- Tylko 150 kilometrów zostało... może uda nam się złapać jakiegoś stopa?- spojrzałam na przyjaciółkę.
- Oszalałaś? Ja nie jadę nigdzie stopem- spiorunowała mnie spojrzeniem.
- Masz zamiar tak tutaj siedzieć?
- A jest jakiś inny pomysł?- spojrzała na mnie, nic nie odpowiedziałam- No właśnie...
Gdyby to było lato, może lepiej zniosłybyśmy tą podróż. Ale było zimno, szaro, buro i ponuro, do tego zanosiło się na deszcz. Anka wyciągnęła telefon i zaczęła coś w nim grzebać. Patrzyłam z zaciekawieniem.
- Szukaj w telefonie kontaktu do kogokolwiek kto mógłby tutaj po nas przyjechać.
- Myślisz, że ktokolwiek da się namówić na przyjazd tutaj?- powiedziałam z wielkim zaskoczeniem.
- Myślę, że znalazłoby się kilka takich osób, daj telefon- wyciągnęła rękę po moją komórkę, z pewnym ociąganiem wręczyłam jej ją. Po chwili zaczęłyśmy przeszukiwać moje kontakty.
- Tylko nie Maciek. Nawet o tym nie myśl- powiedziałam szybko gdy zatrzymała się na jego numerze.
- A może spróbujemy?- zapytała.
- Proszę Cię...- skrzywiłam się.
- No dobra, wiem kto jeszcze bardzo Cię lubił- Anka cmoknęła i wybrała jakiś numer na moim telefonie. Po chwili wcisnęła mi go do ręki i wskazała na niego.
- Dzwoni, powodzenia- puściła mi oczko.
Spojrzałam na wyświetlacz "Miętus". No tak, wszystko jasne. Kiedyś był w stanie mi pomagać, ciekawe czy to mu nie przeszło. Po chwili przerywany sygnał przerodził się w ciszę.
- Halo?- usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
- Krzysiu, cześć tutaj Aga.
- Wiem, wiem. Zaskoczyłaś mnie trochę tym telefonem. Co u Ciebie?
- Dobrze, wszystko dobrze. To znaczy... nie aż tak wszystko, bo wiesz jest sprawa...
- Co się stało?- przerwał mi nagle.
- Chodzi o to, że wracam z Anią na kilka dni do domu. A wracamy autobusem, to znaczy wracałyśmy bo teraz utknęłyśmy i wiesz, tak sobie pomyślałam, że może mógłbyś...?
- Gdzie teraz jesteście?
- Emm... w Bańskiej Bystrzycy to jakieś...
- Tak wiem, wiem gdzie to. Będę za jakąś godzinę. Tak dobrze się składa, że byliśmy akurat na treningach w Szczyrbskim.
- Byliście?- zapytałam z lekkim wahaniem w głosie.
- No tak, Klimek, Kuba, Olek, Dawid, Janek, Maciek.
- Acha- zaczęłam modlić się by nie przywiózł ze sobą żadnego kompana.
- Jak będę na miejscu zadzwonię, a na razie schowajcie się może w jakiejś restauracji.
- Dobra, dziękuję Ci.
- Nie ma za co- odpowiedział i rozłączył się.
- I co?- Ania patrzyła na mnie wyczekująco.
- Przyjedzie po nas. Mówił, że będzie za jakąś godzinę.
- To wspaniale! Czemu masz taką kwaśną minę?
- Nie wiem. Mówił, że byli na treningach i boję się, że przyjedzie...
- Z Maćkiem, tak?
Kiwnęłam głową potakująco.
- Nie martw się, pecha na dziś już wykorzystałaś chyba dokumentnie. Idziemy tam?- wskazała na niedużą restaurację po drugiej stronie ulicy.
- Chętnie. Zmarzłam okropnie- odparłam i po chwili siedziałyśmy już w ciepłym pomieszczeniu popijając rozgrzewającą herbatę z rumem.
- Ile chcesz zostać w Polsce?
- Myślałam nad trzema dniami. Jutro dzień na pakowanie, pojutrze muszę pozamykać sprawy związane z pracą, miałam mieć też wystawę- westchnęłam.
- Ale nie żałujesz?
- Nie! Nie żałuję. Po prostu moje życie zmienia się. Choć nie chcę pozbywać się tego mieszkania, tak na wszelki wypadek.
- Ja też! Będzie w sam raz na wakacje- dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Na przykład- kiwnęłam głową- Myślałam też jeszcze nad tym by spotkać się z kilkoma osobami, porozmawiać. I... powinnam w końcu rodzicom powiedzieć o tym, że się przeprowadziłam.
- Haha masz rację. Niedługo będą szukać swojej córki po całym świecie.
- Hej, spokojnie, nie chcę wynosić się nigdzie dalej od Austrii- zaśmiałam się. Spojrzałam na zegarek- Krzysiek już powinien być godzinę temu, może się coś stało?
- Spokojnie, pewnie zaraz...
Wypowiedź przyjaciółki zagłuszył dźwięk telefonu.
- Halo? Gdzie jesteś?
- Powiedz mi w jakiej jesteście restauracji.
- Tej zaraz koło zajadu autobusów- odpowiedziałam.
- Dobrze, jestem na miejscu. Możesz wyjść?
- Już idę- rozłączyłam się i spojrzałam na przyjaciółkę- Już tu idzie. Mamy wyjść na zewnątrz.
- Idź, idź, ja zaraz do Was dołączę- Anka machnęła ręką niemal wypychając mnie za drzwi. Sama jednak nie wyglądała jakby się gdziekolwiek wybierała.
Szłam chodnikiem rozglądając się na boki. Było już naprawdę ciemno. Przyglądałam się każdej mijanej osobie.
- Agnieszka!- nagle znikąd pojawił się Krzysiek i przytulił mnie mocno do siebie. Również objęłam go w pasie i dałam buziaka w policzek na powitanie.
- Martwiłam się, że już coś Ci się stało- spojrzałam na przyjaciela.
- Martwiłaś się?- na jego twarzy zagościł uśmiech- A gdzie Ania?
- Właśnie miała wyjść za mną ale jej nie widzę- obejrzałam się za siebie.
- Dobrze Cię znowu widzieć.
- A dziękuję, Ciebie również- odparłam uśmiechając się.
- Czeeść Krzysiu!- Anka rzuciła mu się na szyję witając się z chłopakiem.
- Co Wy tak w ogóle tu robicie?- zapytał w drodze do samochodu. Machnęłam tylko ręką.
- Może opowiem Ci to w samochodzie.
Usiadłam na siedzeniu obok kierowcy, a Anka od razu rozłożyła się na tylnym siedzeniu zapowiadając nam, że będzie spać. Po mniej więcej dwudziestu minutach potwierdziła to głośnym chrapaniem, które próbowaliśmy zagłuszyć muzyką. W pewnym momencie spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Tęsknię za spotkaniami naszej paczki- odparł ni stąd ni z owąd- Smutno nam bez Was... bez Ciebie.
Patrzyłam na niego nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Co się stało, że wyjechałaś?
- Nic nie słyszałeś?- zapytałam zaskoczona.
- A co miałem słyszeć?- oderwał na chwilę spojrzenie od ulicy.
- Ja... musiałam wyjechać. To znaczy nie musiałam ale... nie ułożyło mi się z Maćkiem. Wiesz, czasem tak bywa- wzruszyłam ramionami.
- Wiedziałaś od zawsze, że ja czekam na Ciebie- chłopak ponownie spojrzał na mnie z nadzieją.
Serce zabiło mi szybciej na te słowa. Uderzyła we mnie potężna fala gorąca aż zrobiło mi się słabo. Wzięłam kilka głębokich oddechów nim odpowiedziałam chłopakowi.
- Krzysiu... ja jestem szczęśliwa z ... z Gregorem- ostatnie słowa wypowiedziałam niemal szeptem.
Wydawało mi się, że chłopak popatrzył na mnie z wyrzutem. Do końca trasy nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. W pewnej chwili zaczęłam udawać, że śpię. Miałam wyrzuty sumienia, że wykorzystuję chłopaka robiąc mu jakiekolwiek nadzieje. Źle się z tym czułam.
Jako pierwsza w domu wylądowała Anka. Wyszłam z samochodu by pożegnać się z nią jeszcze.
- Wszystko słyszałam- szepnęła mi na ucho i posłała wymowne spojrzenie. W odpowiedzi wzruszyłam tylko ramionami i pokręciłam głową.
Gdy byliśmy pod moim domem Krzysiek zgasił samochód i spojrzał na mnie.
- Może chciałbyś wejść- zapytałam, jednak miałam nadzieję, że odmówi.
- Chętnie- wyciągnął kluczyk ze stacyjki i wysiadł z auta.
Wściekła na siebie wysiadłam z auta, wzięłam swój plecak z bagażnika i poszłam otwierać mieszkanie. Nic nie zmieniło się tutaj od czasu mojego wyjazdu. Zaczęłam szybko zbierać porozrzucane po podłodze zużyte chusteczki. Kiedy ostatni raz tutaj byłam tkwiłam w okropnej rozpaczy, a teraz... teraz wszystko się zmieniło, jestem szczęśliwa z Gregorem. Zaczęłam nowe życie. Moje rozmyślania przerwało ciche chrząknięcie. Spojrzałam za siebie przypominając sobie o tym, że mam gościa. No tak- Krzysiek.
- Przepraszam, nie pomyślałem, że możesz być zmęczona po podróży. Może powinienem...- wskazał na drzwi.
- Nie, nie! Siadaj, zrobię coś do picia tylko na nowo muszę przyzwyczaić się do swojego mieszkania. Wiesz, dotychczas jak byłam u...- spojrzałam na chłopaka- Siadaj, za chwilę pogadamy.
Poszłam do kuchni. Zajrzałam do szafki. Miałam w niej spory zapas herbaty. Wstawiłam wodę. Podeszłam do lodówki i otworzyłam ją- tak jak się spodziewałam świeciła pustkami. Zegar w kuchni wskazywał kilka minut przed północą,czułam spore zmęczenie tym bardziej, że wyruszyłyśmy skoro świt. Nalałam wody do dwóch kubków i zaniosłam do salonu. Postawiłam je na ławie. Krzysiek przyglądał mi się cały czas, czułam jego spojrzenie na sobie. Usiadłam na fotelu i przetarłam oczy.
- Jesteś zmęczona- stwierdził.
- Trochę tak. Ale spokojnie, dam radę jeszcze wypić z Tobą herbatę- złapałam za swój kubek- Chyba powinnam Ci zapłacić za to, że nas przywiozłeś.
- Nie wygłupiaj się!- chłopak wyraźnie się obruszył- Przyjaciołom się pomaga.
- W takim razie dziękuję- uśmiechnęłam się.
Przez chwilę panowała cisza. Tylko zegar wyliczał kolejne sekundy cichym tykaniem. Każde z nas pogrążone było w swoich myślach.
- Czuję, że powinnam Ci opowiedzieć o wszystkim- wyrzekłam. Chłopak zwrócił się bardziej w moją stronę czekając pewnie na to co powiem dalej- Byłam z Maćkiem i nie żałuję ale... nastąpiła pewna okoliczność- przerwałam na chwilę- no dobra, powiem Ci. Byłam w ciąży, a potem tą ciążę straciłam. Maćka nie było, ja się załamałam, wpadłam w depresję. Przyjechała po mnie Ania i zabrała do Austrii. Mieszkałyśmy razem w Koflera. To tak pokrótce.
Chłopak miał mocno rozszerzone źrenice. Patrzył na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Zaskoczyłaś mnie w tym momencie. Ale.. staram się Ciebie zrozumieć. Dlaczego Maciek Ci nie pomógł, przecież mimo to powinien się Tobą opiekować.
- To nie było jego dziecko- odparłam krótko.
- Acha...- chłopak kiwnął głową- Co teraz planujesz?
- Pakuję się i za kilka dni wracam do Austrii.
- Będziesz nadal mieszkać z Andreasem?
- Nie, nie!- pokręciłam głową- Ja jestem z Gregorem. Jestem z nim szczęśliwa i zamieszkaliśmy razem. Dlatego też chcę zabrać ze sobą swoje rzeczy i zacząć tam nowe życie.
Krzysiek patrzył na mnie. Nic nie odpowiadał. Złapał za swój kubek po czym wypił jego zawartość niemal duszkiem. Odstawił kubek na stolik i wstał.
- Muszę już iść. Dzięki za spotkanie- zaczął kierować się do drzwi.
- To ja Ci dziękuję, że nam pomogłeś- odpowiedziałam.
- Krzysiek!- zawołałam gdy chłopak był już przy drzwiach. Odwrócił się i spojrzał na mnie- Przepraszam...- Powiedziałam idąc powoli w jego stronę. Przytuliłam się mocno do niego. Przez ułamek sekundy myślałam, że odepchnie mnie i wyjdzie, jednak objął mnie także. Staliśmy tak przez chwilę.
- Dziękuję Ci za wszystko co dla mnie robisz- odparłam gdy stanęłam przed nim- To wiele dla mnie znaczy.
- Dla mnie też. Ale... wiem, że nie mam tutaj czego szukać- westchnął.
- Przecież zawsze możemy się spotkać, porozmawiać, jak kumple.
- No właśnie "jak kumple"- zagryzł wargę- Naprawdę muszę już iść. Dobranoc, śpij dobrze- to powiedziawszy wyszedł zostawiając mnie samą w przedpokoju.
Usiadłam na schodach. Jestem w swoim mieszkaniu, w swoim miejscu na ziemi. Ale chyba jednak coś się we mnie zmieniło bo lepiej czuję się przy Gregorze. Ta chwila utwierdzała mnie w przekonaniu, że przy nim znalazłam swoje właściwe miejsce.
Poszłam na górę by wziąć szybki prysznic. Byłam mocno wykończona. Gdy położyłam się do łóżka od razu zasnęłam nie tracąc czasu na zbędne myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz