czwartek, 26 marca 2015

Spięcie

Wstałam dość wcześnie, bo na zegarku dochodziła dopiero ósma. Poranek był dość szary ale widziałam, że słońce próbuje się przedrzeć zza chmur. Zostawiłam Gregora samego w łóżku i postanowiłam pobiegać. Kiedyś robiłam to codziennie, a teraz tylko jak mi się przypomni. Cóż poradzić. Naciągnęłam na nogi leginsy, nałożyłam bawełnianą koszulkę i bluzę. Przez chwilę zastanawiałam się czy wziąć kurtkę, jednak zdrowy rozsądek wygrał i po chwili schodziłam na dół ubrana całkowicie od stóp do głów.
Gdy byłam już prawie przy drzwiach zauważyłam, że w salonie siedzi Ania. Podeszłam do niej po cichu i szturchnęłam ją w ramię. Ta podskoczyła nagle z piskiem, a ja omal nie zeszłam na zawał.
- Co Ty robisz?!- spojrzała na mnie jak na zjawę.
- Byłam pewna, że śpisz.
- I dlatego mnie szturchałaś?- dziewczyna skrzywiła się- Tak naprawdę nie śpię już od jakiejś godziny- przyjrzała mi się uważniej- Gdzie się wybierasz?
- Właśnie mam zamiar pobiegać- wskazałam na drzwi- Może też masz ochotę?
- Hmm... szczerze to nie chce mi się ruszać ale... poczekaj chwilę, zaraz będę gotowa- dziewczyna zerwała się z sofy i pobiegła na górę. Po jakiś piętnastu minutach była z powrotem ubrana na sportowo.
- Gotowa?
Ania kiwnęła głową. Gdy wyszłyśmy uderzyło w nas chłodne powietrze. Jednak po kilkunastu minutach biegu można było odnieść wrażenie, że na dworze panuje co najmniej lato. Czułam się zupełnie jak kilka miesięcy temu w Polsce, gdy biegałam z Anką co rano. Po mniej więcej pięciu kilometrach zatrzymałyśmy się by wziąć oddech. Popatrzyłam na swoją przyjaciółkę i uśmiechnęłam się do niej. Usiadłam na zwalonym pniu i popatrzyłam w dal. Z każdego zakątka tutaj rozciągał się piękny widok. Ponownie spojrzałam na przyjaciółkę, która usiadła obok mnie.
- Cieszę się, że Cię mam, wiesz?- przytuliłam się do niej, widziałam, że jest nieco zaskoczona ale uśmiechnęła się do mnie- Ostatnio zbyt wiele czasu poświęcałam swojej osobie. Za dużo analizowałam i miałam bezsensownych myśli, a tak naprawdę wszystko jest takie proste. Jesteśmy szczęśliwe. Widzę, że Ty jesteś szczęśliwa. Tego pragnęłyśmy, to osiągnęłyśmy. Chcę się cieszyć z życia i korzystać z niego jak najwięcej. Postanowiłam, że zamieszkam z Gregorem. Byłabym niezłym samolubem gdybym Tobie i Andiemu cały czas siedziała na głowie.
- Ale Ty nam nie przeszkadzasz.
- Ania, wiem swoje naprawdę- uśmiechnęłam się do niej- Jestem Ci ogromnie wdzięczna za to, że mnie tu przywiozłaś i pomogłaś gdy tego potrzebowałam. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Wiem, że mam taką osobę na którą zawsze mogę liczyć. Dziękuję.
- Przestań, bo się zaraz wzruszę- Ania przytuliła mnie mocno do siebie i wstała- Wracamy? Bo za chwilę całkowicie nam mięśnie wystygną- zaczęła truchtać w miejscu.
Wstałam i po chwili biegłyśmy już z powrotem do domu Koflera. Postanowiłam, że po powrocie wezmę się za pakowanie swoich i tak nie do końca wypakowanych rzeczy.
Gdy wróciłyśmy do domu chłopcy byli już całkowicie obudzeni. Byli w salonie i rozmawiali o czymś. Gdy nas zobaczyli od razu przerwali i posłali sobie wymowne spojrzenia. My machnęłyśmy na to tylko ręką i udałyśmy się od razu pod prysznic by nieco się odświeżyć.
Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Czułam się wspaniale. Narysowałam serduszko na zaparowanej szybie. Owinęłam się w ręcznik i wyszłam do pokoju. Od razu wzięłam się za wrzucanie swoich rzeczy do walizki. Nie miałam ze sobą wiele, miałam tu przyjechać tylko na kilka tygodni. Nawet bym nie pomyślała, że tu zostanę na kilka miesięcy. Powrót do swojego mieszkania uważałam za konieczny, choćby dlatego żeby zabrać większość swoich rzeczy. Po kilku minutach zamknęłam walizkę, ubrałam przygotowane ciuchy i zeszłam na dół.
Gregor siedział sam. Wpatrywał się beznamiętnie w telewizor. Usiadłam mu na kolanach i objęłam go rękoma wokół szyi. Pocałowałam powoli nie zwracając uwagi na zaskoczone spojrzenie chłopaka.
- Dzień dobry kochanie- delikatnie potarłam koniuszkiem nosa o jego nos.
- Widzę, że masz dziś bardzo dobry humor- Gregor uśmiechnął się lekko.
- Tak, chciałabym Ci coś powiedzieć.
- Co takiego?- usłyszałam w jego głosie nutkę przerażenia i poczułam jak chłopak się napina.
- Spokojnie- przeczesałam jego włosy- Chcę Ci tylko powiedzieć, że podjęłam już decyzję odnośnie mieszkania.
- I?- rozluźnił się nieco.
- Jestem już spakowana- zagryzłam wargę- Więc jeśli nadal chcesz...
- Cudownie!- Gregor objął mnie mocno- Nawet nie wiesz jak się cieszę... Możemy w takim razie już jechać?- zapytał znienacka.
- W sumie... możemy- zeszłam z jego kolan i poszłam na górę by znieść walizkę. Mój chłopak był jednak szybszy i zanim zdążyłam się tam wdrapać czekał już na mnie na dole z całym moim wyposażeniem. Chciałam się jeszcze pożegnać z Anką, powiedzieć jej, że już wychodzę i podziękować Andiemu za to, że pozwolił mi u siebie mieszkać. Jednak Gregor poganiał mnie i wręcz wypchnął w stronę samochodu, mówiąc, że na podziękowania będzie jeszcze niejedna okazja. W sumie miał rację. Usiadłam więc w aucie i czekałam aż ruszymy.
Przez jakiś czas obserwowałam Gregora z boku. Był dziwnie niespokojny, uśmiechał się do mnie nerwowo. Nie miałam pojęcia o co może chodzić.
- Zatrzymaj się tu!- niemal krzyknęłam gdy w ostatniej chwili zauważyłam parking. Gregor gwałtownie skręcił kierownicą i zatrzymał się na parkingu.
- Co się stało?!- spojrzał na mnie z mieszanką zdenerwowania i zatroskania.
- Chciałam Cię zapytać o to samo- odpowiedziałam ze spokojem. Chłopak patrzył na mnie z irytacją.
- Tylko po to kazałaś mi się zatrzymać?!
- Tylko?- chwyciłam go za dłoń- Gregor, przecież widzę, że coś jest nie tak. Powiedz mi o tym.
Parzył na mnie nic nie mówiąc. Widziałam, że próbuje się opanować. Czekałam.
- I tak musisz się o tym dowiedzieć- westchnął głęboko i odwrócił głowę w bok- Jutro jadę na obóz treningowy, ostatni przed rozpoczęciem sezonu- po tych słowach zapanowała głucha cisza.
Wysiadłam z samochodu. Odeszłam trochę na bok i patrzyłam na góry. Wierzchołki były zakryte mgłą, a o porannym niemrawym słońcu można było już zapomnieć. Coraz bardziej zbliżała się do nas zima.
- Wiedziałem, że tak będzie- usłyszałam za sobą wściekły głos Gregora. Kopał w koła od samochodu. Podeszłam do niego szybko, chwyciłam za dłoń i odciągnęłam na bok.
- Uspokój się, Gregor...- ujęłam jego twarz w dłonie i spojrzałam głęboko w oczy- Rozumiem to, że jesteś sportowcem. Nie wiem dlaczego się tak denerwujesz.
- Nie wiesz?!- chciał odwrócić twarz ale skutecznie go przytrzymałam zmuszając do ciągłego utrzymywania kontaktu wzrokowego- Zaproponowałem Ci mieszkanie, a teraz będziesz musiała siedzieć w nim sama. Będziesz mnie uważać, za totalnie niepoważnego jak dotychczas...
- Czy ja powiedziałam coś takiego? Posłuchaj, podjęłam tę decyzję zważając również na takie ewentualności. Dlatego tak długo się wahałam. Ale dorosłam do tego. Wiem, że Twoje życie składa się głównie z wyjazdów. Ja to rozumiem i akceptuję.
Pogładziłam go czule po policzku i pocałowałam. Czułam jak powoli się uspokaja i wraca mój stary Gregor. Uśmiechnęłam się do niego, a on mocno mnie do siebie przytulił.
- Jesteś wspaniała.
Uśmiechnęłam się pod nosem i cmoknęłam go w policzek.
- Wiem ale... możemy już jechać? Trochę zmarzłam i marzę o ciepłej herbacie.
Nie czekając długo, chłopak zaprowadził mnie do samochodu. Sam usiadł na stanowisku kierowcy i już po chwili mknęliśmy krętymi ulicami Alp do naszego wspólnego domu.



(...)
-... i właśnie chciałem Ci powiedzieć, że jutro rano jadę do Egiptu na obóz treningowy- Andreas patrzył na Anię z lekką skruchą.
- SŁUCHAM?! Gdzie Ty jutro jedziesz?!- dziewczyna była pewna, że się przesłyszała.
- Cii... bo jeszcze Aga i...
- Nie interesują mnie teraz oni! Dlaczego mówisz mi o tym dopiero dzisiaj?!- Anka była wyraźnie wkurzona tym faktem.
- Dowiedziałem się dopiero wczoraj..
- Wczoraj! No właśnie, wczoraj. Miałeś niemal dwadzieścia cztery godziny... Wiesz co, nie mam ochoty z Tobą rozmawiać- dziewczyna odwróciła się do okna. Po chwili głuchą ciszę zakłóciło trzaśnięcie drzwiami i dźwięk odjeżdżającego auta.
- Chyba pojechali...- Andreas dotknął ramienia dziewczyny. Ania nie zwracając na to najmniejszej uwagi wyszła z pokoju. Poszła na górę i usiadła w fotelu bujanym bijąc się z myślami. Jej przyjaciółka już pojechała, a ona została tutaj sama. Zrobiło jej się smutno. Pierwszy raz od jakiegoś czasu poczuła się tutaj samotna. W oczach zaczęły jej się kręcić łzy. Zaczęła zastanawiać się jak tą wiadomość przyjmie Aga. Przecież jutro też zostanie sama. Wyszukała w kieszeni telefon i chciała napisać do niej sms ale powstrzymała się. "Dopiero co pojechała. Powinnam dać jej trochę prywatności." pomyślała. Mimo to bardzo przyzwyczaiła się do przyjaciółki i zawsze miała ją przy sobie. Zamknęła oczy i po jakimś czasie zasnęła.
Obudziła się gdy na dworze było już szaro. Spojrzała na zegarek, który wskazywał na późną popołudniową godzinę. Przeciągnęła się i wstała. Spanie na fotelu to nie był najlepszy pomysł. Potarła obolałe plecy. Pomyślała, że najlepszym relaksem i lekarstwem na smutki będzie długa kąpiel w wannie wypełnionej ciepłą wodą z dużą ilością piany. Jak pomyślała tak też zrobiła i już po chwili siedziała na brzegu wanny wlewając do wody pachnący płyn. Rozebrała się do naga i weszła powoli do wanny. Nie musiała długo czekać na przyjemne uczucie rozluźnienia. Leżała z całkowicie oczyszczonym umysłem, skupiała się tylko na tej przyjemnej chwili relaksu.
Po kilkunastu minutach usłyszała ciche pukanie do drzwi. Nie odpowiedziała. Wiedziała przecież, że mógł być to tylko Andreas. Zamknęła oczy i zanurzyła się pod wodę. Gdy się wynurzyła i przecierała oczy zobaczyła mężczyznę stojącego w łazience. Spiorunowała go spojrzeniem.
- Nie mógłbyś stąd wyjść?- zapytała wściekle.
Mężczyzna wyszedł ale po chwili wrócił z tacką, na której stała butelka wina, kieliszki, owoce i rozpuszczona czekolada.
- Pomyślałem, że będziesz miała ochotę...
- To źle pomyślałeś- przerwała mu. Mimo to, tacka przykuwała jej uwagę- Postaw ją tutaj- wskazała na stolik na kosmetyki, który był obok wanny.
- Jeśli nie chcesz to...
- Postaw- powiedziała stanowczo i przykryła się pianą.
- Ania... chcę Cię przeprosić, ja naprawdę wolałbym spędzić ten czas z Tobą. Ale skoki to także moja praca i muszę wypełniać wobec niej obowiązki. Nie jadę tam dla przyjemności ale na ostatnie treningi siłowe. Zrozum to proszę- patrzył na nią smutno. Dziewczyna złapała za truskawkę i umoczyła ją w czekoladzie po czym wsadziła sobie do ust. Ukradkiem zerkała na mężczyznę, który był widocznie skruszony swoim postępowaniem.
- Kocham Cię i nie chcę żebyśmy przez takie błahostki się kłócili. Szkoda na nie czasu, naprawdę. Chciałem wczoraj spędzić z Tobą miły wieczór ale wyszło inaczej, a dziś...
- Dziś jesteśmy sami- przerwała mu nagle.
- Tak, jesteśmy- mężczyzna kiwną głową- Jednak jeśli nie chcesz...
- Chcę Ciebie. Tutaj. W tym momencie.
Wyraźnie wypowiedziała każde słowo. Sama była zaskoczona z jaką stanowczością to powiedziała. Zaskoczyło to też chyba Andreasa, który przez chwilę stał jak wmurowany jednak otrząsnął się i zaczął ściągać z siebie poszczególne części garderoby aż stanął przed dziewczyną całkiem nagi. Zrobiła mu miejsce w wannie przesuwając się w bok. Wszedł powoli, usiadł i od razu przyciągnął ją do siebie. Całowali się zachłannie, do utraty tchu. Cała złość prysła w Ani jak bańka mydlana. Chciała jak najlepiej spędzić dziś ten wieczór. Tylko we dwoje.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz