- Zawieź mnie na trening.
Usiadłam na sofie i przeciągnęłam się. Obrzuciłam chłopaka spojrzeniem. Gdzie jakieś "proszę" czy cokolwiek innego? Prawda, że od naszego powrotu minęło zaledwie pięć godzin i on jeszcze nie zdążył pozbyć się wszystkich promili ale... kurcze no.
Poczłapałam powoli do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam sobie tuszujący makeup, ubrałam się w wygodne ciuchy. Szybko chwyciłam coś z kuchni i wyruszyłam na poszukiwania.
- Jesteś gotowy?- Gregor siedział w salonie wpatrując się w okno.
- Tak, już wszystko spakowałem- wstał, przeszedł do przedpokoju i zaczął ubierać buty. Zrobiłam to samo.
Jeszcze nie do końca obudzona wyruszyłam do Innsbrucka. W aucie panowała cisza więc włączyłam radio by jakoś ją przyćmić.
Zaparkowałam pod skocznią. Gregor wyciągnął całe swoje oprzyrządowanie i bez pożegnania poszedł do szatni.
Wzruszyłam ramionami i usiadłam ponownie do auta. Chyba miałam na niego czekać? Postanowiłam, że popatrzę na trening. Opatuliłam się ciaśniej kurtką i poszłam pod skocznię. O dziwo wszyscy pojawili się na treningu, właśnie mieli rozgrzewkę. Usiadłam na trybunach i z przyjemnością obserwowałam ich wygibasy. Po mniej więcej pół godzinie wrócili z powrotem do szatni, pewnie by przebrać się w kombinezony. Żałowałam, że nie mam ze sobą aparatu. Podczas gdy się nudzę mogłabym porobić coś konstruktywnego. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i postanowiłam zadzwonić do rodziców.
- Cześć mamo- powiedziałam gdy przerywany sygnał ucichł.
- Kochanie! Jak miło, że dzwonisz.
- Co u was słychać?
- Tęsknimy tu za tobą strasznie. Nadal ciężko mi się przyzwyczaić do tego, że moja jedyna córka wyprowadziła się z domu, a tym bardziej za granicę. Jest ci tam dobrze?
- Tak- spojrzałam na pierwszego skoczka, który sadowił się na belce- Właśnie jestem na treningu. Lubię takie życie jakie mam teraz.
- To dobrze, ważne żebyś czuła się szczęśliwa. A jak z... Gregorem?
- ...
- Agnieszka?
- Wszystko dobrze mamo- powiedziałam szybko- zagapiłam się tylko trochę.
- Jesteś pewna?- głos mamy zmienił się na zatroskany.
- Tak, naprawdę jest mi z nim dobrze, nie martw się o mnie.
- Dobrze, w takim razie całujemy cię mocno z tatą. Odzywaj się do nas częściej.
- Kocham was mamo- cmoknęłam głośno i rozłączyłam się.
Ciężko było ukryć fakt, że tęskniłam za rodzicami. Nigdy nie rozstawałam się z nimi na dłużej niż miesiąc. Teraz musiało wystarczyć mi to co mam. Jednak sama nie byłam już pewna co posiadam, a czego nie. Z przemyśleń wyrwało mnie ciche chrząkanie. Spojrzałam za siebie i stłumiłam jęk.
- Lepiej znikaj, bo przynosisz mi same kłopoty.
- Chciałem Cię przeprosić, głupio mi, naprawdę- chłopak stał za mną oparty o narty. Minę miał żałosną.
- Powiedzmy, że Ci wierzę a teraz...
- Pijany byłem, przecież nie jestem taki na co dzień.
- Poppi, rozgrzeszam Cię. Co nie zmienia faktu, że ja mam teraz przez Ciebie problemy, więc... idź dalej trenować, a mnie po prostu zostaw samą.
- Ale chcę żebyś wiedziała, że nie czuję się z tym dobrze. To co Ci mówiłem nie było prawdą.
- To akurat było- ucięłam mu krótko- to ja Cię wykorzystałam i powinnam przeprosić. A więc przepraszam.
To powiedziawszy odwróciłam się ponownie w stronę skoczni by nie patrzyć już na chłopaka. Akurat w powietrzu zalśnił mi niebiesko srebrny kask. Wstrzymałam na chwilę oddech. Dziwnie się czułam obserwując Gregora w powietrzu. Wręcz nawet w tej naszej codzienności zapominałam, że on przecież skacze. Kiedy wylądował odetchnęłam z ulgą. Trener nie miał do niego żadnych zastrzeżeń więc poszedł do szatni by się przebrać. Szybko zeszłam z trybun i poszłam w ślad za nim.
- Tak sobie pomyślałam, że poczekam na Ciebie i pojedziemy razem na jakiś obiad.
-...
- Co Ty na to?
Patrzyłam w stronę Gregora. Ten jednak był bardzo zajęty swoimi nartami. Odczekałam jeszcze chwilę na odpowiedź.
- Potem chciałabym jeszcze pojechać do Ani.
Nadal nic. Zupełna cisza. Chłopak zdjął kask i z namaszczeniem chował go do torby.
- Wiesz, że jesteś okropnym chamem?
Chłopak spojrzał na mnie z rozbrajającym uśmieszkiem.
- I co z tego?
Spiorunowałam go spojrzeniem.
- Nic. Mam Cię dość. Idę już.
Wstałam kierując swe kroki do wyjścia.
- Jeśli uważasz, że pójdzie Ci ze mną tak łatwo to się mylisz- usłyszałam jego głos gdy byłam przy drzwiach. Odwróciłam się w jego stronę i popukałam w czoło dając mu wyraźnie do zrozumienia co o nim myślę. Nacisnęłam powoli klamkę.
- Drzwi są zamknięte- powiedział z nieukrywaną satysfakcją.
Walnęłam pięścią w drewno i odwróciłam się w jego stronę.
- Klucz- podeszłam do niego powoli wyciągając dłoń.
Chłopak zaczął się powoli rozbierać nic sobie nie robiąc z mojej obecności.
- Klucz- powtórzyłam uciekając spojrzeniem w bok.
- Nie trzeba było tu za mną włazić- prychnął i zsunął z siebie kombinezon.
Klapłam bezradnie na ławce, czekając na chwilę aż ten się łaskawie ubierze.
- Ała! Coś mi wpadło do oka!- chłopak zaczął podskakiwać w miejscu usiłując wyciągnąć sobie coś spod powieki.
- Pokaż- podeszłam do niego i spojrzałam- spróbuj choć przez chwilę stać w miejscu! Tu jest słabe światło.
- W łazience jest lepsze- szybko mi odpowiedział i skierował się w tamtą stronę. Poszłam za nim.
W łazience chwyciłam go za policzki i spojrzałam w oczy.
- Które to było?
- Już przeszło- uśmiechnął się chytrze i wszedł pod prysznic.
Stałam osłupiała patrząc na niego.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz w tym momencie?!
- Nie, ale lubię jak się wściekasz- wyjrzał zza firanki i rozbrajająco się uśmiechnął. Po chwili oblał mnie strumieniem zimnej wody.
- JESTEŚ NIENORMALNY!- odwróciłam się w jego stronę.
Chłopak wyszedł spod prysznica i podszedł do mnie bardzo blisko.
- Lubisz mnie takiego, prawda?
Zacisnęłam usta w wąską linię.
- Prawda?- chwycił mnie za podbródek podnosząc twarz ku górze.
- Mylę się?
- No i co z tego?- jęknęłam niczym małe dziecko. Jego bliskość, kropelki wody spływające po nagim ciele, spojrzenie, wszystko mnie rozpraszało.
- Coś mówiłaś?- złapał mnie w talii i przycisnął do siebie.
- Jesteś mokry.
- Ty też- mrugnął do mnie- chcesz się wykąpać?
Zagryzłam wargę bo wiedziałam do czego dąży. Powoli kiwnęłam głową i zaczęłam ściągać z siebie przyklejoną do ciała koszulkę. Chłopak złapał mnie za dłonie.
- Ja to zrobię.
Podwinął mokry materiał koszulki ściągając ją ze mnie. Jego dotyk palców na moim brzuchu spowodował, że przeszedł mnie dreszcz. Chłopak pocałował mój obojczyk zasysając się na nim. Cicho jęknęłam i objęłam go mocno w pasie. Czułam narastające podniecenie. Chłopak zaczął mi rozpinać spodnie, zsunął je i po chwili stałam przed nim już tylko w bieliźnie.
- A Poppi...
- Cii...- chłopak przyłożył mi palca do ust- Dostał za swoje- mrugnął do mnie- wszystko mi wytłumaczył. Ale... następnym razem już nie będę taki pobłażliwy.
Zagryzłam wargę, poczułam ulgę.
- Lubię jak jesteś taka bezbronna i cicha- uśmiechnął się do mnie i musnął moje usta.
Objęłam go dookoła szyi pogłębiając pocałunek. Chłopak pchnął mnie na ścianę. Czułam na sobie każdy szczegół jego ciała. Był podniecony, a ja go pragnęłam. Cała złość w nas prysła jak bańka mydlana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz