- Uspokój się- Andi wziął mnie w ramiona- dobrze wiesz, że twój krzyk już nic nie zmieni. Ona sama musi zrozumieć, co złego zrobiła.
- Właśnie sama powinna rozumieć, że będąc tutaj powinna myśleć nie tylko o sobie. Rozumiem, ze ma problemy, że chce zapomnieć, ale widzisz co ona wyprawia. Po raz kolejny siedzimy i czekamy na nią, nie wiedząc co się dzieje!- powiedziałam to jednym tchem- ONA MA 22 LATA! Niech zacznie w końcu myśleć.
- Nie chce jej usprawiedliwiać, ale życie dało jej w kość. Najpierw Gregor, potem Maciek, później znów Gregor. Nie każdy ma takie szczęście jak Ty i od razu spotyka na drodze takiego królewicza jak ja- puścił mi oczko i obdarzył swoim anielskim uśmiechem tak, że kolana się pode mną ugięły.
- Skromnością to Ty nie grzeszysz- zaśmiałam się- Dużo ją spotkało, ale powiedz mi czemu ona nie widzi tego, że chce jej pomóc…
- Chcemy jej pomóc- wtrącił Andi.
- Ok, chcemy. Chciałabym, żeby była szczęśliwa, zapomniała o wszystkim i zaczęła normalnie żyć. Może faktycznie trochę za bardzo jej matkuję, ale tutaj jest Austria nie Polska. Miejsce którego nie zna. Ona ma szalone pomysły. Już raz zrobiła mi taki numer podczas zawodów w Wiśle. Wróciłyśmy z SOFY na mieszkanie, a ona wypruła po chwili z jakimś kolesiem i nie było jej kilka godzin i zero jakiejkolwiek informacji gdzie jest.
-Hahah wiślańska SOFA, pamięta się ten pub- Wpadł mi w zdanie Andi- widzę, że nasza Agusia to niegrzeczna dziewczynka.
- Znasz ten klub?- zapytałam- A Aga ma swoje odchyły.
- Jasne, że znam. Ile razy się tam bywało. Fajne miejsce, tłumy fanek, można zawsze kogoś tam poznać- droczył się ze mną i widziałam, ze sprawia mu to przyjemność.
- Jakoś nigdy Cię tam nie widziałam.
- Ukrywałem się przed Tobą- zaśmiał się- A wracając do Agi weź jej odpuść i przede wszystkim nie mów takich rzeczy. Zabrzmiało to strasznie i sama dobrze o tym wiesz.
- Tak, wiem. Głupio mi strasznie. Akurat nie chciałam tego mówić. Nie wiem co ja bym zrobiła, gdybym straciła dziecko- spuściłam głowę w dół. Wiedziałam, że moje ostatnie zdanie zabolało bardzo Agnieszkę. To nie jej wina, że ciągle życie rzucało jej kłody pod nogi.- Muszę z nią chyba poważnie porozmawiać. Jest moją najlepszą przyjaciółką. Wiem, że tym ostatni zdaniem przesadziłam, ale to nerwy.
- Musicie porozmawiać to na pewno- stwierdził stanowczo Andi- Obie powinnyście się przeprosić i powiedzieć sobie co nieco. Swoją drogą chyba powinnyśmy zadzwonić do Poppiego. Jego też powinnaś przeprosić. Nieźle nawrzeszczałaś na niego w nocy przez telefon. Ale w sumie należało mu się, jak można zostawić dziewczynę samą w obcym miejscu. Biedak tak się zmartwił, że zaczął jeździć samochodem po Innsbrucku i jej szukać. Ucieszy się jak mu powiem, że Aga jest w domu.
- Tak powinniśmy. Możesz do niego zadzwonić i powiedzieć mu. Jak tylko go spotkam to przeproszę go. Chyba rzeczywiści przesadziłam- musiałam przyznać sama przed sobą, że moja nocna rozmowa z Poppim nie należała do przyjemnych.
- Dobrze, zadzwonię. A teraz moja droga królewno idziesz spać. Aga pewnie też śpi- powiedział stanowczym głosem Kofi- Ja idę zadzwonić, a później jadę do Mannera odebrać paczkę. Podobno czeka tam na mnie parę gorących listów- wziął mnie na ręce i zaniósł na łózko.
- Gdyby te fanki wiedziały jakim jesteś wariatem na pewno by nie pisały do Ciebie- uśmiechnęłam się. Andi wiedział jak rozładować atmosferę- A długo będę musiała na Ciebie czekać?
- Na pewno tak długo, że zdążysz się wyspać i porozmawiać z Natalią. Zostawiam Wam jeden samochód, gdybyście chciały się gdzieś wybrać. Wrócę wieczorem. A teraz słodkich snów życzę.
Mówiąc to zabrał koc i otulił mnie nim całą. Po chwili poczułam jak jego wargi łączą się z moimi. Miałam ochotę żeby ta chwila trwała cały czas. Uwielbiałam jego pocałunki. Czasami myślałam, że to nie możliwe, ze tu i teraz całuje się z faceta, którego jeszcze parę miesięcy temu oglądałam tylko w TV. Teraz był tutaj ze mną i dawał mi tyle szczęście ile nie zaznałam nigdy. Andi zostawił mnie z tysiącem myśli w głowie. Jednak w momencie kiedy zamknął drzwi od pokoju ja odpłynęłam do krainy senności. Była tak potwornie zmęczona, że nie ważne było dla mnie to że jest prawie południe a ja zaczynam moją senną przygodę.
Obudziły mnie mnie przyjemne zapachy dochodzące zapewne z kuchni. Nie wiem jak długo spałam więc pośpiesznie chwyciłam za telefon. Była 14.30. Wstałam z łózka, ubrałam ciepły sweter, ponieważ mimo słonecznej pogody było mi zimno i zeszłam na dół. W kuchni krzątała się Aga. Czułam się trochę dziwnie, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Na szczęście to ona zaczęła rozmowę.
- Obudziłam się i nie mogłam zasnąć wiec stwierdziłam, że przygotuję coś na obiad- powiedziała niepewnym głosem- znalazłam kartkę od Andiego, że mamy skoczyć na jakiś obiad do miasta jeśli chcemy, wiec postanowiłam sama coś zrobić.
- Fajnie- odpowiedziałam, moja złość na nią dalej siedziała w środku, ale widziałam, że ona żałuje tego co zrobiła.
- Anka- zaczęła- wiem, że źle zrobiłam, że zachowuje się nieodpowiedzialnie. Dopiero po twoich słowach zdałam sobie sprawę, że takim zachowaniem do niczego nie dojdę i że..
- Aga nie powinnam była mówić tego ostatniego zdania, przepraszam. Wiem, że Ci ciężko, ale zrozum tez mnie. Martwiłam się, razem z Andim martwiliśmy się o Ciebie. To nie jest fajne. A wystarczyło tylko napisać smsa, zadzwonić. Ehhh nie chce się z tobą kłócić, naprawdę.
- Wiem, teraz to wiem. Chciałam dopiec Gregorowi, chciałam, żeby widział, że wychodzę z innym, że mogę być z innym i że guzik mnie on obchodzi..
- A naprawdę guzik Cie obchodzi?- zapytałam- Bo jak na moje oko że Tobie zależy na nim coraz bardziej. Aga powiedz mi czy ty czujesz coś do Gregora?- Aga odwróciła wzrok w drugą stronę.
- Chyba tak- powiedziała to tak cicho, że leniwe usłyszałam- Nie chcę tego, chcę go nienawidzić, ale to silniejsze ode mnie. Gregor był zawsze dla nie kimś wielkim, kimś kto mnie fascynował, kimś kto był dla mnie nierealny. Teraz wszystko się zmieniło. Jestem tutaj, mieszkam w domu Ojca, pamiętasz te czasy kiedy tak mówiłyśmy o Andim? Spotykam Gregora, on jest tutaj, niedaleko na wyciągnięcie ręki. Z jednej strony mam ochotę mu przywalić, a z drugiej rzucić mu się w ramiona i powiedzieć jak wiele dla mnie znaczy.
- To po co udajesz sama przed sobą, że jest Ci obojętny?- wtrąciłam- Aga musisz w końcu coś postanowić, bo dalej będziesz tkwić w tym chaosie. Spotkaj się z Gregorem i porozmawiajcie. To jest jedyne rozwiązanie-
- Myślisz, że moglibyśmy się spotkać i pogadać
- Uważam, że jest to jedyne rozwiązanie, ale…
- Ale co?- z niepokojem zapytała Aga
- Musisz powiedzieć mu prawdę, musisz powiedzieć mu o wszystkim, o dziecku, ciąży. Inaczej nie ma to sensu- powiedziałam to tak stanowczym głosem, że nie poznałam samej siebie- koniec z użalaniem się i kłamstwami. Masz się spotkać jutro z Gregorem i wyjaśnić wszystko.
- Nie mogę mu powiedzieć, nie mo…
- MUSISZ inaczej wracamy do Polski i zapominamy o wszystkim!
- Nie ale Anka!- Krzyknęłam jej- jeśli nie chcesz zrujnować tego co łączy mnie z Andim, to zrobisz to o co cię proszę. Jeśli nie porozmawiasz szczerze z Gregorem, w tym tygodniu wracamy do Polski i zapominamy o tym, że skoczkowie austriaccy mieli coś wspólnego z naszym życiem. Przede wszystkim z twoim życiem. A teraz mieszaj ten sos bo chyba się przypala- mówiąc to wyszłam z kuchni z nadzieją, że Aga weźmie sobie moje słowa do serca.
- O cholera faktycznie- Aga chwyciła za garnek z taką siłą, że połowa sosu wylądowała na jej ręce- Aaaaaaaaaaaaaaaa!
- Co się stało?!- wpadłam do kuchni i moim oczom ukazała się Agnieszka ze łzami w oczach i czerwoną ręką pod strumieniem zimnej wody.
- Ten cholerny sos zamiast wylądować na talerzu wylądował na moje ręce- mówiąc to zaciskała zęby. Wiedziałam, że musi ją boleć. Pomyślałam sobie w duchu, dlaczego to jej ciągle coś się przytrafia.
-Trzymaj tą rękę pod wodą a ja poszukam jakiegoś lodu, żebyś mogła sobie obłożyć rękę. A zostało coś tego sosu? Bo pachniał smakowicie i nie ukrywam głodna jestem- zaśmiałam się bo już sama nie wiedziałam, czy mam płakać czy śmiać się. Aga chyba pomyślała to samo, bo uśmiechnęła się i powiedziała.
- Spoko na mojej ręce wylądowała porcja Andiego, reszta jest dla nas- wzięła ode mnie worek lodu przeznaczony dla sportowców i owinęła rękę- od razu lepiej. To co zapraszam do stołu.
Wspólnie udało nam się nakryć do stołu. Ryż z kurczakiem, sosem i warzywami wyszedł Adze świetnie. Jadłyśmy i gadałyśmy już normalnie. Chyba obie wiedziałyśmy, że nasz przyjaźń jest niepowtarzalna i przetrwa wszystko. Pozostawała jeszcze tylko sprawa rozmowy z Gregorem. Po skończonym obiedzie dopadł nas leń, więc razem wzięłyśmy leżaki i poszłyśmy łapać ostatnie promienie słońca tego dnia. Widok Alp napawał nas spokojem i radością. Tak, tutaj można było poczuć się jak w raju. Nagle usłyszałam, że na podjazd wjechał samochód, jednak nie był to na pewno samochód Andiego...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz