czwartek, 11 września 2014

Stracone istnienie

Nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Szczególnie, że mdłości nie ustępowały i tak naprawdę tylko ja wiedziałam co mi naprawdę dolega. Biłam się z myślami, próbując znaleźć jak najlepsze wyjście z tej sytuacji. Maciek albo udawał głupka albo naprawdę nie zauważył zmiany w moim zachowaniu.
Nadszedł dzień, w którym chciałam powiedzieć mu prawdę. Strasznie się denerwowałam ale szybko chwyciłam kluczyki i za chwilę byłam już w drodze do domu Maćka. Na moje nieszczęście otworzyła mi zawsze serdeczna mama Kota. Zaprosiła mnie do salonu oświadczając, że młodszy syn został wysłany po zakupy. Usiadłam na fotelu i słuchałam nieprzytomnie tego co do mnie mówiła z kuchni.
Czułam się dziwnie. Fale gorąca i zimna uderzały we mnie na zmianę. Co jakiś czas kiwałam tylko głową potwierdzając tym samym, że słucham kobiety z zaangażowaniem. Drzwi mieszkania się otworzyły i wszedł Kuba. Przywitał się ze mną skinięciem i podążył w stronę kuchni. Słyszałam dźwięki cichej rozmowy i za chwilę z pomieszczenia wyszła mama chłopaków.
- Muszę niestety wyjść, a tak myślałam, że porozmawiamy- kobieta spojrzała na mnie przepraszająco.
- Nic nie szkodzi- uśmiechnęłam się do niej.
Kobieta wyszła, a ja zostałam sama z Kubą. Nadal w zamiarze miałam czekać na Maćka ale czułam, że mdłości powracają. Szybko się pochyliłam chowając głowę w dłoniach. Okropny ból głowy przeszywał mnie na wskroś. Nie wiedziałam co się dzieje.
- Aga. Aga! Dobrze się czujesz?- Kuba ukląkł przede mną i uniósł moją twarz ku górze.
- N-nie...- wzięłam głęboki oddech i próbowałam wstać.
- Nigdzie nie idziesz. Za chwilę będzie Maciek.
Okropne ukłucie w okolicach podbrzusza wydobyło z moich ust przeraźliwy jęk. Kuba patrzył na mnie nie wiedząc co się dzieje.
- Musisz mi pomóc... Ty... Mój samochód...- sięgnęłam do kieszeni drżącą ręką i podałam chłopakowi- Zawieź mnie do szpitala- zagryzłam boleśnie wargę aż poczułam smak krwi.
- Maciek powinien za chwilę być- Kuba wstał i złapał mnie za dłoń.
- Kuba! Nie mów nic Maćkowi. Nawet... jeśli się dowiesz. Nie mów... proszę- mimowolnie z moich oczu zaczęły ściekać strużki łez- Ja sama... Kiedyś.



Nie wiem co działo się potem. Chyba zemdlałam. Obudziło mnie mocne białe światło i wkurzające monotonne pikanie aparatury. Próbowałam się rozejrzeć po pomieszczeniu ale miałam okropnie ciężką głowę.
- Hej.
Zamarłam. Ciche 'hej' przypomniało mi o wszystkim. Spojrzałam w bok i uśmiechnęłam się z ulgą. Tylko Kuba, jest dobrze.
- Jak się czujesz?- chłopak siedział obok łóżka wyraźnie zatroskany. A ja tylko się uśmiechałam, nie potrafiłam określić tego co teraz czułam.
- Oni wzięli mnie za ojca- oświadczył patrząc mi prosto w oczy.
Znowu zrobiło mi się okropnie gorąco i nie wiedziałam co mam zrobić. Zauważyłam, że był ubrany w zupełnie inne rzeczy niż pamiętałam.
- Przebrałeś się?- chciałam rozmowę sprowadzić na inne tory.
- Musiałaś spać... dwa dni- znowu jego wyraz twarzy zmienił się na zatroskany.
- A Ma...
- Nie martw się, nikt nic nie wie. Nie wiem czemu nie powiedziałem. To Ty się będziesz z tego tłumaczyć. Szczególnie, że Maciek nie wiedział o tym, że był ojcem.
- Nie Maciek....- uciekłam spojrzeniem w bok. Po chwili doszło do mnie to co powiedział chłopak.
- BYŁ? Czy to znaczy, że... że... ja- dotknęłam mojego brzucha i poczułam narastającą panikę.
- Cii... spokojnie- chłopak wstał i zaczął głaskać mnie po policzku.
- To niemożliwe! Niemożliwe!- zaczęłam głośno płakać wpadając w furię.
Kuba wybiegł z sali wracając po chwili z lekarzem. Słyszałam tylko urywki rozmowy 'przypadkiem jej powiedziałem', 'to było nierozsądne z pana strony. Wie pan w jakim ona jest stanie'. Nie słyszałam już nic więcej bo ponownie zasnęłam...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz