piątek, 8 sierpnia 2014

Get down continues

Ponownie poczułam mdłości, tym razem mocniejsze. Zacisnęłam pięść na rękawie chłopaka próbując je powstrzymać.
-  W porządku?- popatrzył na mnie z troską. Pokiwałam przecząco głową i pobiegłam do ubikacji.
Niemożliwe żeby wirus trzymał mnie aż tak długo. Wstałam z klęczek, wypłukałam usta i oparłam się o framugę drzwi.
- Może powinnaś pójść do lekarza?
Spiorunowałam go spojrzeniem.
- Jesteś następną osobą która mi tak radzi.
- Czyli mam rację- cmoknął.
Najchętniej spędziłabym kolejny dzień skulona w łóżku. Usiadłam na fotelu podkurczając nogi.
- Jedziemy- Maciek złapał mnie za ramię i pociągnął. Stawiałam opór nie chcąc się ruszyć. Chłopak westchnął i ukucnął przede mną.
- Kochanie nie chcę żebyś się bez sensu męczyła. Lekarz przepisze Ci środki i od razu wirus zniknie- pogładził mnie po policzku i wsadził kosmyk włosa za ucho.
- To jak, jedziemy?- zadźwięczał kluczami w powietrzu.
Zgodziłam się dla świętego spokoju. Chwyciłam go za dłoń i pozwoliłam się poprowadzić.
U lekarza nie było długiej kolejki, a ja poczułam się lepiej. Miałam ochotę wyjść stamtąd. Pewnie by mi się to udało gdyby nie fakt, że Maciek pilnował mnie do momentu aż weszłam do gabinetu lekarskiego.
- Witam. Co panią do mnie sprowadza?- lekarz zmierzył mnie od stóp do głów i wskazał na krzesło.
- Szczerze mówiąc czuję się już lepiej- uśmiechnęłam się delikatnie do mężczyzny i usiadłam.
- W takim razie co dolegało?
- Od kilku dni męczyła mnie straszna niestrawność- wzruszyłam ramionami przenosząc spojrzenie za okno.
- Poranne mdłości?
- Tak- kiwnęłam głową w zamyśleniu ale po chwili doszło do mnie co ten miał na myśli- NIE. Nie. Po prostu niestrawność.
- Myślę, że powinna pani pójść do innego lekarza- doktor usiadł naprzeciw mnie krzyżując ręce na brzuchu.
- Ale mi już przeszło, naprawdę- skończyłam cicho.
- Ginekolog jest dosłownie na końcu korytarza- mężczyzna uśmiechnął się i wskazał ręką w danym kierunku- proszę jeszcze do mnie wrócić z wynikami, nie wykręci się pani tak łatwo.
Wstałam oburzona, szurając głośno krzesłem i wręcz wypadłam z gabinetu trzaskając drzwiami. Maciek spojrzał na mnie zdezorientowany, przechylając głowę lekko w bok. Wzruszyłam ramionami i poszłam na koniec korytarza, gdzie znajdował się wcześniej wspomniany gabinet. Weszłam bez pukania. Miałam dużo szczęścia, akurat było wolne. Poddałam się bez słowa badaniu. Przyszłam tu tylko dlatego by udowodnić temu lekarzowi, że się myli.
Lekarka zaprosiła mnie do gabinetu obok. W ręku trzymała już wszystkie wyniki. Uśmiechała się do mnie kojąco.
- Jest pani w piątym tygodniu ciąży- powiedziała to takim tonem jakby mi właśnie oznajmiała, że wygrałam w totka.
- Słu...sucham?!
- Piąty tydzień- powtórzyła z uśmiechem.
- Ale jak to?!
- Mam pani opowiedzieć skąd się biorą dzieci?- zaśmiała się cicho i pokręciła głową.
Ja za to miałam wrażenie, że za chwilę zemdleję. Złapałam się mocno za blat stołu i zaczęłam głośno oddychać.
- Proszę się nie denerwować, to może zaszkodzić dziecku- lekarka podeszła do mnie z kubkiem zimnej wody. Spiorunowałam ją spojrzeniem. Miałam wrażenie, że znalazłam się w domu wariatów gdzie wszyscy są nastawieni przeciw mnie. Przecież to niemożliwe.
Po kilku minutach opanowałam się i wyszłam z jej gabinetu. Oszołomiona wróciłam posłusznie do mojego doktora. Podałam mu wyniki bez słowa.
- Miałem rację- uśmiechnął się szeroko. Odpowiedziałam mu krzywym uśmieszkiem.
- Proszę teraz o siebie dbać, przed panią najpiękniejsze osiem miesięcy.
Wyszłam czym prędzej z gabinetu mając już dość tych radosnych nowin i głosów. Cieszyli się wszyscy oprócz mnie. Oparłam się o ścianę i powoli osunęłam w dół.
- Kochanie, co Ci jest?- Maciek złapał mnie za ramię i podciągnął do góry.
No właśnie, co mi jest. Co ja mu powiem. Zagryzłam wargi patrząc mu w oczy.
- Zwykła żołądkowa grypa- uśmiechnęłam się kwaśno i uciekłam spojrzeniem w bok. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy. Nie teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz