czwartek, 26 marca 2015

Pożegnania i powroty

Następnego dnia zerwaliśmy się z łózka skoro świt. Gregor musiał o ósmej stawić się na lotnisku skąd całą drużyną lecieli do Egiptu, z przesiadką w Wiedniu. Zostawiłam go samego w pokoju z wielką walizką. Zeszłam do kuchni by przygotować śniadanie. Po dwudziestu minutach chłopak siedział już przy stole zajadając się kanapkami. Był całkowicie spakowany i gotowy do odjazdu. Technikę szybkiego pakowania się miał już opanowaną do perfekcji. Uśmiechnęłam się do niego i usiadłam naprzeciw.
- Chodź tutaj do mnie- Gregor poklepał miejsce obok siebie. Obeszłam stół dookoła, chciałam już usiąść na krześle obok chłopaka kiedy ten pociągnął mnie w swoją stronę tak, że wylądowałam na jego kolanach.
- Tak o wiele lepiej- uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek- Jak ja przeżyję ten tydzień bez Ciebie?
- Pewnie będziesz trenował, trenował, wylegiwał się na słońcu i patrzył na piękne panie w bikini.
- Nieprawda!
- Nie będziesz trenował?- wytknęłam mu język.
- Oj wiesz o czym mówię- zaczął bawić się moimi włosami.
- Wiem, wiem- cmoknęłam go w policzek- Chyba czas się zbierać- spojrzałam wymownie na zegarek. Chłopak przyznał mi rację i westchnął ciężko.
- A mogę coś zrobić?- zapytał patrząc mi w oczy. Kiwnęłam powoli głową zgadzając się. Dotknął palcem moich warg, po chwili ujął mój policzek w dłoń i delikatnie pocałował. Nie wypuszczał mnie z objęć przez kilka minut. Pozwolił ponieść się emocjom. Czas jednak nieubłaganie nas gonił. Popatrzył na mnie z czułością.
- Kocham Cię- szepnął i jeszcze raz pocałował. Tym razem było to krótkie muśnięcie. Wstałam z jego kolan i poszłam w stronę przedpokoju by się ubrać. Kilka minut później byliśmy już w drodze.
(...)



- Zostawiam Ci kluczyki, tylko proszę Cię, jeździj ostrożnie- Gregor wyciągnął kluczyki ze stacyjki i wręczył mi je.
- Zaopiekuję się nim- poklepałam deskę rozdzielczą i zaśmiałam się.
- Mam nadzieję!
Chłopak wysiadł z samochodu. Wyciągnął z bagażnika wszystkie torby i walizki i po chwili dołączył do grupki kolegów stojącej przed wejściem na halę odpraw.
Obejrzałam się dookoła i zauważyłam, że z mojej prawej strony idzie Andreas z Anią. Uśmiechnęłam się do nich i pomachałam. Mężczyzna tylko mi odmachał i poszedł do reszty chłopaków, a Ania podeszła do mnie. Mocno ją przytuliłam na przywitanie.
- Co Ty na to?- Anka kiwnęła w stronę hali odlotów.
- Na to, że lecą?- zapytałam nie rozumiejąc do końca o co jej chodzi. Ta kiwnęła potakująco głową- Jesteśmy wolne!- wyrzuciłam ręce w górę i zaśmiałam się głośno.
- Dobrze się czujesz?- przyjaciółka popatrzyła na mnie uważnie.
- Nigdy nie czułam się lepiej- puściłam jej oczko- Mamy czas dla siebie piękna. Widzę, że też oddał Ci pod opiekę samochód- wskazałam na kluczyki, które dziewczyna trzymała w dłoni. Uśmiechnęła się i zaśmiała gdy zauważyła, że dokładnie ten sam przedmiot mam i ja.
- Chodźmy się pożegnać zanim nam odlecą, a potem... może pojedziemy do tej kawiarni niedaleko skoczni?
- Świetny pomysł- odparła Ania.
Weszłyśmy do budynku by pożegnać się ze swoimi chłopakami.
(...)



Zamówiłyśmy sobie cappuccino i ciasto czekoladowe.
- Wiesz, pomyślałam sobie, że to jest dobry czas by wrócić na chwilę do Polski, chociażby po swoje rzeczy- zaczęłam mówić patrząc na przyjaciółkę.
- To nawet dobry pomysł. Chyba też powinnam wybrać się do domu.
- Może pojedziemy razem?- zapytałam.
- Myślisz, że chłopcy nie mięli by nic przeciwko gdybyśmy użyły któregoś z samochodów do naszej wycieczki?
- Hmm...myślę, że nie. Szczerze mówiąc chciałabym potem wrócić swoim samochodem. Wolę być tutaj samowystarczalna- puściłam dziewczynie oczko.
- Kurcze, to nam nie wyjdzie.
- Dlaczego?
- Choćby z tego powodu, że ja też chciałam zabrać swój samochód.
- I?
- No co zrobimy z samochodem, którym pojedziemy tam?
- No tak!- klepnęłam się w czoło i zaczęłam intensywnie nad tym myśleć. Po chwili mnie oświeciło- A co Ty na to jakbyśmy pojechały tam autobusem?
- Do Polski?!- przyjaciółka popatrzyła na mnie jak na szaleńca.
- Posłuchaj, to się może udać! Przy okazji będziemy miały na koncie kolejną wspólną wycieczkę.
- No nie wiem...
- Zgódź się! Nie musimy brać ze sobą nawet żadnych bagaży bo i tak wracamy do siebie. A potem każda swoim samochodem wróci tutaj.
- Od zawsze wiedziałam, że jesteś szalona...- przyjaciółka zaśmiała się i pokręciła głową.
- To znaczy, że się zgadzasz?
- Noo... tak.
Niemal pisnęłam. Przytuliłam mocno przyjaciółkę rozlewając resztki swojego cappuccino. Cieszyłam się, że choć na chwilę wrócę do siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz