wtorek, 24 marca 2015

Take care

Obudził mnie mocny zapach kawy. Powoli otworzyłam oczy i stwierdziłam, że jestem w łóżku sama. Od dawna nie spałam tak dobrze. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie poprzedniej nocy. Chwyciłam za swoje ciuchy i poszłam do łazienki by doprowadzić się do ładu. Gdy zeszłam na dół Gregor krzątał się przygotowując coś do jedzenia. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
- Jak się spało?- zapytał z chytrym uśmieszkiem. Dobrze wiedział, że połowę nocy poświęciłam na coś innego niż spanie.
- Nadzwyczaj dobrze- uśmiechnęłam się do niego i wyjrzałam przez okno. Od wczoraj nic się tutaj nie zmieniło, wciąż było tak pięknie i bajkowo. Usiadłam przy stoliku. Chłopak postawił przede mną kubek z parującym napojem oraz talerz pełen tostów po czym usiadł naprzeciw mnie.
- Myślisz, że straciłam aż tyle energii?- wskazałam na tosty i zaśmiałam się. 
- Próbuję utrzymać cię w optymalnym stanie- puścił do mnie oczko. Zaczęliśmy jeść w ciszy. Ale była to przyjemna, niekrępująca cisza. Gdy skończyliśmy chłopak umył talerze i ponownie usiadł naprzeciw mnie. 
- Dziś mam trening, więc musimy wrócić do Innsbrucka. 
- Ok- kiwnęłam głową i chwyciłam za kubek.
- W takim razie bądź gotowa za pół godziny najpóźniej, bo nie chcę się spóźnić.
- Już jestem gotowa- uśmiechnęłam się do niego i odstawiłam na stół puste naczynie.
- Spakuję tylko sprzęt i możemy ruszać- chłopak wstał od stołu i poszedł w stronę przedpokoju. Po chwili widziałam przez okno jak pakuje do samochodu torbę sportową, torbę z nartami i narty. Lubiłam go obserwować. Takiego normalnego, naturalnego, bez zbędnej otoczki wspaniałości.
- Możemy już jechać- krzyknął z przedpokoju. Spojrzałam po raz ostatni na piękny widok z okna i skierowałam się w stronę przedpokoju. Gregor stał oparty o ścianę, obserwował mnie. Był ubrany w niebieską kurtkę i szarą czapkę. Podeszłam do niego powoli i przytuliłam się bardzo mocno. Po chwili pocałowałam jego lekko rozwarte usta.
- Kocham Cię- szepnęłam mu do ucha.
Gregor uśmiechnął się i przyjrzał mi się jeszcze dokładniej.
- Co się stało, że zasłużyłem na takiego buziaka?- zaśmiałam się i zsunęłam mu czapkę na oczy.
- To bez okazji głuptasie- zaczęłam ubierać buty- Choć cieszę się, że mnie tutaj zabrałeś. Dziękuję- stanęłam przed nim. Tym razem to on mnie przytulił.
- Przecież wrócisz tutaj- spojrzał mi w oczy- prawda?
- Możemy o tym porozmawiać po twoim treningu?- widząc spojrzenie chłopaka dodałam- Naprawdę wrócimy do tej rozmowy. Chodźmy już bo zamiast wyjść szybciej jeszcze się spóźnimy- wyswobodziłam się z jego objęć i chwyciłam za klamkę.
- Nie wyjdziesz stąd bez kurtki.
- Ale...ale ja nie mam- spojrzałam na niego nieco zmieszana. Chłopak pokręcił głową i wyszedł z przedpokoju. Po chwili wrócił z identyczną jak jego kurtką.
- Ubierz ją. Na dworze czuć już mroźne powietrze. Nie zapominaj kochanie, że tu jest inny klimat- popatrzył na mnie z pobłażaniem.



Ubrałam na siebie kurtkę. Gdy wyszłam na dwór dziękowałam niebiosom za wspaniałomyślność Gregora bo pewnie bym zamarzła. Choć świeciło słońce powietrze było okropnie ciężkie i chłodne.
Pod skocznię zajechaliśmy w ekspresowym tempie. Albo może mi się wydawało, sama nie wiem. Jednak podróż minęła mi za szybko. Nie zdążyłam nawet spokojnie pomyśleć. Znowu siedzieliśmy w ciszy, względnej ciszy bo grała muzyka. Obserwowałam zmieniające się widoki za oknem. Chciałam jak najwięcej zapamiętać by potem mieć co wspominać. Wciąż bałam się, że to wszystko przeminie, a Gregor prędzej czy później odejdzie.
- Stało się coś?
Spojrzałam na chłopaka. No tak, staliśmy pod skocznią już od dobrych pięciu minut i żadne z nas nie ruszyło się z samochodu. Pokręciłam głową i wysiadłam. Popatrzyłam w górę skoczni, na belkę. Pierwszy raz ogarnęło mnie przerażenie.
- Agnieszka?- Gregor stanął tuż za mną. Odwróciłam się w jego stronę.
- Uważaj na siebie, dobrze?
Chłopak delikatnie się uśmiechnął i przytulił po raz kolejny tego dnia.
- Robiłem to już setki razy kochanie.
- Mimo to...- spojrzałam mu w oczy.
- Dobrze, będę uważał- cmoknął mnie w czoło- A teraz naprawdę muszę się zbierać.
-  W takim razie poczekam na dole albo... mogłabym wziąć Twój samochód?- zapytałam nieśmiało.
- Dobrze, tylko wezmę wszystkie rzeczy. Jak skończę to zadzwonię do Ciebie.
Uśmiechnęłam się. Postanowiłam trochę pojeździć po okolicy. Od zawsze jazda samochodem mnie rozluźniała. Gregor zarzucił sobie na ramię narty, wziął torby i ruszył w stronę bramki.
- Kluczyki są w stacyjce- rzucił jeszcze na odchodnym. Nie musiał mi tego dwa razy powtarzać. Po chwili mknęłam już ulicami Innsbrucka rozkoszując się jazdą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz