poniedziałek, 17 marca 2014

Wyjazd

Andreas długo rozmawiał z kimś przez telefon. Gdy skończył, podszedł do mnie i usiadł naprzeciw.
- Dzwonił trener.
Pokiwałam głową rozumiejąc.
- Zapadła decyzja o tym żeby Gregor został przetransportowany do Austrii- popatrzył na mnie badawczo.
- I co w związku z tym?- zapytałam bojąc się odpowiedzi.
- Też muszę wrócić- potarł z zakłopotaniem kark. Pochylił się do mnie i chwycił mnie za dłonie.
- Pojedź ze mną!
- Gdzie?!- zapytałam zaskoczona.
- Do Austrii, do mnie.
Patrzyłam na niego ogłupiała. Pokręciłam głową.
- Kofi... to nie jest takie proste. Z resztą sezon się za chwilę zacznie. Masz skoki, treningi.
- Nie muszę brać udziału w letnim sezonie- uśmiechnął się lekko- Pojedź ze mną, a jak nie będzie Ci dobrze to wrócisz.
- No nie wiem- w duchu wymieniałam wszystkie za i przeciw.
- Pomyśl nad tym, dobrze?- patrzył na mnie z nadzieją.
- Dobrze- zgodziłam się.
Andreas wstał.
- Musimy pojechać do szpitala i uzgodnić wszystko.
Złapałam za kluczyki do samochodu i pomachałam nimi w powietrzu.
- Chcesz prowadzić?
- Chętnie- uśmiechnął się i pocałował kiedy odbierał je ode mnie.
W drodze do szpitala Andreas nie poruszał już tego tematu. Mężczyzna poszedł do ordynatora omówić wszelkie formalności dotyczące transportu. Ze względu na barierę językową wolałam zrobić to sama. Jednak Andi stwierdził, że lepiej będzie jak pójdę poinformować Gregora o fakcie. Tak więc zrobiłam. Weszłam do sali, w której już leżał tylko on sam.



- Hej i jak się czujesz?- skierowałam do niego pytanie.
- Dużo lepiej- usiadł na łóżku- Sama przyszłaś?- zapytał zaskoczony.
- Nie, nie. Andreas zaraz dojdzie- uśmiechnęłam się.
- Coś się stało?- spojrzał na mnie uważnie. Pokiwałam przecząco głową.
Szklane drzwi się rozsunęły i do sali wszedł Kofler.
- Powiedziałaś mu już?- zapytał siadając obok mnie.
- O czym?- widać było, że irytowała go już ta sytuacja.
- Wracamy do domu! I to jeszcze dziś- powiedział z radością mężczyzna.
- Acha- Gregor wyraźnie nie był ucieszony tą wiadomością. Spojrzał za okno.
- Nie cieszysz się?- zapytał zaskoczony Andi.
- Cieszę- uśmiechnął się słabo i ponownie uciekł spojrzeniem za okno.
Po mniej więcej 20 minutach wychodziłam już z Andreasem ze szpitala. Karetka transportowa miała zabrać chłopaka jeszcze dziś wieczorem. Wróciliśmy do domu. Mężczyzna usiadł na kanapie i uważnie mi się przyjrzał.
- Coś się stało?
Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach wtulając się w niego.
- Nie chcę żebyś wyjeżdżał- wyszeptałam.
- Kochanie, przecież wiesz, że możesz...
- Wiem ale...
- Ale co?
- Mam tak po prostu wyjechać?
Mężczyzna pogładził mnie po policzku.
- Na razie przyjedź na wakacje, a potem zobaczymy- puścił mi oczko.
- A co z Agą?
- Może nas odwiedzić. To już duża dziewczynka, da sobie radę.
Przez chwilę milczałam. Odpowiedź wydawała mi się oczywista ale miałam kilka wątpliwości.
- Dobrze.
Andreas spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Czyli zgadzasz się?
- Tak. Ale nie dziś. Dojadę do Ciebie pojutrze, dobrze?
- Ważne, że będziesz- pocałował mnie w policzek szczęśliwy.
Oparłam głowę na jego ramieniu zamykając oczy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz