piątek, 12 września 2014

Pożegnanie

Minęło kilka dni. Kilka ciężkich dni, po których wróciłam do domu. Kuba okazał się wspaniałym przyjacielem. Nie chciałam go w to wciągać jednak poprosiłam by powiedział Maćkowi, że muszę pilnie wyjechać. Chyba uwierzył... Mimo to dzwonił i pisał kilkanaście razy dziennie. Wiedziałam, że jestem mu winna wyjaśnienia. Wiedziałam, że muszę opowiedzieć wszystko Kubie. Prawdę. Całą prawdę. Czułam też, że to piękne miejsce, o którym tak zawsze marzyłam stało się przekleństwem. Musiałam stąd wyjechać. Wyrwać się. Poddać czemuś zupełnie innemu. Nie cieszyły mnie wschody i zachody słońca ponad szczytami gór. Dnie spędzałam na wgapianiu się w ścianę. Miałam umówionych kilka spotkań z psychologiem. Nie pojawiłam się na żadnym. Byłam sama dla siebie najlepszym psychologiem. Wiedziałam czego potrzebuję.
Tęskniłam za Anią. Tylko z nią mogłam szczerze porozmawiać i powiedzieć o tym wszystkim. Postanowiłam tak zrobić. Pewnego poranka po nieprzespanej nocy chwyciłam za telefon i wybrałam do niej numer. Bałam się, że nie będzie chciała ze mną rozmawiać.
Nie odbierała.
Cały czas nie odbierała.
Przez cały poranek i popołudnie naciskałam klawisz połączenia połykając łzy żalu. Straciłam wszystko łącznie z najlepszą przyjaciółką. Nie ma już życia we mnie. Nie mam dla kogo żyć. Jedynym sensownym wyjściem było skończyć ze sobą. Pewnie bym to zrobiła gdybym nie bała się tak bardzo śmierci.



Chwyciłam za kalendarz leżący na stoliku. Wyrwałam z niego kartkę i zaczęłam pisać: 
Nie sądziłam, że moje życie kiedyś aż tak bardzo się skomplikuje. Jednak stało się. Nie szukaj mnie. Nie dzwoń. Daj mi czas na przemyślenie i odnalezienie właściwej drogi. Potrzebuję tego teraz bardziej jak powietrza. Zrozum to... proszę. Nie przestaję kochać. Daję nam tylko czas, daję sobie czas. Przepraszam, że znikam tak nagle. Być może kiedyś będę potrafiła o tym normalnie porozmawiać. Pamiętaj jednak, że.... kocham Cię Maćku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz