piątek, 12 września 2014

Bez granic

- Będziesz miała coś przeciwko jeśli zaproszę dziś kilku kolegów?- Andi spojrzał na mnie uśmiechając się szeroko- w tym również Gregora- dodał po chwili śmiejąc się.
- To Twój dom więc możesz zapraszać kogo chcesz- odparłam.
- Ale liczę się z Twoim zdaniem, więc jak?
- Niech przyjdą- uśmiechnęłam się do chłopaka i musnęłam go w usta przytulając się- tutaj jest pięknie.
- Wiem o tym- zaśmiał się ponownie- ale może wejdźmy do domu, hm? Będziemy tak stać w przejściu?
- Masz rację- lekko go uszczypnęłam i otworzyłam drzwi.
Weszłam do salonu zapalając światło, dnie były już krótsze i szybciej zapadał zmrok, choć stosunkowo była jeszcze wczesna wieczorna godzina.
- To, o której przyjdą ci Twoi koledzy?
- Emm... tak szczerze mówiąc będą za 10 minut- mężczyzna potarł się z zakłopotaniem po karku.
- Panie Kofler, chyba ktoś tu przed chwilą mówił coś o liczeniu się z czyimś zdaniem, nieprawdaż?- podeszłam do niego celując palcem w jego tors.
- No tak ale... wiedziałem, że się zgodzisz.
- Taaaak?
- Tak- złapał mnie za podbródek i szybko pocałował. Oderwałam się od niego i pokręciłam z niezadowoleniem głową.
- To nie jest dobry argument panie...- nie zdążyłam dokończyć bo po raz kolejny nasze usta się połączyły. 'Tak to ja się mogę droczyć' pomyślałam i wplotłam palce w jego włosy. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni gdy drzwi wejściowe się otworzyły i stanął w nich zakłopotany Gregor.




- Przepraszam....- spojrzał w bok.
- Tyle razy powtarzałem, że jest coś takiego jak dzwonek. Kiedy Ty się w końcu przekonasz do tego urządzenia- Andi podszedł do niego i zamknął za nim drzwi- wejdź, wejdź i się rozgość.
Chłopak powoli przeszedł do salonu i usiadł w fotelu. Obserwowałam go ze współczuciem. Ten chłopak budził we mnie teraz wiele opiekuńczych emocji.
- Jak się czujesz?- zapytałam.
- Dziś jest w miarę dobrze. Lepiej jak na początku- uśmiechnął się delikatnie do mnie.
- To dobrze- kiwnęłam głową i spojrzałam w stronę Koflera krzątającego się po kuchni. Gregor pochylił się w moją stronę.
- Masz jakieś wiadomości od...?
- Nie. Musisz o niej zapomnieć.
Chłopak westchnął ciężko i przymknął oczy. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy.
- Kiedy ja nie potrafię.
Spojrzałam na niego myśląc, że się przesłyszałam. Ale on patrzył na mnie. Jego spojrzenie oddawało ból. Nie wiem tylko czy fizyczny czy psychiczny, a może jedno i drugie.
Siedzielibyśmy jeszcze pewnie tak przez jakiś czas jednak to zawieszenie przerwał Andreas, który w ręku niósł mój telefon. Wskazał wymownie na ekran.
- Zobacz kto dzwonił. Nie zdążyłem odebrać.




Zerknęłam na ekran i nie wierzyłam w to co widzę. Widniały tam 53 nieodebrane połączenia od Agi. W jednej chwili poczułam strach zmieszany ze szczęściem. Jednak chce rozmawiać. Przeprosiłam chłopaków i wyszłam do przedpokoju by zadzwonić.
Gdy wybierałam jej numer serce waliło mi jak oszalałe.
Liczyłam po kolei sygnały. Długo, długo nic. Miałam już zakończyć połączenie ale odebrała. Nic nie mówiła.
- Agnieszka?
-....
- Aga?
-....
-Aga odezwij się!
Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam tylko ciche łkanie.
Spojrzałam w stronę chłopaków. Oboje patrzyli w moją stronę. Wzruszyłam tylko ramionami i poszłam na górę.
- Agnieszka... co się stało?
Wiele nie zrozumiałam. Ona tylko płakała, wręcz wyła do słuchawki wyrzucając z siebie pojedyncze słowa. Odczekałam kilka minut, pozwalając jej się uspokoić. Czekałam aż na linii zapanuje kompletna cisza.
- ... ja Cię tu potrzebuję...- usłyszałam zachrypnięty głos przyjaciółki.
- Mam przyjechać?
- T-aak...
- Będę. Jutro. Dobrze? Uspokój się.
Mówiłam do niej jeszcze przez jakiś czas, równocześnie zeszłam na dół. W salonie siedzieli już koledzy Andreasa.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. Za chwilę stąd ruszę. Czekaj na mnie i nie rób nic głupiego.
- Dobrze...- czułam się tak jakbym rozmawiała z dzieckiem. Równocześnie nie wiedziałam co się dzieje ale wiedziałam, że muszę tam być.
- Co się dzieje?- usłyszałam równoczesne pytanie Gregora i Andiego. Uniosłam palec do góry, nakazując by zaczekali.
- Ja jestem u siebie... cały czas. Sama.
- Coś z Maćkiem?- wyszeptałam do słuchawki ledwo dosłyszalnie.
- Ni-eee...- usłyszałam kolejny spazm płaczu.
- Posłuchaj. Połóż się teraz i zaśnij. Będę jutro. Teraz muszę już kończyć.
Poczekałam aż ona pierwsza się rozłączy i spojrzałam bezradnie na Andreasa.




- Jadę do Polski.
- Co?! Oszalałaś?- Andreas patrzył na mnie z nieukrywanym zaskoczeniem.
- Co się dzieje z Agą?- Gregor świdrował mnie wzrokiem.
- Przyjdziecie do nas czy impreza rozkręca się w przedpokoju?- koledzy Andiego byli wyraźnie znudzeni i chętni do zabawy.
- Za dużo pytań- uniosłam dłonie do góry. Chwyciłam rękę Koflera i pociągnęłam go za sobą do sypialni.
- Posłuchaj, ja nie wiem co Ty wymyśliłaś ale uważam, że to bez sensu.
- A wiesz co to znaczy przyjaźń?- spiorunowałam go spojrzeniem.
- Uważam, że to nierozsądne.
- Przyjaźń? Brawo.
- Nie przyjaźń. To, że po jednym jej telefonie wracasz do Polski.
- Jadę do niej. Sprawdzę co się dzieje i wrócę- wyciągnęłam spod łóżka swoją walizkę i zaczęłam wrzucać do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Mężczyzna stał oparty o framugę drzwi i obserwował każdy mój ruch. Gdy byłam już prawie spakowana spojrzałam w jego stronę. Wstałam z klęczek i podeszłam do niego. Przytuliłam się do jego torsu.
- Andi, wrócę. Góra trzy dni, dobrze?- uśmiechnęłam się do niego. Widziałam, że topnieje.
- A czym tam pojedziesz?
- No właśnie... możesz pożyczyć mi samochód?
- Przecież to jest ponad osiem godzin drogi!
- Wiem ale... dam radę.
Zauważyłam stojącego w przedpokoju Gregora. Widząc, że jest zdemaskowany i nic więcej nie podsłucha wszedł do pokoju i usiadł na łóżku.
- Powiedzcie mi co się dzieje- wodził wzrokiem ode mnie do Andiego.
- Ja nic nie wiem- mężczyzna uniósł dłonie do góry w obronnym geście.
- Ja też wiele nie wiem. Muszę już jechać chłopaki, naprawdę.
- Pojadę z Tobą!- Gregor wstał gwałtowanie.
- Oszalałeś?!- wykrzyknęłam niemal jednocześnie z Andreasem.
- Ale...- Gregor spojrzał na nas smutno.
Westchnęłam głośno i usiadłam na łóżku.
- Jedź- Andreas podał mi kluczyki od samochodu- tylko masz na siebie uważać, dobrze?
- Oczywiście!- uśmiechnęłam się do niego. Zerwałam się z łóżka, chwyciłam za walizkę, pożegnałam z resztą kolegów Andiego i po chwili siedziałam już w samochodzie.
Kierunek Polska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz