niedziela, 30 listopada 2014

C.D.

Weszłam na salę ale źle się czułam w tym miejscu. Skręciłam w jakiś korytarz i po chwili znalazłam się na dworze. Usiadłam na ławce i rozpłakałam się. Miałam zmienić swoje życie, a nie powracać do przeszłości. A tymczasem wszystko w jednej sekundzie runęło. Wszystkie zamierzenia, to co sobie poukładałam. Zobaczyłam go i wszystko wróciło.
- Nienawidzę Cię!- krzyknęłam głośno nie zważając na to czy ktoś jest w pobliżu czy nie. Spojrzałam w niebo, które było dziś wyjątkowo gwiaździste. Pięścią otarłam policzki. Zaczęłam drżeć bo noce nie były już letnie i ciepłe.
Usłyszałam za sobą kroki. Pociągnęłam nosem i oparłam się o ławkę.
- Weißt du nicht kalt?
Odwróciłam głowę w stronę siedzącego obok mnie chłopaka. Był to ten sam, któremu robiłam zdjęcia na skoczni. Chłopak uśmiechnął się do mnie.
- Czy my się nie spotkaliśmy kilka dni temu i wczoraj na skoczni?- zapytał tym razem w zrozumiałym dla mnie języku.
Kiwnęłam potakująco głową i westchnęłam ciężko. Chłopak przyglądał mi się przez chwilę.
- Pytałem czy nie jest Ci zimno.
- Trochę tak- zagryzłam wargi bo coraz mocniej zaczynałam drżeć.
Chłopak rozpiął bluzę i nałożył mi ją na ramiona.
- Chyba powinnam wrócić do środka- odsunęłam się nieznacznie od chłopaka i zsunęłam z siebie jego bluzę- Dzięki- oddałam mu ją i wstałam.
Chłopak złapał mnie za przegub dłoni zatrzymując. Spojrzałam na niego zmieszana.
- Co ty robisz?
- Nie pozwolę żebyś po raz kolejny zniknęła.
- Nie rozumiem o co ci chodzi ale muszę wrócić do przyjaciół- wzruszyłam ramionami i wyrwałam rękę z jego uścisku.
Zeszłam po schodach i po chwili poczułam przyjemne ciepło pomieszczenia. Weszłam ponownie na zatłoczoną salę. Przy stoliku gdzie siedziała Anka z Andreasem stał Gregor z dziewczyną. Nie miałam ochoty spotkać się z nim po raz kolejny. Odwróciłam się na pięcie z zamiarem wyjścia. Chłopak, którego spotkałam na ławce stał pod ścianą obserwując mnie. W jednej sekundzie w głowie ułożył mi się cały plan. Podeszłam do niego uśmiechając się zalotnie.
- Zatańczymy?
Chłopak uśmiechnął się szeroko, kiwnął głową i po chwili byłam z nim już na parkiecie tańcząc do jednej z ulubionych piosenek. Miałam ochotę zemścić się na Gregorze. Zabolało mnie to, że znalazł sobie pocieszycielkę. Choć przecież nigdy z nim nie byłam. Zabolało mnie to mocno. Miałam ochotę zrobić mu ogromną przykrość, tak samo mocno zranić jak on zranił mnie. Dotkliwie do szpiku kości aby zapamiętał ten ból i nigdy go nie zapomniał.
Wsunęłam dłonie w tylne kieszenie spodni chłopaka. Ten przycisnął mnie bardziej do siebie. Miałam mieszane uczucia ale brnęłam w to dalej. Chciałam by on mnie zauważył. Piosenka zmieniła się na wolną, wiele ludzi zaczęło schodzić z parkietu. Spojrzałam chłopakowi w oczy i uśmiechnęłam się. Przeniosłam dłonie na jego kark i zaczęłam powoli się kołysać. Było mi głupio, że tak wykorzystuję nieświadomego chłopaka. Jemu widocznie się to podobało. Oparłam głowę o pierś chłopaka.
Potem wszystko wydarzyło się w jednej sekundzie. Obok nas pojawił się Gregor i odciągnął ode mnie chłopaka. Potem dał mu w twarz i złapał mnie za dłoń ściągając siłą z parkietu. Gdyby nie muzyka jestem pewna, że dookoła zapanowałaby głucha cisza. Miałam wrażenie, że wszyscy patrzą się na nas. Gregor ciągnął mnie za sobą w niewiadomym kierunku. Po chwili znaleźliśmy się na dworze. Ja byłam zbyt otumaniona jego reakcją, której się nie spodziewałam, że nawet nie zareagowałam. Dopiero chłodne powietrze zadziałało na mnie jak orzeźwienie.
- Czy ty jesteś normalny?!- wykrzyknęłam w jego stronę.
- To ja chcę wiedzieć dlaczego mizdrzyłaś się do niego!
Prychnęłam i zmierzyłam chłopaka spojrzeniem.
- Nie wolno mi?- spojrzałam na niego prowokacyjnie- Nie jestem przecież ślepa.
- Nie jesteś ślepa i co?!
- Widzę, że znalazłeś sobie dziunię na pocieszenie. Z resztą co ja gadam i tak nigdy nie byliśmy razem. Z resztą... nieważne- machnęłam ręką i chciałam odejść. Jednak chłopak podszedł do mnie niebezpiecznie blisko i przytrzymał mnie za obie ręce.
- Z resztą co? Kontynuuj.
- Nie ważne. Nie rób więcej takich szopek- uciekłam spojrzeniem w bok bo nie potrafiłam patrzyć mu w oczy. Był stanowczo za blisko.
- Więc nie prowokuj mnie więcej.
- Ja?!
- Tak Ty. Widzę co wyprawiasz, nie jestem głupi.
Westchnęłam głośno i spuściłam głowę w dół niczym mała dziewczynka skarcona przez swojego ojca.
- Możesz mnie puścić?- jęknęłam żałośnie nie wiedząc co mam zrobić w tej sytuacji.
- Porozmawiamy?- chwycił mnie za podbródek i uniósł twarz tak bym patrzyła mu prosto w oczy. Wiedział już, że wygrał, a ja nie potrafiłam mu się oprzeć. Próbowałam odnaleźć w sobie resztki silnej woli. Przymknęłam powieki, jego spojrzenie mnie paliło.
Poczułam na swoich ustach delikatny dotyk jego warg. Chłopak ujął moją twarz w dłonie i pogłębiał pocałunek. Nogi uginały się pod mną, były niczym z waty. W głowie kłębiło się tysiące myśli, a jednocześnie czułam okropną pustkę.
Nie wiem co we mnie wstąpiło ale odepchnęłam go od siebie i uciekłam. Nawet się nie odwróciłam by na niego spojrzeć. Pewnie gdybym poddała się jego urokowi po raz kolejny, skończyć by to się mogło tak samo jak kiedyś.
Usiadłam przy stoliku gdzie siedziała Anka i ten chłopak.
- Wszystko w porządku?- Ania patrzyła na mnie z litością.
- Gdzie Andi?- pominęłam jej pytanie.
- Wyszedł na chwilę.
- Nic ci nie jest?- przeniosłam spojrzenie na chłopaka. Ten zaśmiał się serdecznie.
- Nie pierwszy raz dostałem w twarz.
Wydawał się być miły. Patrzyłam na niego przez chwilę.
- Mam ochotę stąd wyjść- wstałam i patrzyłam na niego świdrującym spojrzeniem.
- Ja chyba też już będę się zbierał- powiedział do Anki i wstał.
- Kiedy wrócisz?- Ania spojrzała na mnie zaskoczona.
- Dam sobie radę- puściłam jej oczko i ruszyłam do wyjścia.
Było tak jak chciałam- on poszedł za mną. Pierwszy raz czułam, że kontroluję sytuację.
Nie na długo...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz