niedziela, 5 października 2014

*W drodze do początku*



Jechałyśmy już dobre dwie godziny,  a Aga nie wypowiedziała ani jednego słowa. Wiedziałam, że w jej głowie panuje jeden wielki huragan. Z jednej strony Maciek, którego spotkała tak nagle i pokochała ,a z drugiej Gregor- jej królewicz, wyimaginowany skoczek, którego kochała i ubóstwiała. W jednej chwili zawalił jej się świat. Jedyna mała istotka, która łączyła ją z „austriackim światem” odeszła, a wielka miłość do Maćka mogła przerodzić się w cierpienie. Bałam się co z nią będzie, chciałam pocieszyć ale nie wiedziałam jak. Pozostało mi tylko bezpiecznie dowieść ją tam, gdzie sama czułam się jak w raju. 
- Może chcesz się na chwilę zatrzymać- pełna nadziei zaczęłam rozmowę- może wypijemy jakąś kawę i zjemy śniadanie, nie ukrywam, ze całonocna droga trochę mnie wykończyła. 
- Jak chcesz, jest mi obojętne- powiedziała Aga wciąż wpatrując się w szybę okna. 
Widziałam jej tęskniący wzrok, wiedziałam, że najchętniej cofnęłaby czas, ale tego niestety nie można było zrobić. W końcu skręciłam na jedną ze słowackich stacji benzynowych, byłam zmęczona, ale postanowiłam nie dawać po sobie poznać, że mam dość ciężkiej drogi. Chciałam jak najszybciej znaleźć się znów w Innsbrucku 
- Wychodź z samochodu, trochę świeżego powietrza dobrze ci zrobi- próbowałam zachęcić Agę do wyjścia- jest taki cudowny dzień. Mam nadzieje, że za jakieś pięć godzin będziemy podziwiać nieco lepsze widoki- uśmiechnęłam się w jej stronę, jednak Aga ciągle wyglądała, jakby żyła w obcym świecie. Wyszła z samochodu i usiadła na małym kamyczku nieopodal strumyka. Podeszłam do niej i objęłam ją. 
- Aga wiem, że ci ciężko ale nie możesz zamykać się w sobie, nie może dusić tego wszystkiego w środku. To co się stało, nie zmieni się i musimy się pogodzić z szarą rzeczywistością- zaczęłam gadać jak najęta, mając nadzieję, że chociaż trochę uda mi się podnieść ją na duchu- wiem, że to wszystko jest bez sensu, ale uwierz mi czas leczy rany i obie razem przez to przejdziemy. Nie jesteś sama i nigdy nie będziesz- przytuliłam ją mocniej. Zobaczyłam małe brylanciki w jej oczach, sama też się rozpłakałam.
- Dziękuję!- usłyszałam po chwili głos Agi- mam prośbę mogłabyś iść przynieść te dwie kawy, a ja posiedzę sobie na chwilę w tym cudownym miejscu. 
Nie pytając o nic więcej pobiegłam do baru i zamówiłam dwie kawy i porwałam dwie kanapki. Stwierdziłam, że najwyższy czas zadzwonić do Andiego. Wybrałam numer i z utęsknieniem czekałam, aż w słuchawce usłyszę głos, który za każdym razem działa na mnie jak ekstaza. 
- Halo- odebrał tak szybko, że nawet nie zdążyłam usłyszeć sygnału- Ania nareszcie, dlaczego się nie odzywasz?! 
- Cześć skarbie, przepraszam Cię, ale tyle się wydarzyło, że nawet nie miałam czasu pomyśleć, o tym, żeby zadzwonić do Ciebie- zaczęłam się usprawiedliwiać- nie jest to rozmowa na telefon. Ogólnie to jestem w drodze powrotnej, za jakieś pięć godzin powinnam być na miejscu. 
- Ania, wracasz od razu? Powinnaś odpocząć po podróży, jesteś zmęczona! Co ty wyprawiasz?!- powiedział to tak wzburzonym głosem, jakiego jeszcze nie znałam- Błagam Cię uważaj na siebie. 
- Dam radę- sama trochę nie wierzyłam w swoje słowa, ale wiedziałam, że nie mogę zawieść ani Agi ani jego- Już niedługo się zobaczymy, a teraz uciekam do Agi. Kocham cię- zakończyłam tą rozmowę, gdyż wiedziałam, że Andi odradzał by mi dalszą drogę bez odpoczynku. Gdy wróciłam Aga wygrzewała się w słońcu, wyglądała na zamyśloną, jednak jej wyraz twarzy nieco się ocieplił. Podałam jej kubek kawy i usiadłam obok. 
- Rozmawiałaś z Andim, prawda?- zapytała popijając łyk mocnej espresso. 
- Tak, zadzwoniłam do niego, w sumie powinnam to zrobić wcześniej, bo martwił się o nas. 
- Wy i wasze cudowne życie bez problemów- westchnęła- czasami mam ochotę udusić cię za to, że udaje Ci się, że jesteś szczęśliwa, ale wiem, że to nie twoja wina- mówiła to w taki sposób, że  nie wiedziałam, czy chce mi przywalić, czy po prostu mi zazdrości- dziękuję Ci, za to, że przyjechałaś po mnie. Będąc sama w Zakopanem czułam, że wybuchnę. Był tylko Kuba, ale i przy nim czułam się jak ostatnia szmata. Byłam z jego bratem, a pobiegłam do łózka z Gregorem, to wszystko jest jakieś dziwne, skomplikowane. Kiedyś marzyłam o Gregorze, a teraz mam ochotę dać mu w twarz…- Aga mówiła jak nakręcona, ale czułam ulgę w jej głosie- jednak wiem, że muszę żyć dalej, muszę zastanowić się nad moim życiem. Wiem, że spotkanie z Gregorem jest nieuniknione, ale nie mam ochoty myśleć o tym teraz. Chcę odpocząć, chce po prostu zapomnieć. 
- Wiem, ze mój cholerny optymizm Cię czasem wnerwia, ale czuję, że dasz sobie radę. Zobaczysz, że w Innsbrucku dzieją się magiczne rzeczy, bo to miejsce wygląda jak prawdziwy raj- uśmiechnęłam się do niej i w końcu Aga również podniosła do góry kąciki ust. Wypiłyśmy kawę, wsiadłyśmy do samochodu i udałyśmy się w dalszą drogę. 



Po kolejnych dwóch godzinach w końcu udało nam się przekroczyć austriacką granicę. Krajobraz nagle uległ zmianie. Jechałyśmy wysokimi wiaduktami, w obu stronach drogi zieleniły się pagórki i wzgórza. Aga milczała, jednak wiedziałam, że po prostu rozkoszuje się widokami. Włączyłam radio, i nagle z głośników popłynęła nasza ulubiona piosenka.  
- Nie daj życiu się, z nami napij się , olej smutki, żale i baw się doskonale- zaczęłam nucić- idealny tekst nie sądzisz? 
Nic nie odpowiedziała, jednak ja wiedziałam, że przekroczywszy austriacką granicę, przekroczyła również pewnie etap w swoim życiu. Jadą austriackimi autostradami krajobraz zmieniał się z kilometra na kilometr. Z jednego tunelu wjeżdżałyśmy w drugi. Dziękowałam Bogu za to, że Andi ma tak wygodny samochód. Jechałam już szóstą godzinę z rzędu i jedyną rzeczą którą chciała, to znaleźć się w łóżku obok mojego Misiaka. Powoli krajobraz zaczął stawać się nieco górski. Wiedziałam, że zbliżamy się do celu. Gdy wyjechałyśmy z ostatniego tunelu krzyk Agi spowodował, ze nagle nacisnęłam z całych sił na hamulce.
 - Aga co się dzieje?!- krzyknęłam spanikowana- Aga?!- patrzyłam na nią i w jednej chwili zrozumiałam co się dzieję.  
- Tak Aga witaj w Innsbrucku!- Powiedziałam uradowana- I obiecaj, że nigdy więcej nie przestraszysz mnie aż tak, tylko dlatego, że zaparło Ci dech w piersiach, przez cudowne widoki- zaśmiałam się, ale w środku dziękowałam, za to że nikt za nami nie jechał. 
- ANIA TO JEST RAJ!- Oczy Agi wyglądały jak spodeczki od filiżanki. Chłonęła każdy ułamek krajobrazu, zachwycała się każdym milimetrem górskiego widoku- Innsbruck na zdjęciach był cudowny, ale na żywo jest nie do opisania. 
- A mówiłam, że tutaj jest inny świat- sama dobrze to wiedziałam, co czułam gdy Andi przywiózł mnie do tego miejsca. Wtedy wyjeżdżając z tego tunelu przed moimi oczami ukazało się wschodzące słońca nad wierzchołkami Alp. Andi specjalnie zjechał na pobocze, odeszliśmy na pobliską polanę i podziwialiśmy, jak piękne przedstawienie może wyreżyserować natura. To był nasz pierwszy wschód słońca i wtedy po raz pierwszy poczułam, że mam go naprawdę, że nie jest to piękny sen z którego się obudzę, to rzeczywistość- dobra zbierajmy się bo przed nami jeszcze jakaś godzina drogi a moje powieki stają się coraz cięższe. 
W końcu dojechałyśmy na miejsce. Andi mieszkał w drewnianym domku a ogromnym tarasem wychodzącym w stronę gór. Słońce powoli zaczynało zachodzić gdy pojechałyśmy na podjazd. Widziałam minę Agi, nie potrafiła wyrazić chyba jak jest zachwycona tym miejsce, jednak jej oczy błyszczały. Byłam pewna, że w tej chwili nie myślała o przeszłości, napawała się teraźniejszością. 
- Witaj w domu- krzyknęłam. 



 Nie zdążyłam dobrze wysiąść z samochodu, a mój Piękny zmaterializował się w drzwiach wejściowych. 
- Nareszcie wróciłyście- Andi w podskokach podbiegł do mnie, z tym swoim seksownym uśmiechem i pocałował mnie tak, ze poczułam motyle w brzuchu- tęskniłem bardzo i martwiłem przy tym. Już nigdy nie pozwolę Ci jechać samej.  
- Kocham Cię wiesz- wyszeptałam mu do ucha i poszłam do Agi.  
Pozbieraliśmy walizki i razem w trójkę udaliśmy się do środka. Dom Andiego był dokładnie tak jak sobie wymarzyłam. Drewniany z kominkiem w salonie i dużą białą kanapą. Uwielbialiśmy tam siedzieć, oglądać telewizję i pić czerwone wino. Aga oglądała każdy kąt, od przedpokoju, poprzez kuchnię, łazienkę, piękne drewniane schody, aż po salon.  
- Może zjemy coś w spójnie a później pójdziecie odpocząć- zaproponował Andi- Aga przygotowałem Ci pokój na górze. Mam nadzieje, że będzie Ci się u nas podobać. A tak w gołe to świetnie cię widzieć- podszedł do Agi i mocno ją przytulił. 
- Dzięki Andi za wszystko, za to że mogłam tu przyjechać. Wiem, że jestem Ci winna wyjaśnienia, ale pozwól że zrobię to jutro, bo dzisiaj mam ochotę po prostu iść spać- znów wyczułam w głosie przyjaciółki nutkę depresji. 
- Jasne, nie ma problemu czuj się jak u siebie. Kochanie zaprowadź Agę do pokoju a ja przygotuję kolację. 
- Ok, idziemy- powiedziałam zabierając walizki i udając się w stronę schodów. 
Andi przygotował dla Agi najlepszy pokój, z balkonem wychodzącym w stronę gór. Wiedział, że góry to coś co najbardziej uspokaja Agę. Kiedy weszła do pokoju, nagle rozpłakała się. 
- Co jest- zapytałam trochę zbita z tropu 
- Po prostu to wszystko mnie przeraża, jestem tutaj, jest cudownie ale ciągle myślę o Maćku, mam przed oczami jego twarz, gdy zobaczył mnie jadącą w samochodzie. To wszystko jest takie trudne. Jestem po prostu beznadziejna. 
- Nie mów tak! Przecież wiesz, że to nie prawda. Dowiedziałam si że Gregor wyjechał na wakacje do Barcelony, nie będzie go przez dwa tygodnie więc spokojnie możesz sobie tutaj siedzieć i odpoczywać. Zobaczysz, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej 
- Porozmawiasz z Andim?- zadała to pytanie w taki sposobów, że wiedziałam na jaka odpowiedź czeka- ja nie potrafię już o tym rozmawiać, nie chce. 
- Spokojnie, porozmawiam, wiesz jaki on jest, wyrozumiały- zaczęłam łagodnie- na pewno to zrozumie, każdy w życiu popełnia jakieś szaleństwa. Chodź na kolację, a później odpoczniemy. 
- A czy mogłabym zjeść dzisiaj sama tutaj. Nie czuje się jakoś na siłach żeby siąść z wami przy stole. 
- Aga, ale tak nie można… 
- Proszę- spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem 
- No dobrze ale tylko dzisiaj. Biegnę na dół, a ty weź prysznic i nie rób głupot. Będę za 15 minut. 
Wyszłam na korytarz i ruszyłam w stronę kuchni. W całym domu unosił się smakowity zapach. Gdy zajrzałam do kuchni Andi nakładał makaron na talerze. 
- A gdzie Aga?- zapytał trzymając w ręce sos pomidorowy 
- Stwierdziła, że dzisiaj chce zjeść sama w pokoju. Ogólnie nie czuje się najlepiej. 
- Możesz mi w końcu powiedzieć o co chodzi?- zapytał nieco poirytowany- Ona wygląda jakby przed chwilą wysżła ze szpitala po ciężkiej chorobie…. 
- A może tak własnie jest, Andi obiecuję, że po kolacji wszystko Ci wytłumaczę, a teraz proszę Cię bądź wyrozumiały. 
- Jestem wyrozumiały, ale chciałbym wiedzieć o co chodzi. 
- Wszystkiego się dowiesz, tylko daj mi pół godziny, żebym się ogarnęła- spojrzałam na niego oczami kota ze Shreka i wiedziałam, że już mi nie odmówi. 
- Hmmmmm dobra dam Ci 30 minut ale ja- złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie- teraz mam ochotę Cie pocałować i tego mi nie zabronisz. W jednym momencie jego usta przywarły do moich i już nic się dla mnie nie liczyło. Uwielbiałam jego pocałunki, jego zapach. Zawsze delikatny jednak z nutką drapieżności. Całował mnie namiętnie aż do utraty tchu. Uwielbiałam to, czułam mrowienie na całym ciele. Andi dobrze wiedział, jak działa na mnie. Czasem bezczelnie to wykorzystywał, jednak rozkosz która mnie przechodziła sprawiała, ze pozwalałam mu sobą zawładnąć. Staliśmy tak w kuchni przyklejeni do siebie, chciała, żeby ta chwila trwałą jak najdłużej, jednak na górze czekała Aga, głodna i pragnąca szybko się położyć. 
- Koniec tego dobrego- odsunęłam się niechętnie od Kofciaka- biorę jedzenie i biegnę do Agi. Później już jestem cała twoja- uśmiechnęłam się zalotnie i pognałam w stronę schodów. Kiedy weszłam do pokoju nigdzie jej nie było. Drzwi na taras były uchylone, wiec wiedziałam, gdzie ją znajdę. Siedziała w bujanym fotelu w szlafroku i wpatrywała się w zarysy górskich szczytów. Był zmierzch, powietrze robił się coraz chłodniejsze.  
- Tu jest jak w bajce, mogłabym siedzieć tak i siedzieć, nie robić nic tylko się wpatrywać. 
- Zobaczysz rano jak jest tutaj pięknie- uśmiechnęłam się i postawiłam tacę z jedzeniem na stoliku- mam jedzenie na dole, ale jeśli chcesz mogę zjeść tutaj z tobą? 
- Nie, mam ochotę pobyć sama. Tylko ja góry i spaghetti, biegnij do Andiego bo na pewno się stęsknił za tobą. Dobrej nocy . 
- Dobrej nocy. Mam nadzieje, że jutro wstanie lepsze jutro- pożegnałam się z Agą i pobiegłam do Andiego. Wiedziała, że teraz jest czas tylko dla mnie i dla niego. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz