- Spakowana?- spojrzałam na jej torby i kartony wypełniające wnętrze pojazdu.
- Jak widzisz- zaśmiała się- jak jedziemy?
- Myślę, że każda własnym tempem ale nie aż tak żebyśmy nagle były w ogromnym odstępie. Najlepiej jak będziemy się mieć na oku. Jeśli będziemy chciały postój zadzwonimy albo puścimy sms, co Ty na to?
- Super- dziewczyna kiwnęła głową- Ale Ty jedź pierwsza bo masz lepszą orientację w terenie.
- Haha no dobra. W takim razie- spojrzałam ostatni raz na swój dom- wracamy do siebie- uśmiechnęłam się do przyjaciółki i poszłam do swojego samochodu.
Pogoda zapowiadała się dziś w miarę dobra do jazdy. Od rana miałam też dobry humor. Czułam się w swoim domu jak na wakacjach, a w domu Gregora jak u siebie, choć spędziłam tam zaledwie dwa dni. Poprawiłam lusterka, włączyłam muzykę i ruszyłyśmy w drogę. Przed nami było dziesięć godzin jazdy.
(...)
Droga przebiegała w miarę spokojnie. Choć przy ósmej godzinie czułam już małe znużenie jazdą. Chyba zbliżał się czas kolejnego postoju. na szczęście byłyśmy już na wysokości Bischofshofen i zostały nam niecałe dwie godziny do celu.
Napisałam Ance krótkiego sms'a "postój na najbliższym parkingu", odpisała niemal błyskawicznie "ok". Po kilku kilometrach pojawiła się wielka stacja paliw, na której postanowiłam się zatrzymać. Obok mnie zaparkowała Ania.
- Jestem już wykończona tą jazdą- powiedziała wysiadając z samochodu.
- Już zostało nam niewiele ale i mi ta trasa daje się we znaki- skrzywiłam się nieco i sięgnęłam po sok.
- Może pójdziemy coś zjeść czy cokolwiek?
- Wiesz, wolałabym jak najszybciej być już w domu i mieć za sobą tą wycieczkę.
Przyjaciółka kiwnęła głową ze zrozumieniem. Miałam ochotę położyć się w łóżku i zasnąć.
- Chciałam się po prostu na chwilę wyprostować i odetchnąć świeżym powietrzem- dodałam po chwili.
- Dobra, nie ma problemu. Szczerze mówiąc też wolę znaleźć się już w domu.
- Chciałam jeszcze uzgodnić z Tobą naszą dalszą trasę.
- To znaczy?
- Już nie mamy aż tak daleko i bez sensu jest się wlec za sobą. Myślę, że powinnyśmy pojechać teraz własnym tempem. Może po drodze znajdę gdzieś szybszy zjazd czy cokolwiek.
- Aż tak wolno jadę- dziewczyna zaśmiała się.
- Nie ale chodzi mi o to..
- Dobra, przecież żartuję- dziewczyna wytknęła mi język- Też myślę, że to bez sensu. Jak dojedziesz puść mi po prostu sms.
- Ty mi tak samo!- uśmiechnęłam się- To co, ruszamy?
- Tak jest- dziewczyna zasalutowała i wróciła do swojego samochodu.
Wsiadłam ponownie do auta i ruszyłam w dalszą trasę. Chciałam być jak najszybciej w domu więc nie zważałam zbytnio na przepisy. Przy życiu trzymała mnie liczba kilometrów do Innsbrucka zmniejszająca się sukcesywnie z tablicy na tablicę. Potwierdziły się także moje przypuszczenia o szybszym zjeździe do Fulpmes. Ucieszyłam się ogromnie. Byłam już coraz bliżej. W międzyczasie dostałam sms od Ani "Dojechałam! Miłego i szalonego wieczoru ;)". Chciałam jej odpisać i zapytać się co miała na myśli pisząc szalonego, przecież wiedziała, że marzyłam jedynie o łóżku ale zrezygnowałam bo minęłam już tablicę miejscowości rodzinnej Gregora. Teraz musiałam skupić się i przypomnieć sobie jak to się jechało dalej. Było już ciemno, a ja po nocy sama tutaj jeszcze nie jeździłam. Szczęście mi dziś sprzyjało bo nie miałam problemów ze znalezieniem odpowiedniego skrzyżowania. Pokonałam ostatni zakręt i zobaczyłam dom. Był cały oświetlony.
Serce zaczęło walić mi jak oszalałe bo przecież nikogo nie powinno w nim być. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki ale nie odbierała. Zaklęłam pod nosem. Wyszłam z auta i z duszą na ramieniu zaczęłam skradać się do drzwi wejściowych mieszkania. Nacisnęłam delikatnie i powoli klamkę otwierając drzwi. Zajrzałam do środka. Chyba w życiu serce nie podchodziło mi tak do gardła jak w tym momencie. Weszłam do przedpokoju próbując zajrzeć dalej, bezszelestnie przeszłam kilka kroków. Przez myśl, przeszło mi, że może po prostu zapomniałam zgasić światła gdy wyjeżdżałam ale wydało mi to się zbyt banalne. Weszłam do kuchni. Pusto. Chciałam zajrzeć do salonu ale ktoś szybkim ruchem obrócił mnie w moją stronę. Pisnęłam z przerażenia jednak mój pisk został skutecznie zagłuszony pocałunkiem.
Moje spięte i rozdygotane ciało w jednej sekundzie się uspokoiło. Minęło mi całe zmęczenie. Gdy byłam w jego ramionach wszystko co złe pryskało jak bańka mydlana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz