piątek, 21 marca 2014

Zawód

Był piękny słoneczny dzień. Zaplanowałam dziś zdjęcia w plenerze dając tym samym wytchnienie mojej duszy. Nie zabrałam ze sobą telefonu, niczego co by mnie rozpraszało. Szłam szlakami poszukując odpowiedzi we wnętrzu mojej duszy. Od zawsze planowałam niespieszną wycieczkę po górach. Teraz mogłam usiąść na trawie i podziwiać. Nic mnie nie goni, nikt nie naciska. Jestem tylko ja i skupiam się na sobie.
Wróciłam do domu późnym wieczorem. Było już ciemno. Padłam na łóżko wykończona. Wiedziałam, że ta wycieczka wiele wniosła do mojego życia. Byłam oczyszczona.




Chłopaki odjechali wczoraj wieczorem. Dom bez Andiego był teraz pusty. Cieszyłam się, że jutro znowu będziemy razem.
Poszłam do Agi by powiedzieć jej o tym, że wczoraj Gregor został przewieziony do swojej miejscowości. Chciałam z nią porozmawiać o decyzji jaką podjęłam. Chciałam poznać zdanie przyjaciółki. Niestety nie zastałam jej w domu.
Zdziwiłam się. Jednak wyjęłam telefon by zadzwonić. Nie odbierała. I tak było cały dzień- przerywany sygnał w słuchawce oznajmiał, że Aga zapadła się pod ziemię.
Położyłam się z niepokojem. Rano miałam wyruszyć, a ona nie dawała znaku życia. Zaczynałam mieć wątpliwości co do mojej podjętej decyzji.




Obudziłam się następnego dnia punktualnie o 11. Wiedziałam, że muszę to dziś zrobić. Pojechać do szpitala i wyrzucić wszystko co we mnie siedzi. Długo nie myśląc chwyciłam kluczyki, a po chwili byłam już w drodze. Czułam lekkie zdenerwowanie ale chciałam się przed nim przyznać do kilku rzeczy. Gdy weszłam do sali doznałam szoku. Jego nie było. Salowa odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła się szeroko.
- I co dojechał już?
- Kto?
- Ten pacjent. Czy dojechał już do domu- patrzyła na mnie oczekując odpowiedzi.
- Dojechał- kiwnęłam automatycznie głową- Do wiedzenia- wyszłam szybko. Nie wiedziałam o co chodzi. Chciałam zadzwonić do Ani ale spostrzegłam się, że nie mam przy sobie telefonu.
Wsiadłam w samochód i ruszyłam pędem przed siebie. Zaparkowałam przed domem przyjaciółki. Nie otwierała, było pusto. Wkurzona wróciłam do samochodu trzaskając drzwiami.
W domu odnalazłam telefon. Ilość połączeń nieodebranych i wiadomości mnie przeraziła. Tak to jest w tej cywilizacji, jeden dzień bez telefonu potrafi człowiekowi narobić wiele zaległości w życiu. Zadzwoniłam do Anki.
- Gdzie ty się podziewasz?!- przywitała mnie krzykiem.
- Gdzie Gregor?- zignorowałam ją.
- Wczoraj został przetransportowany do Austrii...
- Acha- poczułam silny zawód i nie potrafiłam tego ukryć- dlaczego ja nic nie wiem?
- Dzwoniłam, szukałam Cię!
- Dobra, nie ważne... A Ty gdzie jesteś?
- No właśnie...- przerwała- jadę do Andiego.
- A gdzie jest Andi?
- W domu. W Austrii...
- Dobra rozumiem. Cześć- odłożyłam telefon zanim zdołała coś odpowiedzieć. Czułam się obrażona i poniżona. Telefon dzwonił uparcie ale go ignorowałam. W końcu go wyłączyłam roztrzaskując niemal o ścianę.
Wczoraj się oczyściłam, a dziś było jeszcze gorzej. Życie jest cholernie niesprawiedliwe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz