sobota, 8 listopada 2014

Spotkanie

Minęło kilkanaście dni od czasu mojego przyjazdu do Innsbrucka. Nic się nie zmieniło. Nic nie wydarzyło. Może tylko troszeczkę oswoiłam się z nową rzeczywistością. Z każdym dniem coraz bardziej czuć było jesień, a na wyższych partiach gór już zalegał śnieg.
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Tak?
Drzwi się uchyliły i wyjrzała zza nich Ania.
- Andi zastanawia się czy nie chciałabyś pojechać z nami na trening.
- Z wami?
- Emm on odda kilka skoków, a ja chciałabym trochę pobiegać.
Patrzyłam na nią przez chwilę nie wiedząc co odpowiedzieć. Spojrzałam na swoją torbę rzuconą w kąt, gdzie schowany był aparat.
- Dobra. Za ile jedziemy?
- Za kwadrans.
- Ok.
Anka zamknęła drzwi i zeszła na dół. Ja sięgnęłam po swoją torbę i wyciągnęłam z niej aparat. Dawno go nie używałam. Pomyślałam, że dziś mogę porobić kilka zdjęć by sprawdzić swoją formę.
Naciągnęłam na siebie ciepłą bluzę, przewiesiłam aparat przez szyję i zeszłam na dół.
- Gotowa?- Kofler uśmiechnął się do mnie i klepnął w ramię. Kiwnęłam głową i wyszłam za nim do samochodu.
- Będziesz musiała dzielić miejsce z nartami- mężczyzna zaśmiał się wskazując na auto.
- Nie ma problemu.
Był to duży samochód więc miejsca było wystarczająco bym czuła się komfortowo podczas jazdy. Wyciągnęłam mp3 z kieszeni i zatopiłam się w muzyce. (...)


Patrzyłam na Andiego rozanielonym spojrzeniem. Ten w skupieniu prowadził auto co jakiś czas zerkając na mnie i uśmiechając się. W radiu leciały niemieckie piosenki. Spojrzałam przez okno gdzie rozciągał się już widok na skocznię. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Było mi tu bardzo dobrze. Z resztą... wszędzie mogłabym być tylko żeby on był przy mnie. Z rozmyślań wyrwał mnie widok charakterystycznego busa. Wytężyłam mocniej wzrok i przypatrywałam się coraz większemu punktowi na moim horyzoncie.
- Andi oni tu są- szepnęłam do niego wskazując w prawą stronę. Mężczyzna spojrzał na mnie nie bardzo rozumiejąc. Obejrzałam się do tyłu gdzie siedziała Aga, miała zamknięte powieki i słuchawki w uszach.
- Możliwe żeby Polacy mieli teraz treningi?
Kofler kiwnął powoli głową, wydawało mi się, że docierało do niego to co chcę mu przekazać.
- Mam nadzieję, że nie napatoczy się na Maćka...- westchnęłam ciężko.
- Kotku, oni muszą sobie to wytłumaczyć prędzej czy później. Może to już ten czas- uśmiechnął się do mnie delikatnie, zaparkował auto i złapał mnie za dłoń.
- Nie ma już teraz odwrotu, bo inaczej spóźnię się na trening. A tego trener bardzo nie lubi, choć jest mocno wyrozumiały- wyciągnął kluczyki ze stacyjki i wyszedł z samochodu. Zrobiłam to samo. Aga w ogóle się nie ruszyła.
- Będziesz biegać?
- Tak ale...
- Ania nie niańcz jej, da sobie radę. Będę miał na nią oko- zafalował brwiami.
- Dobrze.
- To leć, dam sobie radę.
- Nie wyganiaj mnie- obruszyłam się z lekka. Andi wyłonił się z bagażnika i pokręcił głową. Podszedł do mnie i pocałował. Nie mogłam się na niego gniewać.
- A teraz zmykaj- cmoknął i wrócił do wyciągania nart.
Choć miałam mieszane uczucia pobiegłam przed siebie. Pozostawiłam sprawy ich własnemu biegowi. (...)


- Hej księżniczko budź się- ktoś szarpał mnie za ramię. Andi? A no tak. Muzyka i samochód skutecznie mnie uśpiły. Westchnęłam ciężko i wyszłam z samochodu.
- A Anka gdzie?- rozejrzałam się dookoła.
- Przespałaś. Już pobiegła. A my idziemy na skocznię, byłaś tu już kiedyś?
- Szczerze mówiąc... byłam pod skocznią i nad skocznią- wskazałam na wzgórze które rozciągało się z tyłu skoczni- ale to chyba się nie liczy- wzruszyłam ramionami.
- Masz teraz okazję się zrehabilitować- mężczyzna zaśmiał się. Zamknął samochód i wskazał kierunek.
- Chciałabym porobić trochę zdjęć jeśli nie masz nic przeciwko.
- Rób jak najwięcej, ja będę robił swoje. Tylko nie wchodź na zeskok bo cię zmieciemy.
- Zmieciemy?
- Przecież nie skaczę sam, Aga halo- pomachał mi ręką przed oczami.
- To znaczy... że...
- Tak, że jestem spóźniony. Muszę już iść, poradzisz sobie?
- Tak- odpowiedziałam niepewnie.
- Na pewno?
- Tak.
Andreas patrzył na mnie przez chwilę ale ruszył do szatni ciągnąc za sobą toboły ze sprzętem. Ja miałam przy sobie tylko mój aparat i telefon.
Jak na zawołanie poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz- mama.
- Cześć mamo- starałam się by mój głos brzmiał radośnie, nawet rodzice nie byli wtajemniczeni w to co działo się teraz w moim życiu.
- Cześć córeczko, czemu nie dajesz w ogóle znaku życia?
- Oj mamo, wiesz, praca, obowiązki, takie tam.
- A co robisz teraz?
- Teraz...? Teraz... jestem w Austrii.
- W Austrii?- wiedziałam, że moja mama nie będzie zadowolona z tego powodu. Postanowiłam jak najszybciej znaleźć jakąś wymówkę by nie musieć na razie tłumaczyć się z niczego.
- Mamo, zadzwonię później, dobrze? Teraz muszę kończyć. Pa, kocham was- szybko nacisnęłam czerwoną słuchawkę rozłączając się. Targały mną wyrzuty sumienia.
Usiadłam na najniższych trybunach. Spojrzałam w górę skoczni, na belce siedział jakiś zawodnik i przygotowywał się do skoku. Schowałam szybko telefon i uruchomiłam aparat. Zrobiłam kilka zdjęć. Skoczek wylądował, a ja zabrałam się za przeglądanie moich dzieł. Pierwsze- niewyraźne. Drugie- zamazane. Trzecie- prześwietlone. Kolejne- zamazane... wszystkie do kitu. Wkurzona miałam ochotę cisnąć aparatem. Jeszcze raz przejrzałam kilkanaście zdjęć próbując wybrać choć jedno, które mogłoby się nadawać do czegokolwiek.
- Jestem beznadziejna, nawet zdjęć nie potrafię porządnie zrobić- gadałam sama do siebie wpatrując się w wyświetlacz aparatu. Dzień był dość słoneczny. Ktoś stanął przede mną, widziałam cień, który skutecznie zasłonił mi promienie słoneczne. Spojrzałam na osobę stojącą obok mnie.
Niewątpliwie skoczek. Trzymał kask pod pachą, w drugiej ręce trzymał narty, które opierał o podłoże, kombinezon zwisał mu trzymając się ledwo na biodrach, lekko rozpięta koszulka termiczna eksponowała jego tors. Chłopak patrzył na mnie z nonszalanckim uśmieszkiem. Zaczął mówić do mnie... oczywiście nic nie zrozumiałam. Oświeciło mnie. Ten sam chłopak, którego spotkałam tamtego poranka.
- Nic nie rozumiem- uniosłam dłonie w geście bezradności.
Chłopak zmrużył powieki i przez chwilę mi się przyglądał.
- A teraz?
Uśmiechnęłam się do niego i uniosłam kciuk.
- O wiele lepiej.
- To dlatego wtedy nic nie mówiłaś. Nie znasz niemieckiego?
- Tak jakoś wyszło- zrobiło mi się głupio.
- Widziałem, że fotografujesz- kaskiem wskazał na mój aparat. Kiwnęłam potakująco.
- Chętnie zobaczyłbym te zdjęcia.
Już chciałam coś powiedzieć ale skutecznie ktoś mi przerwał. Dostałam nartami w głowę. Odwróciłam się by zabić spojrzeniem osobę, która się nade mną znęca. Andi stał oparty o narty i śmiał się najwidoczniej ze mnie.
- Ty już tutaj?!- zaskoczona patrzyłam na niego.
- Tak jakoś zleciało- prychnął ponownie.
- Andreas...!
- No już już, idziemy.
- Gdzie?
- Chodź ze mną i nie pytaj- wręcz pociągnął mnie za sobą. Odwróciłam się za siebie i spojrzałam na chłopaka, który wciąż stał w tym samym miejscu.
- Kiedyś Ci je pokarzę!- zawołałam do niego i pomachałam na pożegnanie.
Szłam posłusznie przez za Austriakiem, który cały czas zaciskał swoją dłoń na mojej. Wściekłam się i wyszarpnęłam ją.
- Czy ja mogę wiedzieć gdzie Ty mnie prowadzisz?!
- Po prostu chodź- Andi otworzył drzwi do budynku i patrzył wyczekująco w moją stronę.
- Nie- tupnęłam nogą i stanęłam w miejscu jak osioł- chcę robić zdjęcia.
- Aga..
- Co tu się dzieje?- zza rogu wyłoniła się Ania patrząc to na mnie to na swojego chłopaka. Andreas odciągnął ją na bok i coś szeptał na ucho. Zażenowana obserwowałam całą tą sytuację.
- Chodź- teraz to Anka wyciągała do mnie dłoń.
- Poszaleliście? Chcecie mnie kompletnie ubezwłasnowolnić czy co?- odwróciłam się na pięcie i odeszłam kawałek.
To co, a raczej kogo zobaczyłam w oddali zmroziło mi krew w żyłach. Spojrzałam za siebie na parę przyjaciół.
- Chcieliśmy Cię tylko chronić- Andi westchnął i wszedł do budynku ciągnąc za sobą Ankę patrzącą na mnie ze współczuciem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz