niedziela, 29 marca 2015

Reprymenda

Musiałam pobiegać skoro świt. Miałam ogromną potrzebę pomyślenia na świeżym powietrzu. Długo nie myśląc włożyłam na siebie sportowy strój, kurtkę, ubrałam swoje najwygodniejsze adidasy i nie zważając na to, że za oknem jest okropna pogoda wybiegłam z domu. Przyjemnie było biec, oddychać mroźnym powietrzem, czuć, że ponownie żyję. Przebiegłam dobre dziesięć kilometrów. Wracając mijałam mieszkanie Anki, postanowiłam, że wstąpię do niej.
Zadzwoniłam, otworzyła mi niemal natychmiast. Rozmawiała z kimś przez telefon, wskazała mi na salon, a sama odeszła na bok. Usiadłam na sofie i czekałam aż dziewczyna wróci.
- Przepraszam ale musiałam dokończyć rozmowę z Andim- wytłumaczyła się jak tylko weszła do pokoju.
- Ok, spokojnie. I co tam u niego?
- Wszystko w porządku, narzeka na upał i mówił coś o szybszym powrocie ale nie rozwinęłam aż tak tego tematu. A co u Ciebie?
- Szkoda gadać- machnęłam ręką i oparłam się o poduszkę.
- Coś się stało?- spojrzała na mnie uważniej.
- Hm- zamyśliłam się na chwilę- Byłam wczoraj u Kotów.
- Po co tam byłaś?- dziewczyna zrobiła oczy jak pięć złotych.
- No musiałam- poruszyłam się niespokojnie.
- I coś więcej mi powiesz czy wolisz być tajemnicza?
- Nie no po prostu pojechałam podziękować Kubie i... zaszłam do Maćka.
- Jesteś szalona- dziewczyna pokręciła głową- Mam nadzieję, że wyszłaś z tego cało- zaśmiała się nerwowo.
- Jak widzisz siedzę tu przed Tobą- puściłam jej oczko- Na początku było ciężko ale potem... poszło.
- Poszło?- dziewczyna drążyła temat.
- Oj no... możesz przynieść mi wodę. Suszy mnie okropnie.
Anka szybo poszła do kuchni i po chwili wróciła z butelką wody. Wręczyła mi ją po czym usiadła ponownie obok mnie i patrzyła na mnie wyczekująco.
- Chcę znać wszystkie szczegóły Twojego spotkania z Maćkiem.
- Dobra poczekaj- odkręciłam wodę i wzięłam kilka dużych łyków- A więc, poszłam do niego bo musiałam. Głupio mi było, że tak po prostu uciekłam. Na początku był ciężkim kompanem do rozmowy, a jak już coś mówił to bolało... ale potem wszystko się naprawiło. Mam nadzieję, że teraz będzie już wszystko w porządku.
- Naprawiło się mówisz?- Anka popatrzyła na mnie podejrzliwie.
- Nie zabij mnie- zagryzłam wargę- Całowaliśmy się przed moim wyjściem...
- CO ROBILIŚCIE?!
- On mnie całował, ja się chyba nie opierałam, a potem wyszłam...
- DZIEWCZYNO CZY TY JESTEŚ NORMALNA?!- Anka zaczęła nerwowo chodzić po pokoju- Co Ty najlepszego wyrabiasz. Jezu, miałaś z nim skończyć, nie wróć, Ty przecież z nim skończyłaś, a przez takie coś dajesz mu nadzieje.
- Ale to on zaczął!
- A Ty nie skończyłaś- wymierzyła we mnie palcem- Z Tobą jak z dzieckiem normalnie, brak mi sił..
- W pewnym momencie się opanowałam- jęknęłam. Czułam się tak jakbym dostawała ochrzan co najmniej od własnej matki.
- Opanowałaś się, nie bądź śmieszna. Zapomniałaś, że jest ktoś taki jak Gregor?! Przecież będziesz z nim mieszkać, a raczej już mieszkasz. Aga!
- Przecież wiem! To była chwila!
- Przepraszam Cię, że to powiem ale przypomnę Ci, że już raz żyłaś chwilą.
Skrzywiłam się. Wiedziałam, że ma rację. Przecież sama nie byłam z tego zadowolona. Oczyszczając się w wyrzutów sumienia wobec Maćka, przysporzyłam sobie nowych wobec Gregora.
- Wiesz co Ci powiem?- spojrzałam na przyjaciółkę- Myślę, że to najwyższy czas abyśmy wróciły do Austrii.
- Jedyna mądra myśl- dziewczyna kiwnęła głową.
- W takim razie jutro z samego rana wyruszamy.
Odstawiłam butelkę na stolik. Wstałam i poszłam w stronę drzwi wyjściowych.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz