środa, 26 sierpnia 2015

Crash

Była już połowa grudnia. Zima zagościła u nas na dobre choć dopiero za tydzień miała rozpocząć się ta prawidłowa, kalendarzowa. Owinęłam się szczelnie kocem i włączyłam telewizję, jak co sobotę by obejrzeć kolejne zawody na Eurosporcie. Ostatnio stało się to moim nawykiem. Bardzo chciałam być przy Andim w tym momencie jednak nie zawsze warunki na to pozwalały. Jak na razie w ogóle nie pozwalały... mimo to pocieszałam się myślą, że za niecałe trzy tygodnie odbędą się zawody w Austrii. Z przemyśleń wyrwał mnie komentator, który zapowiedział skok Koflera. Zacisnęłam pięści na kocu próbując uśpić swoje złe przeczucia, z którymi biłam się od rana. Andreas poprawił gogle, wziął głęboki oddech i odepchnął się od belki, po chwili był już w powietrzu. Jego narty już prawie dotknęły zeskoku. Odetchnęłam z ulgą, jednak po chwili zobaczyłam coś co zmroziło mi krew w żyłach. Jedna z nart jakimś cudem się wygięła i Andreas huknął o ziemię, przez chwilę siła rozpędu ciągnęła go jeszcze po ziemi by po chwili zostawić go kompletnie bezwładnego.
Gdzieś w tle zadzwonił telefon jednak ja nie byłam w stanie się ruszyć. Patrzyłam jak zahipnotyzowana w ekran. Dookoła Andreasa zgromadziło się wielu ludzi, lekarze, kadrowicze. Jedni odpinali mu narty, drudzy między sobą żywo rozmawiali. Telefon dzwonił nieustannie, sięgnęłam po niego i nacisnęłam mechanicznie zieloną słuchawkę.
- Ania? Oglądasz może telewizję?- usłyszałam po drugiej stronie głos przyjaciółki.
- ...
- Halo?
- Widzisz to..?- zapytałam łamiącym się głosem.
- Nie oglądaj tego. Wyłącz telewizor i poczekaj na mnie, będę najpóźniej za godzinę. Dobrze?
- Ja muszę wiedzieć co mu się stało.
- Dowiemy się ale teraz nie patrz na to, naprawdę. Muszę teraz kończyć, niedługo będę- dziewczyna rozłączyła się.
Nie potrafiłam tak po prostu wyłączyć telewizji skoro to było moje jedyne źródło informacji w tym momencie. Znieśli Andiego z zeskoku na noszach. Realizator pokazywał twarze zatroskanych skoczków na dole i tych przygotowujących się do skoku na górze. Kibice mimo tragedii Andiego dobrze się bawili, a komentator przeżywał, że konkurs opóźni się o kilkanaście minut. Po dłuższej chwili kamerzysta pokazał jeszcze jak karetka odjeżdża z terenu skoczni i po tym rozpoczęły się na nowo zawody. Prowadzący w studio obiecał widzom, że będzie informował o stanie zdrowia Koflera jak tylko uzyska jakieś informacje.
Patrzyłam się tępo na skoki pozostałych zawodników w duchu modląc się by ten wypadek nie był poważny. Pierwsza seria zakończyła się bardzo dobrze dla Austriaków, którzy na sześć pierwszych miejsc zajęli cztery na czele z Gregorem. Gdy doszło już do emisji reklam, drzwi do domu się otworzyły i wkroczyła Aga wpuszczając do domu kilka płatków śniegu.
- Gregor jest pierwszy- powiedziałam bez cienia radości.
Dziewczyna machnęła ręką i podeszła do mnie by przytulić.
- Teraz jest przerwa?- zapytała. Kiwnęłam potakująco głową. Agnieszka wyciągnęła telefon i zaczęła gdzieś dzwonić.
- ...
- Tak wiem, że masz teraz konkurs ale mimo to odebrałeś.
- ...
- Wiesz co się stało?
- ...
- Rozumiem... zadzwoń do mnie po konkursie, dobrze?
- ...
- Byłoby świetnie, podaj mu w takim razie mój numer i czekamy. Powodzenia.
Dziewczyna odłożyła telefon na stolik. Patrzyłam na nią wyczekująco.
- Nie powinnam dzwonić do Gregora w czasie trwania zawodów ale... z resztą mniejsza o to. Wiadomo na razie tyle, że prawdopodobnie doznał wstrząśnienia mózgu. Musimy czekać na telefon jednego z kadrowców, Gregor podał mu mój numer, będzie do nas dzwonił.
Kiwnęłam głową przetwarzając powoli informacje jakie przekazywała mi przyjaciółka. Sięgnęłam po pilot by zwiększyć głośność ponieważ zaczynała się druga seria. Aga wyrwała mi pilota z ręki i wyłączyła telewizor.
- Nie będziemy tego oglądać. Chodźmy do kuchni, zrobię nam herbatę.
Dziewczyna złapała mnie za dłoń i pociągnęła za sobą. Krzątała się po kuchni, a ja w tym czasie poddawałam się coraz to nowym zmartwieniom. Usiadłam na parapecie i patrzyłam na srebrzące się płatki śniegu.
- Powinnam być teraz przy nim- powiedziałam zachrypniętym głosem.
- Powinnaś poczekać na jakieś wiadomości.
- Nie mogę siedzieć tu bezczynnie. Pójdę na górę sprawdzić kiedy odlatuje najbliższy samolot.
Agnieszka zaśmiała się i pokręciła głową.
- Nie polecisz tam teraz. Potrzebujesz wizy żeby się tam znaleźć, a tego od ręki nie załatwisz.
Usiadłam na krześle. Miała rację, nie pomyślałam o tym, że Rosja życzy sobie wiz. Ukryłam twarz w dłoniach.
- W takim razie co ja mam robić? Siedzieć bezczynnie i czekać na wiadomości?
- Dokładnie tak- Agnieszka chwyciła za oba kubki z herbatą. Kiedy stawiała je na stoliku z pokoju dobiegł dźwięk jej telefonu.
Siedziałam jak na szpilkach wpatrując się w krążącą po pokoju przyjaciółkę. Rozmowa telefoniczna jak dla mnie dłużyła się okropnie, nie słyszałam ani jednego słowa. Kiedy wróciła do kuchni nie potrafiłam odczytać niczego z jej twarzy. Usiadła naprzeciw mnie i objęła kubek dłońmi.
- Sprawa wygląda tak- spojrzała na mnie- Andreas jest teraz w szpitalu, przeszedł tam szereg badań i stwierdzili u niego, tak jak już wcześniej Gregor mówił, wstrząśnienie mózgu. Do tego ma złamane żebra i obite płuco, bo oberwał nartą w klatkę. Ma dużo siniaków ale będzie dobrze- uśmiechnęła się do mnie uspokajająco.
- Mogę do niego zadzwonić?
- Właśnie nie. On... wprowadzili go w stan uśpienia co najmniej do jutra.
- To kiedy on wróci?!
- Spokojnie, chcieli go już dziś transportować do kliniki w Innsbrucku jednak lekarz przełożył to na jutro. Więc wrócą wszyscy razem, jutro wieczorem.
Poczułam jak łzy zbierają mi się pod powiekami. Nie potrafiłam ich powstrzymać i za chwilę płakałam pochylona nad kubkiem parującej herbaty. Agnieszka nic nie mówiła, pozwoliła mi na tę chwilę słabości. Otarłam pięściami policzki i wstałam.
- Chodźmy do salonu. Może chociaż ty będziesz miała okazję do świętowania.
- Jesteś pewna, że chcesz to oglądać?
Puściłam to pytanie mimo uszu, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizję. Trafiłyśmy akurat na skoki ostatnich siedmiu zawodników. Pogoda okropnie się popsuła, przez co konkurs coraz bardziej się przedłużał. Aga usiadła obok mnie. Widziałam, że warunki nieco ją zaniepokoiły. Po skokach trzech skoczków znowu zarządzili przerwę. Kiedy wiatr ustał, a śnieg trochę odpuścił, wystartowała ostatnia czwórka. Najlepsi Austriacy spalili swoje skoki i zajęli miejsca poza dziesiątką. Został już tylko jeden zawodnik. Gregor podobnie jak Andi poprawił gogle i odepchnął się od belki. Poradził sobie doskonale ze złymi warunkami i wylądował najdalej i najlepiej ze wszystkich, tak w swoim stylu. Wiadome było już, że zajął kolejne pierwsze miejsce.
- Gratuluję- spojrzałam się na przyjaciółkę próbując się uśmiechnąć.
- Oglądanie skoków nam nie służy, zejdziemy przez nich na zawał- jęknęła oddychając z ulgą- zostaję dzisiaj u Ciebie- powiedziała głosem nie znoszącym sprzeciwu i przytuliła mnie po raz kolejny dzisiejszego dnia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz