilę oczy próbując się skupić. Przypomniałam sobie o nieszczęsnej wejściówce leżącej w mojej torebce. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Mam od niego wejściówkę- ponownie wstałam- Chodźmy do mnie, potem pojedziemy do szpitala.
Anka patrzyła na mnie przez chwilę, jednak wstała i poszła za mną do wyjścia.
Odległość pomiędzy jej, a moim domem pokonałyśmy samochodem Ani. Poczekała na mnie w samochodzie. Ja w tym czasie szybko wbiegłam do domu chwytając tylko torebkę i po chwili byłyśmy już w drodze do szpitala.
- Ale ostrzegam Cię...- dziewczyna próbowała przestrzec mnie przed tym co mogę zobaczyć.
- Dam sobie radę- wymusiłam uśmiech i wysiadłam z auta.
Poszłyśmy razem na dane piętro gdzie znajdowało się kilku członków reprezentacji i ich trener. Andreas mocno przytulił moją przyjaciółkę, a mnie poklepał pocieszająco po ramieniu. Weszłam do sali gdzie leżał chłopak. Mogłam spędzić tu tylko chwilę. Czułam mocny ucisk w gardle. Chłopak leżał bezwładnie na łóżku, podłączony do setki rurek i kabli. Otarłam wilgotne oczy wierzchem dłoni. Podeszłam do łóżka. Pogłaskałam go delikatnie po czole. Nagle usłyszałam ciągły pisk maszyny. Zostałam wyproszona z sali. Stałam wystraszona widząc przez niewielką szparę w szybie jak próbują go przywrócić do życia.
- Chodź- ktoś złapał mnie za dłoń i pociągnął za sobą. To był Morgi.
Mimowolnie się do niego przytuliłam tłumiąc szloch.
Wyszliśmy do wszystkich. Patrzyli na nas ze smutkiem. Usiadłam na ławce pod ścianą obok Ani.
- Nie chciałam z nim mieć nic wspólnego, a teraz to tak cholernie boli- wyszlochałam.
Dziewczyna przytuliła mnie bez słowa.
W korytarzu pojawiła się lekarka. Zerwałam się na równe nogi bojąc się tego co za chwilę usłyszę.
- Kryzys zażegnany- uśmiechnęła sią do mnie- możecie państwo wrócić do domów. Przez jakiś czas nic się nie zmieni.
- Ja zostaje- oznajmiłam wszystkim gdy lekarz zniknęła za szklanymi drzwiami.
- To bez sensu. Sama słyszałaś- powiedział trener chłopaków.
- Ja z drużyną muszę już wrócić gdybyśmy mogli Gregora przetransportować pojechałby z nami. Ale w takiej sytuacji- rozłożył ręce.
- Trenerze ja zostanę tutaj. Będę wszystko kontrolował- powiedział Kofler. Trener kiwnął głową.
- To Twoja decyzja- spojrzał na grupę- w takim razie chłopaki my musimy już wracać.
Każdy przed wyjściem jeszcze przytulił mnie na pocieszenie. Czułam się podle w stosunku do nich wszystkich.
- My też już pójdziemy- Andreas zwrócił się do nas dwóch.
- Ale...
- Jutro przyjedziemy- chłopak mrugnął do mnie.
Niechętnie skierowałam się do wyjścia. Ania pozwoliła mi prowadzić auto. Proponowała żebym nocowała dziś u niej, jednak czułam, że mogłabym przeszkadzać.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz