sobota, 13 września 2014

Stracona część mnie

Zasnęłam z telefonem zaciśniętym w dłoni. Ponownie towarzyszyły mi okropne koszmary, które męczyły mnie od kilku dni. Bałam się nawet otworzyć oczy by nie okazały się prawdą. Leżałam więc z zaciśniętymi powiekami, nieruchomo pod kołdrą modląc się o poranek. A ten nie chciał szybko nadchodzić.
Gdy zrobiło się już w miarę jasno zeszłam na dół by zrobić sobie ciepłe kakao. Usiadłam na parapecie wpatrując się w dal. Nie czułam nic. Nie wzruszał mnie wschód słońca. Nie zauważałam porannej rosy. Góry wydały mi się nieatrakcyjne i okropne. Zerknęłam na aparat leżący na brzegu ławy. Nie był ruszany już od jakiegoś czasu.
Porzucając pierwszą myśl zrobienia sobie kakao, poszłam po laptopa i wsadziłam do niego kartę pamięci z aparatu. Przeglądałam zdjęcia bez emocji. Wszystkie nagle wydały mi się takie same i nieciekawe. Miałam ochotę wcisnąć delete na klawiaturze i wyczyścić wszystkie wspomnienia, które przypominały o tamtym czasie. Powstrzymało mnie przed tym moje ulubione zdjęcie Maćka, od którego wszystko się zaczęło. Ułożyłam się wygodniej w fotelu, patrzyłam tępo w ekran. Zastanawiałam się nad tym co teraz czuję.
Nie czułam nic.
Jedyne co przychodziło mi w tej chwili do głowy to zaległości w fotografowaniu i wysłaniu zdjęć do redakcji. Mam nadzieję, że uwzględnią moje zwolnienie lekarskie...
Klawiszem strzałki przerzuciłam jeszcze kilka zdjęć. Nagle moja dłoń zamarła w bezruchu.
Gregor. Znienawidzony przeze mnie jednocześnie kochany, choć próbowałam się wyprzeć tej miłości. Wbiłam boleśnie paznokcie w rękę by zapomnieć o tym co mnie z nim połączyło. Podkuliłam nogi i oparłam o nie policzek. Zamknęłam oczy. 'Nie wspominaj. Zapomnij'.



Z letargu wyrwało mnie pukanie do drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę nieco zdziwiona. Skrzydło powoli się otworzyło i stanęła w nich Ania. Patrzyłam na nią jak zahipnotyzowana.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie, rzuciła na podłogę walizkę i podbiegła przytulając mnie do siebie. Mocno zagryzałam wargi by się nie rozpłakać. Odsunęłam się od niej i spojrzałam na nią uważnie.
- Jak się tu znalazłaś tak szybko?
- Przyjechałam- uśmiechnęła się.
- Sama?
- Mhm- pokiwała głową z zadowoleniem.
- Pewnie jesteś zmęczona.
- Nie na tyle by z Tobą porozmawiać.
Westchnęłam głęboko.
- Nie sądziłam, że pojawisz się aż tak szybo, że w ogóle się pojawisz.
- No widzisz. Opowiadaj- usiadła na sofie.
- Napijesz się czegoś?
- Aga. Mów.
Ania spojrzała na ekran laptopa stojącego na ławie. Również spojrzałam w tamtą stronę i poczułam, że za chwilę pozbędę się kolejnych łez.
- Co się dzieje?
- Ja... muszę stąd wyjechać. Gdziekolwiek.
- Ale dlaczego?- zapytała nie bardzo rozumiejąc.
- Chciałam do domu, do rodziców ale... nie wytrzymam tam... Nie mogę tu być.
- Pokłóciłaś się z Maćkiem?
- Nie o to chodzi- zaśmiałam się oschle.
- Więc?



Wstałam gwałtownie z łóżka i zamknęłam laptopa z głośnym trzaskiem. Podeszłam do okna, na podjeździe widziałam samochód na austriackich rejestracjach. Oparłam się o parapet.
- Ja... byłam w ciąży- powiedziałam głośnym szeptem.
W pokoju zapanowała cisza. Nie potrafiłam odwrócić się w stronę przyjaciółki i zobaczyć jak zareagowała na tą nowinę. Stałam wpatrując się w martwy punkt.
Ania podeszła do mnie i położyła dłoń na ramieniu.
- Byłaś?
- Tak- kiwnęłam głową- już nie jestem- zaczęłam cicho łkać zaciskając dłonie w pięści.
- Dlatego chcesz uciec od Maćka?
- Tak.
- Ale... przecież on powinien Cię wspierać teraz. Powinien być przy Tobie. Zadzwonię do niego.
- Nie!- odwróciłam się gwałtownie- Nie możesz tego zrobić. On nic nie wie.
- Ale... -patrzyłaś na mnie wyraźnie zbita z tropu- powinien wiedzieć, prawda?
- Nie. O tym wie tylko i wyłącznie Kuba. To on mi pomagał przez te wszystkie dni.
- Kuba?! To on...?
- Nie. Nie!- zdobyłam się na mimowolny grymas uśmiechu.
- Jako ojciec, Maciek powinien tu być. Nawet jeśli straciłaś...
- Maciek nie był ojcem- odpowiedziałam krótko.
Dziewczyna wpatrywała się we mnie przez jakiś czas. Widziałam, że jest zszokowana tym faktem.
- Kto...?
Spuściłam wzrok. Głupio mi było, a zarazem czułam ogromny ból. Wiedziałam, że wyrzucając z siebie to wszystko będzie mi lepiej.
- Gregor- szepnęłam cicho.
Wyminęłam przyjaciółkę i poszłam na sofę. Zacisnęłam mocno powieki.
Nie chciałam dzieci. Nie myślałam o nich w ten sposób jakby jakieś miało być moje. Ale pokochałabym. Już je kochałam. Bo było moje. Jedyne co łączyło mnie z Gregorem. Nasze dziecko. Niekoniecznie stworzone z miłości dwojga ludzi. Ale czy to jest ważne w dzisiejszym świecie? Ważne aby ta mała istota była przez nas kochana. Aby czuła się dobrze i miała wszystko co zapragnie. Straciłam część mnie bezpowrotnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz