sobota, 8 listopada 2014

On

Czułam się jak zwierzę w potrzasku. Nie mogłam znowu tak po prostu uciec więc stałam w miejscu jak wmurowana. Na nic się zdała moja nadzieja, że może przejdzie obok mnie obojętnie czy będę niezauważona. Powoli zmierzał w moją stronę aż miałam go na wyciągnięcie ręki. Nie miałam pojęcia jak mam odczytać grymas goszczący na jego twarzy. Stał przede mną tak samo piękny i idealny, skupiony tylko na mnie. Uciekłam spojrzeniem w bok zagryzając mocno wargi. Przypomniałam sobie te wszystkie chwile razem. To uczucie kiedy marzyłam by być tylko z nim. A teraz była między nami mentalna bariera, którą postawiłam ja, której on nie starał się przekroczyć. Dotknął mojego podbródka i powoli odwrócił twarz w swoją stronę zmuszając do tego bym na niego patrzyła. Nie potrafiłam. Jego spojrzenie paliło. Spojrzenie pełne bólu, tęsknoty, miłości?
- Porozmawiamy?
Jego ciepły głos spowodował drżenie na całym moim ciele. Bezwładnie, bezwolnie kiwnęłam głową zgadzając się. Chłopak odwrócił się i poszedł w nieznanym mi kierunku nie oglądając się nawet za siebie. Wiedział, że i tak za nim pójdę. Tak też zrobiłam. W pewnym momencie wyrównałam z nim krok. Szliśmy w milczeniu. Niedaleko skoczni mieściła się kawiarnia. Zamówił dwie kawy. Usiedliśmy przy pierwszym lepszym stoliku, choć o tej porze i tak wszystkie były prawie wolne. Oparł się o blat i wlepił swój wzrok w moją osobę. W tej chwili pomyślałam o tym jak ja niewyjściowo wyglądam. Z resztą to już i tak nieważne. Kobieta przyniosła dwa parujące kubki z kawą.
- Nie będziemy milczeć- cały czas patrzył na mnie. Kiwnęłam głową nadal milcząc.
- Więc?
- Przepraszam...- nie potrafiłam kierować do niego nawet podstawowych słów.
- Nie spodziewałam się tutaj Ciebie- na moje słowa chłopak zaśmiał się wyraźnie poirytowany.
- Ja Ciebie tutaj tym bardziej- jego oczy stały się jakieś takie... zimne.
- To nie jest tak jak myślisz.
- Skąd wiesz co ja mogę myśleć?! Zostawiłaś mnie. Jedyne co mam po Tobie to marny liścik. Myślisz, że to wszystko załatwiło?
- Ja cierpiałam...
- A ja skakałem ze szczęścia- rzucił z sarkazmem.
- Przepraszam...
- Przestań to w kółko powtarzać!
- A Ty przestań się wydzierać!- pierwszy raz powiedziałam coś głośno i wyraźnie podczas naszej rozmowy. W jednym momencie utkwiliśmy spojrzenia w oknie zasępiając się.
- Dobra, przepraszam. Ale ja nadal nie wiem co między nami zaszło. Jak mogłaś tak po prostu...?
Popatrzyłam na niego. Jego twarz wyrażała smutek i ból. Byłam zła na siebie.
- Musiałam to zrobić...
- Skreślić nas?
- Uciec.
- Rozumiem- chłopak kiwnął głową.
- Nie. Nie rozumiesz- raz kozie śmierć, w mojej głowie wirowało tysiące myśli i ta jedna konkretna- powiedz mu to teraz.
- Było mi z Tobą bardzo dobrze. Uwielbiałam spędzać z Tobą każdą chwilę. Wiele dziewczyn zazdrościłoby mi takiego wspaniałego i czułego chłopaka. Twoja nieśmiałość dodaje Ci dużo uroku. Kocham... Kochałam. Potem zmieniłeś się. Zacząłeś wściekać się na mnie z byle powodu. Wyjechałeś, a ja zostałam zupełnie sama ze swoimi problemami. Pragnęłam Twojej bliskości. Byś był przy mnie, trzymał mnie za rękę. Byś poświęcał mi swoją uwagę. Wiem na co się decydowałam i że jesteś sportowcem ale... nie dawałeś mi poczucia bezpieczeństwa, nie udowadniałeś, że tęsknisz gdy jesteś daleko. Nie wyobrażasz sobie nawet, jak bardzo Cię potrzebowałam...
- Wiem, że byłaś chora- chłopak wszedł mi w słowo.
- Byłam... w ciąży- patrzyłam uważnie na chłopaka starając się dobrać odpowiednie słowa.
Chłopak patrzył na mnie zszokowany. Zacisnął dłoń w pięść, a jego twarz stała się kamienna.
- Kim on jest?
- Nieważne- pokiwałam głową- to już nie jest ważne.
- Teraz wszystko rozumiem. Dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży i uciekłaś. A ja głupi wierzyłem w to, że jeszcze kiedyś będziemy razem...
- Maciek- chwyciłam jego dłoń leżącą na stoliku- byłam w ciąży.
- Przecież zrozumiałem. Puściłaś się i próbowałaś to ukryć.
Jego słowa mocno mnie zabolały. Zabrałam dłoń i chwyciłam kubek. Zacisnęłam wargę bo zbierało mi się na płacz.
- Nie mam już tego dziecka...
Chłopak uważniej mi się przyjrzał i chyba zrozumiał.
- Przykro mi- powiedział niezbyt przekonująco.
- Dużo mi pomógł Kuba, a potem...
- Czekaj, czekaj- mój brat?
Kiwnęłam głową.
- No nieźle. Czy tylko ja nie wiedziałem o tym wszystkim?
- Nie wiedziałeś bo się nie interesowałeś...
- Tak... a tatuś... wie?
- Nie wie- uciekłam spojrzeniem w bok.
Chłopak sięgnął po portfel i wyjął z niego kilka euro. Wstał od stołu.
- W takim razie życzę powodzenia... w nowym życiu. Beze mnie- ruszył w kierunku wyjścia.
Patrzyłam przez okno na oddalającą się postać. Cieszyłam się, że tą rozmowę mam już za sobą. Jednocześnie czułam się okropnie.
Chyba zamknęłam pewien rozdział w moim życiu.
Chyba...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz