poniedziałek, 27 października 2014

Mglisto

Długo nie mogłam zasnąć. Gdy zaczęło świtać przyjęłam to jako zbawienie. Wstałam przeciągając się leniwie. Mimo, że nie mogłam spać byłam okropnie zmęczona. Zawsze działała na mnie orzeźwiająco mocna dawka wysiłku. Wyciągnęłam z walizki swój dres i bez dłuższego zastanawiania się wskoczyłam w niego. Wyszłam po cichu by nie budzić innych. Choć przy drzwiach miałam spory problem ze znalezieniem klucza to już po chwili mogłam biec w nieznanym mi kierunku.
Spojrzałam na unoszące się obłoki mgieł ponad zboczami gór. Chyba na nowo odnajdywałam w nich piękno, które straciłam. Biegłam przed siebie. Bez celu. Z narastającymi emocjami. Oddalając się od tego co było złe. Zapominając o przeszłości. Próbując zatracić się w tej właśnie chwili gdy jest mi coraz lepiej. Gdy czuję, że osiągam skrajne emocje. 
Zwolniłam swój bieg do truchtu. Po policzkach zaczęły ściekać łzy. Stanęłam by otrzeć je wierzchem dłoni. Jednak płacz coraz bardziej się nasilał. Nie potrafiłam tak po prostu zapomnieć o przeszłości. Pozostawiłam otwarte niedokończone sprawy. 
Choć poranek był chłodny, a trawa pokryta rosą usiadłam pod drzewem opierając się o jego pień. Zamknęłam oczy. Momentalnie przeniosłam się w przeszłość. Czułam ogromną pustkę. Czułam tęsknotę i nienawiść. Skrajności łączyły się w jedno by pozostawiać nieład w mojej głowie. Ukryłam twarz w dłoniach opierając się czołem o podkulone kolana. 
Uświadomiłam sobie, że chcę by był przy mnie mimo wszystko. Nic więcej. 


Ktoś delikatnie szturchnął mnie w ramię. Uniosłam powoli głowę i moim oczom ukazał się chłopak w sportowym stroju. Pytał mnie o coś lecz nie rozumiałam. Otarłam oczy i policzki rękawem i wstałam. Chłopak najwyraźniej czekał na moją odpowiedź. Uśmiechnęłam się do niego przepraszająco. Gdy spojrzałam w prawo, moim oczom ukazała się ogromna skocznia narciarska, która zachwyciła mnie swoim pięknem. 
Zapomniałam o tym, że mam towarzystwo. Jednak zanim się zorientowałam chłopak gdzieś zniknął. Tak jakby i on rozpuścił się jak mgła unosząca się nad górami. 
Serce podpowiadało mi by pójść w stronę skoczni jednak postanowiłam zostawić ją sobie na później. Ruszyłam w drogę powrotną. Biegłam niespiesznie, oddychając pełną piersią. Chłód powietrza oczyszczał moje wnętrze.
Weszłam do mieszkania i skierowałam się od razu do kuchni by napić się wody. Przy stole siedziała Aga z Koflerem. Chyba przeszkodziłam im w rozmowie bo Andreas urwał w połowie zdania i oboje zawiesili na mnie wzrok. 
- Czy możesz mi powiedzieć gdzie się podziewałaś?- Aga wstała od stołu i podeszła do mnie przyglądając się uważnie. Nie zwracając na nią zbytnio uwagi sięgnęłam po pierwszą lepszą szklankę i nalałam do niej wody. Oparłam się o blat.
- To prawda, straciłam trochę...- tu spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie- rachubę czasu. 
- Trochę? Mieliśmy zamiar wyjść Cię szukać. 
- Naprawdę nie trzeba było- uśmiechnęłam się lekko. Umyłam szklankę i poszłam na górę by się przebrać i zaznać spokoju. Znowu wszystko zaczęło mnie drażnić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz