wtorek, 3 marca 2015

*Czy to na pewno normalne?*

Kolejne dni w końcu przypominały normalne życie, ale czy normalnym życiem można nazwać codzienne poranki u boku najukochańszej osoby, która za każdym razem wywołuje uśmiech na twarzy. To uczucie, gdy rano zamiast myśli „ znów muszę wstać do tej cholernej pracy” otwierasz oczy mimo wczesnej pory, spoglądasz w okno i widzisz wierzchołki gór roziskrzone porannym słońcem, wstajesz z łóżka i zwabiona zapachem mocnej kawy wkładasz szlafrok i schodzisz drewnianymi schodami wprost do kuchni, gdzie czeka na Ciebie prawdziwe szczęście. On, ten jedyny, z kubkiem w ręku i zabójczym uśmiechem, kiedy tylko zobaczy twoja naturalną, pozbawioną makijażu twarz.
- Cześć skarbie, jak się spało?- Andi jak zwykle pełen energii powitał mnie w kuchni- Chyba będzie Ci to potrzebne mój kochany śpiochu- podszedł do mnie, dał mi buziaka i podał kubek mocnej, gorącej kawy.
- Skąd wiesz czego potrzebuje kobieta z rana?- zapytałam biorąc łyk kawy- do tego kobieta, która została bestialsko obudzona zapachem jej ulubionej kawy. Chyba ktoś specjalnie chciał mnie tak wcześnie zwlec z łóżka- zaśmiałam się- Mój kochany otóż oświadczam Ci, że skoczkiem nie jestem i dla mnie 7.30 to środek nocy!
- Bycie dziewczyną skoczka do czegoś zobowiązuję.
- A to ja dziękuję za taki przywilej- uwielbiałam się z nim droczyć- tego w umowie nie było.
- Było, nie było, a teraz siadaj i zajadaj, póki jeszcze państwo Schlierenzauer nie zeszli z góry.
- Atogregorjeszczejes…..- zaczęłam z pełna buzia jajecznicy.
- No nie, nie dość że pyskata to jeszcze nie kulturalna- ciągłe upominanie mnie sprawiało Andiemu niemałą radochę, ale uwielbiałam to i on to bezczelnie wykorzystywał- nikt Cię nie nauczył, że nie mówi się z pełną buzią.
- Weź się ugryź w ucho- udałam obrażoną- panie przemądrzalski. Pytałam czy Gregor dalej jest tutaj? Myślałam, że pojechał w nocy.
- Coś Ty, Gregor miałby opuścić Agę teraz?- mówiąc to miał ten swój zadziorny wyraz twarzy, który mógł znaczyć tylko jedno- W nocy obudziłem się i poszedłem na dół. W salonie siedział Gregor. Oczywiście od razu pomyślałem, że się pokłócili, ale nie. Siedział na kanapie, wpatrywał się w kominek. Podszedłem do niego i zdębiałem. Siedział, nie odzywał się, a po policzkach płynęły mu łzy. Zauważył mnie i zaczęliśmy gadać. Zapytałem go co się stało, a on tylko odpowiedział „To najpiękniejsza noc w moim życiu” i rozpłakał się. Naprawdę! Pogadaliśmy i okazało się, że w końcu wyjaśnili sobie wszystko z Agą i są razem. Nigdy nie widziałem Gregora w takim stanie i czułem to, że ulżyło mu, że jest szczęśliwy i w końcu może być z kimś kogo kocha.- każde słowo Andiego wprowadzało mnie w osłupienie.
- W końcu. W końcu dali sobie szansę. To jest takie piękne- nie mogłam powstrzymać radości- Aga tak długo czekała na ten moment. Po tym wszystkim w końcu szczęście uśmiechnęło się do niej. W takim razie niech sobie śpią spokojnie.
- Skoro śpią to mamy chwilę czasu dla siebie kochanie- oczy Andiego zapaliły się niczym ogarki- może pójdziemy razem pobiegać.
- Naprawdę chcesz biegać, a myślałam, że masz ochotę na coś innego- udałam zawiedzioną.
- Z tego co wiem u ciebie na razie nie mam co liczyć na coś więcej- mówiąc to prawie uciekł z kuchni bojąc się, ze zaraz czymś w niego rzucę- Jesteś taka śliczna jak się złościsz.
- Jak kochasz to poczekasz ośle- nie potrafiłam się złościć na niego, szczególnie, że wiedziałam, że jest jedynym mężczyzną, przy którym czułam się jak prawdziwa kobieta.
- Z tym bieganiem to była ściema, dzisiaj nie mam na to ochoty. Zaraz muszę zbudzić te gruchające gołąbki, bo dzwonił trener, że za półtorej godziny mamy być na skoczni, a znając Gregora na pewno nie ma sprzętu na skoczni więc będę musiał jechać do niego. Ale póki jeszcze śpią chodź do ogrodu, jest taki piękny poranek- podszedł do mnie, wziął mnie za rękę, do drugiej porwał z kanapy w salonie koc i wyszliśmy na  trawnik. Boso,  w piżamach, mrużąc oczy od jasnych promieni słońca.
- Jesteś wariatem! A jak sobie wbiję coś w stopę to ciekawe kto mi pomoże- gdy tylko wypowiedziałam te słowa Andi wziął mnie na rece i pobiegł prosto w dół ogrodu, gdzie najlepiej było widać góry.
- Jestem wariatem, który szaleje za tobą- położył mnie na trawie, rozłożył koc i wyłożył się na nim.
- No tak mnie, walnął na trawę, a sam wyleguje się na kocu- wstałam z trawy, zbliżyłam się i usiadłam na nim okrakiem- mój kochany nie myśl, że będzie Ci tak wygodnie.
- A nie sądzisz, że może czekałem na taki oto Twój ruch- uśmiechnął się i ani się obejrzałam podniósł się, chwycił moja twarz i pocałował mnie mocno, namiętnie, aż do utraty tchu. Czułam jego dotyk, czułam jego ciepło. Powoli zaczął przygryzać moje wargi, po chwili jego usta znalazły się na mojej szyi. Dobrze wiedział, że to uwielbiam. Uwielbiałam jego pieszczoty, jego bliskość. Powoli nasze usta znów złączyły się w pocałunku. Jego ręce znalazły się pod moją bluzką, przeszły mnie ciarki, jednak jego dotyk sprawiał mi ogromną przyjemność. Powoli moje dłonie zaczęły przesuwać się po jego torsie. Czułam każdy mięsień jego ciała. W głowie cały czas huczała mi myśl „ czy to teraz się stanie”. Postanowiłam dać się ponieść chwili. Całowaliśmy się, dotykaliśmy i czuliśmy się wspaniale. Nie przeszkadzało nam to, że jesteśmy w ogrodzie, na trawniku. Byliśmy tylko my i ta chwila. Nagle odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni.



- Ania słyszałaś to?- zapytał Andi wyciągając ręce spod mojej bluzki.
- Jakby ktoś stłukł coś bardzo ciężkiego- poprawiłam włosy i wstałam z koca- chyba już wiem, kto jest sprawcą. Gregor stoi na tarasie i zbiera coś z ziemi.
- Hahaha to pewnie ta wielka donica spadła z parapetu. To był znak z niebios, że chyba zaczynamy przesadzać- uśmiechnął się zalotnie, wstał i podszedł do mnie- chyba pora wracać do domu, ale wiesz było cudownie- pocałował mnie i udał się do domu.
- Ehhhhh było cudownie, nawet nie wiesz jak, ale faktycznie gdyby nie Gregor moglibyśmy być za bardzo niegrzeczni- ruszyłam za nim, w głowie mając tylko jedną myśl, że jestem największą szczęściarą na świecie.
- Tutaj są nasz gołąbki, a już myślałem, że zostawiliście nam wolną chatę- Gregor wydawał się być naprawdę szczęśliwy pomimo mocno zapuchniętych oczu.
- Nie ma tak dobrze Romeo, za godzinę musimy być na skoczni.
- Przecież dzisiaj mieliście mieć wolne- zza balkonowych drzwi wynurzyła się Aga, ewidentnie zadowolona z życia- może zdążymy jeszcze zjeść jakieś wspólne śniadanie?
- Jak by to ująć my już jesteśmy po wszystkim- Andi podszedł do mnie, chwycił w pasie i uśmiechnął się- Ale wy oczywiście możecie sobie coś przygotować. Tylko w miarę szybko, bo jeśli chcemy zdążyć jeszcze skończyć po twój sprzęt Gregor to musimy wyjechać za 30 minut.
- A skąd wiesz, że nie mam sprzętu na skoczni?
- Bo nigdy go tam nie masz- Andi dzisiaj miał idealny humor do tego żeby się wymądrzać.
- Kofi dzisiaj ma dzień wymądrzania i wszystko wie najlepiej- stwierdziłam- Aga co będziemy dzisiaj robić, jak nasi kochani panowie będą czynić swoja powinność?
- Hmmmm- zamyśliła się Aga- jest piękna pogoda, może wyskoczymy na jakiś spacer?
- Myślę- przerwał jej natychmiast Andi- że, spacer to idealny pomysł, ale może wybierzemy się wszyscy razem na łono natury. Powinniśmy kończyć trening koło 12.00 więc koło 14 możemy spokojnie się gdzieś wybrać.
- A kto Ci powiedział, że chcę z tobą iść na spacer- puściłam mu oczko- ale ok, propozycja jest super. Co wy na to wróciłam się do Agi i Gregora.
- Jak dla mnie bomba- pochwaliła pomysł Andiego Aga- to może teraz wszyscy wybierzemy się na trening. Wy pójdziecie skakać a my z Anią popatrzymy sobie na Wasze poczynania.
- Super- ucieszył się Gregor- w takim razie szybkie śniadanie i jedziemy.
- Jeśli nie macie nic przeciwko wolałabym teraz zostać w domu- szczerze nie miałam ochoty iść po raz któryś na skocznię. Uwielbiałam skoki i ich towarzystwo, ale chyba potrzebowałam chwili wyciszenia, pobycia sama z sobą- Aga jedź z chłopakami jeśli masz ochotę. Ja zostanę i się trochę polenię.
- Na pewno tego chcesz?- zapytał ze zmartwioną miną Andi.
- Kochanie muszę kiedyś od Ciebie odpocząć- odparłam z udawaną rozkoszą.
- Czego ja się dowiaduję po półtoramiesięcznym związku.
- Life is brutal kotku- podeszłam do niego i mocno przytuliłam- A wy zakochańce jedzcie i zbierajcie się. Ja idę na górę w końcu się ubrać- zostawiłam ich w kuchni i pognałam na górę.
- Idę z tobą, a Wy dwoje macie 15 minut na romanse- Andi posłał im znaczące spojrzenie i już był na schodach, gdy usłyszał głos Agi.
- Tylko niech wasz 15 minut połączone z ubieraniem się Ani nie zamieni się w 9 miesięczne oczekiwanie
- Bez obaw Aga, najwyżej będziemy Wam podrzucać dziecko na weekendy, żebyście się z Gregorem nie nudzili- krzyknął z uśmiechem Andi i zniknął na górze.
- Oni są zwariowani- stwierdziła Aga- Ale uwielbiam ich za to. Są tacy szczęśliwi, bez trosk, problemów.
- Skarbie- powiedział Gregor, chwytając Agę za rękę- od dzisiaj nasze życie będzie podobne, będziemy ram szczęśliwi i nie pozwolę Ci odejść. Już raz spieprzyłem sprawę i nie zamierzam popełnić tego błędu drugi raz. Kocham cię.
- Ale to wszystko jest zbyt piękne, nie jestem przyzwyczajona do tego
- To może w końcu czas się przyzwyczaić. Od dzisiaj jesteś moją dziewczyną i nikt mi się nie odbierze. A teraz wcinaj śniadanie.
„Jestem dziewczyną Gregora, Gregora Schlierenzauera” Aga cały czas miała te słowa w głowie. Zjadła pośpiesznie śniadanie, ubrała się i była już gotowa do drogi.
- To jak jedziemy?- zapytał Andi.
- Tak jest- odpowiedzieli równocześnie Ania i Gregor.
- To w takim razie do samochodu. Na pewno chcesz zostać w domu skarbie?- zapytał z troską w głowie Ani.
- Przecież nikt mnie nie ukradnie, uciekaj na trening i nie martw się o mnie- dałam mu buziaka i wypchnęłam za drzwi.
- Będę po 12, a teraz praca wzywa- uśmiechnął się i poleciał w stronę swojej audicy. Pomachałam mu na pożegnanie i zamknęłam drzwi.
- Nareszcie sama w domu- powiedziałam sama do siebie. Nie wiedziałam dokładnie co chcę zrobić. Mieszkałam tutaj już od miesiąca i dopiero teraz po raz pierwszy była tu sama. Zawsze przewijało się przez ten dom wielu ludzi, jednak teraz panowała cisza i spokój. Stwierdziłam, ze skoro nikogo nie ma posprzątam w domu. Salon już dawno wymagał odkurzenia, a podłoga w korytarzu dawno nie widziała porządnego mycia. Włączyłam muzykę na cały regulator i rozpoczęłam „ jesienne” porządki. Poruszając się w rytm muzyki wynosiłam poduszki na dwór, trzepałam dywany, ścierałam kurze i odkurzałam. Szczerze powiedziawszy nigdy tak dobrze nie czułam się sprzątając. Czułam się tak jakbym sprzątała mój dom. Nawet nie spostrzegłam kiedy na zegarze wybiła 11. Stwierdziłam, że skoro zostałam w domu, przygotują obiad przed naszą wycieczką.
Zapiekanka z ziemniaków- pomyślałam- to będzie idealny obiad i zaprawa prze zapewne górskim marszem- przygotowałam składniki i zaczęłam tworzyć. Po około 15 minutach wstawiłam zapiekankę do piekarnika. Zaczęłam zmywać naczynia, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Odstawiłam brudne garnki i udałam się do drzwi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz