czwartek, 13 listopada 2014

Pragnienie

Nie miałam pojęcia w którą stronę mam iść. Innsbruck nie był przecież wioską, a ja zawsze poruszałam się po nim samochodem. Postanowiłam usiąść na ławce i uspokoić myśli. Wrócę pod skocznię, a potem pomyślę co dalej. Jak postanowiłam tak zrobiłam i po kilkunastu minutach byłam już na miejscu. Ani i Andiego już nie było. Brama na skocznię była jednak otwarta. Weszłam do środka i usiadłam na miejscu, które okupowałam wcześniej. Skocznia była już pusta i panowała na niej względna cisza. Zamknęłam oczy ciesząc się tą chwilą spokoju. Nagle w mojej kieszeni coś zawibrowało. No tak telefon, jestem uratowana. Sięgnęłam do kieszeni i odebrałam.
- Halo?
- Gdzie jesteś?- usłyszałam zaniepokojony głos przyjaciółki.
- Właśnie przyszłam na skocznię i nie za bardzo wiem jak mam wrócić.
- Za chwilę po Ciebie przyjadę.
- Czekam- rozłączyłam się i schowałam telefon.
Włączyłam aparat by zrobić kilka zdjęć. Tym razem wyszły mi wspaniale komponując się z bladym światłem. Patrząc na poprzednie zdjęcia stwierdziłam, że nie są aż tak tragiczne jak mi się wydawało, wystarczyło je tylko trochę przerobić.
- I jak ci wyszły zdjęcia?- Anka stała nade mną zaglądając mi przez ramię. Uśmiechnęłam się do niej.
- Wydaje mi się, że jeszcze coś tam potrafię.
Ania złapała mnie za ramię i usiadła obok. Spojrzała w górę skoczni. Cały czas się uśmiechała. Po chwili przyjrzała mi się badawczo.
- Jak się czujesz?
- Ok.
- Ok?
- Wiesz... dużo łatwiej jest powiedzieć, że wszystko jest w porządku niż tłumaczyć dlaczego najchętniej rozwaliłabyś łeb o ścianę.
Dziewczyna patrzyła na mnie ze zrozumieniem.
- Jest dobrze... lepiej- kiwnęłam głową przekonując samą siebie tym stwierdzeniem.


Godzinę później byłyśmy już w domu. Weszłam na górę. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem. Rzuciłam się na łóżko w ciuchach. Zamknęłam oczy by móc odpocząć. Kręciłam się jednak z boku na bok. Nie było szans na to bym zasnęła. Ukryta była we mnie jakaś niewyczerpana energia. Otworzyłam oczy i wlepiłam swoje spojrzenie w sufit. Jestem w raju. W miejscu gdzie mam zacząć wszystko od nowa. Ale nie mogę zostać tu na zawsze, bynajmniej nie u Koflera. Miło z jego strony, że na takie coś w ogóle się zgodził. Przez chwilę przebiegła mi przez głowę myśl aby sprzedać swoje mieszkanie w Zakopanem i przenieść się w inną część gór, niekoniecznie w kraju. 
Gwałtownie usiadłam na łóżku aż zakręciło mi się w głowie. Gór nie było już widać ale wiedziałam, że tam są bo rozświetliły się tysiącem małych gwiazdek. 
Zeskoczyłam z łóżka i zeszłam na dół. 
- Andi?- stanęłam w przedpokoju rozglądając się dookoła.
- Tak?- mężczyzna wyszedł po chwili z salonu.
- Tak sobie pomyślałam... Pewnie jest tu gdzieś w okolicy dyskoteka?
Andreas patrzył na mnie z zaskoczeniem.
- To duże miasto... mam ochotę się wyszaleć. Więc jak?
- Dyskoteka? 
- Mhm- kiwnęłam głową uśmiechając się- zawieziesz mnie?
Kofler obrócił się na pięcie i wszedł do salonu. Na sofie siedziała Anka wpatrując się w jakiś film w TV.
- Twoja przyjaciółka oszalała- powiedział zwracając się do Ani.
- Nieprawda!
- Co się stało?- dziewczyna przeniosła swoje spojrzenie na nas.
- Mam ochotę się zabawić więc poprosiłam Andiego by zawiózł mnie gdzieś gdzie jest dyskoteka.
Naprawdę nie miałam pojęcia co dziwnego jest w tym, że mam ochotę wyjść. Oboje wpatrywali się we mnie jakbym postradała zmysły.
- Więc??- byłam już tym lekko zdegustowana.
- Jest gdzieś tutaj dyskoteka?- Anka spojrzała na mężczyznę.
- No jest ale...
- W takim razie idziemy- wyłączyła telewizję i wstała.
- Obie oszalały- zmierzył nas spojrzeniem i wyszedł z pokoju.
- Dziękuję- rzuciłam się jej na szyję jak małe dziecko.
- Tyko masz być grzeczna!- pogroziła mi palcem.
- Przyrzekam mamo- zaśmiałam się serdecznie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz