wtorek, 3 marca 2015

Historia Koflera

- To było na kilka miesięcy przed moimi 25 urodzinami. Zakończyłem wtedy mój pierwszy poważny związek. Można by rzec, że wtedy właśnie uczyłem się kochać. Miałem wtedy swoje lata świetności ale wciąż brakowało mi tej drugiej połówki. Kogoś z kim mógłbym porozmawiać, spędzić wolny czas, zapomnieć o skokach, oczyścić umysł. Pamiętam, że wtedy było lato, dzień przed Letnim Grand Prix w Innsbrucku. Poszedłem pobiegać na jednej z tras. Zrobiłem sobie małą przerwę na chód, niespiesznie szedłem rozkoszując się rześkim porannym powietrzem i wtedy ją zobaczyłem. Szła na poranny spacer ze swoim pieskiem. Uśmiechnęła się do mnie nieśmiało i... tyle. Minęliśmy się. Rozpocząłem ponowny trucht, nie wspomniałem o tym, że miałem słuchawki, więc nie za bardzo słyszałem odgłosy pochodzące z otoczenia. Gdy przebiegłem kilka kilometrów poczułem, że coś puchatego muska moją kostkę. Nawet nie wiesz jaki przeżyłem szok gdy zobaczyłem, że moim towarzyszem stał się piesek Miriam, a samej pani nie było nigdzie- Andreas zaśmiał się i zamyślił na chwilę- Musiałem zrobić sobie dodatkowy trening i wrócić by "oddać" zgubę. Okazało się, że Miriam nie była aż tak daleko ode mnie. Gdy się spotkaliśmy powiedziała, że biegła za mną krzycząc i wołając swojego psiaka, a ja z wiadomych powodów jej nie usłyszałem. Tak wyglądało nasze pierwsze spotkanie. Potem zauważyłem ją w tłumie pod skocznią, była z koleżankami, uśmiechała się do mnie. Gdy się przebrałem podszedłem do niej i zaprosiłem na kawę. Chciałem ją poznać. Niestety odmówiła mi, jak się później dowiedziałem była w zbyt ciężkim szoku by się zgodzić. Ach ten mój urok...- Andreas uśmiechnął się szeroko.
Skubałam kępki trawy, nie potrafiłam uśmiechnąć się w tym momencie. Chciałam poznać jednak jego historię do końca.
- Co było dalej?
- W końcu dała się namówić na spotkanie. Okazało się, że mieszka w miejscowości położonej 30 km od Innsbrucka. Tu przyjechała do przyjaciółki, a w roku szkolnym studiuje. Była ode mnie o dwa lata młodsza. Pominę wszelkie szczegóły. Po kilku miesiącach zostaliśmy parą. Potem zamieszkała ze mną, nie musiała dojeżdżać na studia, mogliśmy spędzać ze sobą cały czas. Byliśmy... dobrą parą.
- Byliście?- zapytałam przenosząc wzrok na Andiego.
- Ania...- podniósł dłoń by dotknąć mojego policzka. Odsunęłam się nieznacznie.
- Co było dalej? Dlaczego już nie jesteście?- wciąż drążyłam ten temat.
- Planowaliśmy założyć rodzinę. Nadszedł taki czas, że zaczęliśmy na serio rozmawiać o dzieciach, jednak ustaliliśmy, że najlepszy czas do tego będzie po zakończeniu mojej kariery. Przez ostatni rok jeździła ze mną na prawie wszystkie konkursy i treningi. Cieszyłem się, że chciała spędzać ze mną ten czas jednak równocześnie nie potrafiłem skupić się na swoich treningach i skokach. Musiałem mieć czas tylko dla siebie na pełne skupienie się i przygotowanie do zawodów. Gdy pewnego dnia po zawodach wróciłem jeszcze do szatni po rękawiczki, które zostawiłem w szafce, zastałem ją z Florianem w niedwuznacznej sytuacji...- Andreas zamilkł, wiedziałam, że odtwarza sobie tą chwilę w pamięci- Stałem tak jak wryty. Patrzyłem na niego z nienawiścią, a ona najzwyczajniej w świecie wybiegła stamtąd. Bez żadnego wytłumaczenia. Po prostu uciekła. Wróciła do kraju podczas gdy ja skakałem na zawodach. Po kilku dniach dostałem sms'a, że zabrała z naszego mieszkania swoje rzeczy i gdy wrócę już jej nie będzie. Chciałem to naprawić, wybaczyć jej, kochałem ją... ale ślad o niej zaginął. Nie było jej nawet w rodzinnym domu. Postanowiłem wrócić do skoków i skupić się tylko na nich ale to był już prawie koniec sezonu i trudno było odzyskać straty w punktach.
- A co z Florianem? Przecież on jest...?
- Męska rozmowa przy kieliszku potrafi rozwiązać najgorszy problem- Andreas uśmiechnął się słabo- znasz już moją historię- próbował mnie przytulić do siebie jednak ja szybko wstałam.
- Pójdę... zrobić herbaty- wyszłam z ogrodu. W uszach odbijały mi się wciąż słowa Koflera "kochałem ją... kochałem". A może nadal ją kocha.
Chwyciłam za kubek i omal go nie stłukłam stawiając na skraju blatu. Gdyby nie refleks Koflera, który stał tuż za mną. Postawił kubek i przytulił się do moich pleców.
- Kochanie...- szepnął do mojego ucha- dlaczego nic nie mówisz?
- Nadal ona coś dla Ciebie znaczy.
Andreas westchnął i obrócił mnie w swoją stronę.
- Kocham Ciebie. Chciałaś żebym opowiedział Ci swoją historię, więc ją opowiedziałem.
- Przepraszam, ta Miriam... to spotkanie... to dla mnie o wiele za dużo. Chyba pójdę się położyć- wyminęłam go zręcznie i poszłam na górę. Chciałam pobyć sama ze sobą by móc w spokoju pomyśleć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz