piątek, 2 stycznia 2015

Trudno się mówi

Ania wstała z leżaka i poszła zobaczyć, kto przyjechał. Po kilku minutach wróciła do mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Spojrzałam na nią pytająco.
- Ktoś do Ciebie- wskazał ręką za siebie.
W tym momencie zakrztusiłam się aż herbatą którą popijałam. Patrzyłam na niego ale nie ruszałam się z miejsca. Serce waliło mi jak oszalałe. Próbowałam jednak emanować spokojem.
- Możemy porozmawiać?- chłopak zrobił kilka kroków w moją stronę.
Spojrzałam na Anię, która ponaglała mnie szeptem, wyraźnie dając mi do zrozumienia bym podniosła się z leżaka. Przypomniała mi się nasza niedawna rozmowa. No tak. Dane słowo jest święte. Niespiesznie wstałam, wyminęłam chłopaka i poszłam do domu. Chwyciłam za bluzę leżącą w salonie i w duchu wyklinałam wszystkie zrządzenia losu. Przy wyjściu niemal zderzyłam się z chłopakiem. Obdarzyłam go lekceważącym spojrzeniem i zeszłam po schodach. Po chwili był już przy mnie.
- Dokąd idziesz?
- Skąd mogę wiedzieć. Nie jestem stąd- prychnęłam kręcąc głową.
Szliśmy przez jakiś czas w milczeniu. Twardo szłam przed siebie w nieznanym mi kierunku. Świeciło słońce, widziałam Alpy, było prawie cudownie. Kątem oka obserwowałam Gregora. Udawałam jednak, że nic sobie nie robię z jego obecności.
- Porozmawiajmy...
Zaczęłam rozglądać się po jakże wspaniałej okolicy. Wszystko było tak bardzo interesujące. Tak zapatrzyłam się w dal, że o mało nie wybiłam sobie zębów o wystający korzeń. Zaklęłam pod nosem.
Chłopak przyspieszył kroku i zastąpił mi drogę.
- Nie cierpię takich upartych ludzi.
- Nie zmuszam Cię- odrzekłam z uśmieszkiem próbując ponownie go minąć.
Chłopak chwycił mnie za ramiona zatrzymując. Jego dotyk wywoływał we mnie mieszane uczucia. Spojrzałam w bok zagryzając wargę.
- Chciałbym wiedzieć czemu tak się zachowujesz. Nie wiem czy ty tak zawsze czy tylko do mnie.
Zaśmiałam się i spojrzałam mu w oczy.
- Nie wiesz bo mnie nie znasz.
- Chcę poznać- odpowiedział wpatrując się w moje oczy.



Nastała chwila ciszy. On mnie niby nie znał ale wiedział co powiedzieć bym stopniała i straciła swoją pewność.
- Odwal się ode mnie chłopie. Czemu się tak do mnie przyczepiłeś?!- próbowałam wyrwać się z jego uścisku.
- Za co Ty mnie tak nienawidzisz?- spytał zaskoczony.
- Za co? Za co?! Ty się jeszcze pytasz?!- z moich oczu cisnęły gromy. Gdybym mogła pewnie zabiłabym go w jednej sekundzie.
- Nienawidzę Cię za to, że zniszczyłeś mi życie! Nienawidzę bo przez Ciebie mam problemy z psychiką! Nienawidzę bo przez Ciebie straciłam coś co miałam najcenniejszego w życiu! Nienawidzę Cię bo chciałabym przestać Cię...- spojrzałam nagle na niego- Puść mnie!
Gregor patrzył na mnie jak na osobę, która pozbyła się wszystkich normalnych zmysłów. Puścił. Odeszłam od niego kawałek walcząc sama ze sobą.
- Nadal nie rozumiem...
- Człowieku. Czego Ty jeszcze tutaj możesz nie rozumieć?!- śmiałam się nerwowo wypowiadając każe słowo.
- Chcesz wiedzieć co tak naprawdę mi zrobiłeś? Chcesz?!- dźgałam go palcem w tors.
On kiwnął powoli głową.
- Zrobiłeś mi dziecko. D-z-i-e-c-k-o- powtórzyłam powoli.
Patrzył na mnie tępo. Chyba nie docierało do niego to co właśnie mu powiedziałam. Uśmiechnęłam się czerpiąc z tego satysfakcję.
- Ale jak...?- zapytał cicho.
- Mam Ci powiedzieć jak się robi dzieci? Szczerze mówiąc...nie pamiętam bo byłam pijana, a ktoś mnie wykorzystał. Trudno, zdarza się, prawda?- uśmiechnęłam się słodko. Moje zachowanie składało się z szaleńczych zachowań i zadawania bólu w ogromnych dawkach.
- My wtedy...?
- Nie pamiętasz? Kuuurde widzisz, mogłam zdjęcie zrobić. Kotku miałeś dziecko- cmoknęłam w powietrzu świetnie się przy tym bawiąc.
- Miałem? To znaczy, że...?- wskazał na mój brzuch.
- To znaczy, że możesz zapładniać inne bo ze mną nic Cię już nie łączy. I nie łączyło oprócz tego epizodu- puściłam mu oczko.
- Usunęłaś?!
- Myślałam, że nie jesteś taki tępy...- westchnęłam teatralnie- nie ma dziecka, było nie ma, czasem tak jest- głos mi zadrżał ale nie dałam po sobie niczego poznać.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że jestem ojcem?- patrzył na mnie z wyrzutem.
- Może kiedyś bym powiedziała... Z resztą, czy to ważne? Poroniłam. Trudno się mówi. Nie ja pierwsza nie ostatnia- odwróciłam się na pięcie.
- Nie wierzę w to co mówisz- Gregor kiwał głową próbując uporządkować swoje myśli.
- Chciałeś znać prawdę- wzruszyłam ramionami. Czułam się wykończona tą rozmową. Odwróciłam się i spojrzałam na miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Gregor. Chłopak zmierzał ścieżką wgłąb lasu.
- Idź w ten cholerny las i nie wracaj!- krzyknęłam za nim i postanowiłam pójść do domu.
Miałam pustkę w głowie. Ogólnie czułam się pusta. Zadając jemu ból zadawałam go samej sobie. Kochałam go. Bardzo go kochałam. Kiedyś nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Teraz... też sobie tego nie wyobrażam. Łzy zaczęły cieknąć mi po policzkach. Nie muszę tłumić tych uczuć. "Aga wyrzuć je z siebie, jest już po wszystkim". Posłuchałam się mojego wewnętrznego głosu i wybuchłam szlochem. Usiadłam na kamieniu i ukryłam twarz w dłoniach. Płacząc nad sobą, płacząc nad tym, że po raz kolejny coś zaprzepaściłam. Płakałam nad prawdą i nad tym, że nigdy nie będzie tak jak sobie wyobrażałam. Bolało mnie to, że nigdy nie zobaczę naszego dziecka. Mojego i Gregora. Cząstki, która by na zawsze scaliła mnie z nim. Może by nam nie wyszło ale zawsze byłby ktoś kogo byśmy kochali wspólnie.



Zatracając się w swoim smutku i żalu nie usłyszałam, że ktoś był obok mnie. Dopiero gdy poczułam jak silne ramiona przytulają mnie do siebie całkowicie pękłam. Klęknął obok mnie pozwalając schować się w ramionach. Chwyciłam jego koszulę i zacisnęłam na niej pięści, mocząc ją łzami.
On głaskał mnie po głowie uspokajając. Głos też mu drżał, płakał? Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Chciałam by był przy mnie już na zawsze. Gdy go potrzebuję. Tak jak teraz.
Głośny szloch przerodził się w ciche łkanie. Zacisnęłam mocno powieki i przytuliłam się do niego jak małe dziecko. Czekał aż uspokoję się całkowicie, oparł policzek o moją głowę, trzymał mnie za dłoń. Był.
- Przepraszam- uniosłam głowę próbując spojrzeć mu w oczy.
- Cii, nic nie mów- musnął moje czoło- Chodźmy- powoli wstał pomagając mi się podnieść.
Czułam się teraz niczym sierotka Marysia nie wiedząc co ze sobą zrobić. Gregor uśmiechnął się do mnie delikatnie, wyciągnął dłoń w moją stronę i czekał.
Podeszłam do niego i niepewnie chwyciłam wyciągniętą dłoń. Szliśmy obok siebie w milczeniu. Było mi tak okropnie głupio. Chciałam powiedzieć cokolwiek, przeprosić ale żadne słowo nie potrafiło przejść mi przez gardło. Wcześniej chciałam zadać mu ból, a teraz chciałam przepraszać...
Gdy byliśmy pod domem Andreasa na dworze było już ciemno. W salonie świeciło się światło, samochód Andiego stał obok samochodu Gregora. Stanęliśmy obok niego patrząc na siebie.
- Musisz teraz wypocząć, a jutro przyjadę i...
- Tak, porozmawiamy- uśmiechnęłam się do niego blado.
Gregor potarł czule mój policzek. Wiedziałam, że powinnam puścić jego dłoń, że powinnam pozwolić mu wrócić do domu. Ale bałam się, że gdy pozwolę mu odejść będzie jak było. Chłopak próbował zabrać dłoń ale ścisnęłam ją mocno. Otworzył samochód.
- Gregor? Możesz... Mógłbyś zostać ze mną? Chciałabym... Chcę... tylko żebyś został... nic więcej...- mój oddech przyspieszył, a serce biło dwa razy szybciej. Wygłupiłam się. Co ja robię?
Patrzył na mnie uważnie. Nic nie odpowiadał. Myślałam już, że wyszarpnie swoją dłoń, wsiądzie do samochodu i odjedzie. Ponownie nacisnął przycisk na kluczyku i uśmiechnął się do mnie. Ruszył w stronę domu nie puszczając mojej dłoni. Puścił ją dopiero gdy byliśmy w moim pokoju.
Gdy mijaliśmy salon wydawało mi się, że przerwaliśmy w czymś Ani i Andiemu. Spojrzeli na nas i uśmiechnęli się szeroko nie odklejając się od siebie.
Ściągnęłam buty i bluzę, którą rzuciłam na fotel. Weszłam na łóżko, na którym już siedział Gregor. Przytuliłam się do niego i zasnęłam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz