niedziela, 30 sierpnia 2015

Good for You

Zasnęłyśmy dopiero nad ranem, to znaczy Ania zasnęła zmęczona swoimi zmartwieniami. Ja nie mogłam już zmrużyć oka. Może to przez potrzebę opiekowania się przyjaciółką. Czuwałam nad jej spokojnym snem ale chyba mimo to miała koszmary. Gdy na dworze pojawiła się lekka łuna różu bijącego od wschodu słońca zeszłam na dół do salonu. Tam rozłożyłam się wygodnie na sofie by móc podziwiać piękne widoki za oknem i nakryłam kocem. Kiedy spojrzałam na stolik zauważyłam, że dzień wcześniej zostawiłam tam telefon. Wychyliłam się by po niego sięgnąć, postanowiłam, że pobuszuję trochę po internecie. Jednak gdy zobaczyłam wyświetlacz wskazujący siedem połączeń nieodebranych od Gregora przeraziłam się nie na żarty. Nie zwracając uwagi na godzinę szybko wybrałam numer do niego. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Coś się stało? Dopiero teraz zauważyłam, że dzwoniłeś. Zostawiłam telefon na dole i...
- Spokojnie, chciałem cię tylko usłyszeć- przerwał mi.
- ...
- Halo, jesteś tam?
- Czyli nic się nie stało?- zapytałam.
- Zupełnie nic, wszystko jest w porządku.
- To dobrze- odetchnęłam z ulgą- nie obudziłam Cię w takim razie?
- Nie, właśnie dlatego też dzwoniłem, żeby Ci powiedzieć, że będę szybciej.
- Jak to szybciej? Gregor, czyli jednak coś się stało...- stwierdziłam.
- Nie, kochanie uspokój się. Zgodnie z resztą chłopaków i z trenerem stwierdziliśmy, że warunki nie są dla nas bezpieczne i rezygnujemy z dalszych skoków. Lekarz pozwolił też na szybszy transport Andiego.
- Jak on się czuje?
- Lepiej niż mogłoby się wydawać, miał facet szczęście. Teraz ma opiekę i obchodzą się z nim jak z jajkiem ale myślę, że zupełnie niepotrzebnie.
- Więc o której będziecie?
- Jakoś przed 10. Jesteś u Ani?
- Tak. Ale czekaj, czekaj... przecież to za niecałe trzy godziny. Gdzie ty jesteś?
- W Wiedniu, czekamy na samolot.
- Nie spodziewałam się, że aż tak szybko się pojawicie. Czekam w takim razie.
- Stęskniłaś się za mną?
- Noo troszeczkę tak.
- Tylko troszeczkę?
- Oj, strasznie. Nie mogę się doczekać aż w końcu się do ciebie przytulę.
- O taką odpowiedź mi chodziło! W takim razie czekaj na mnie, kocham cię.
Chłopak rozłączył się. Uśmiechnęłam się do siebie. Osunęłam się ponownie na poduszkę. Patrząc na budzący się do życia świat zasnęłam.
Obudził mnie przyjemny zapach kawy. Nie chciało mi się otwierać oczu, ogólnie dopadło mnie okropne lenistwo ale po chwili zorientowałam się, że nie jestem u siebie. Spojrzałam na stary zegar, który stał w rogu salonu, wskazywał godzinę 12. Zerwałam się na równe nogi przypominając sobie, że przed 10 miał przylecieć Gregor.
Weszłam powoli do kuchni podążając za wonią kawy. Prawie podskoczyłam z radości gdy zobaczyłam, że przy stole siedzi Anka i Gregor. Podbiegłam do niego i mocno przytuliłam się do jego pleców, a po chwili siedziałam już wtulona w niego na jego kolanach.
- Dlaczego mnie nie obudziliście?- zapytałam z wyrzutem.
- Przecież wiem, że niewiele spałaś, z resztą widać to po tobie- powiedziała Anka.
- Dzięki- odparłam z kwaśną miną.
- A i Gregor mówił, że zdążyliście już porozmawiać rano. Sądzę, że dopiero potem zasnęłaś.
- Bingo przyjaciółko, kurcze no nic przed tobą nie ukryje- zaśmiałam się. Gregor pogładził mnie po dłoni. Uśmiechnęłam się do niego.
- Skoro się obudziłaś, chciałabym pojechać teraz do szpitala.
- Oczywiście, zaraz będę gotowa- wstałam z kolan chłopaka.
- Nie nie, źle mnie zrozumiałaś. Rozmawiałam już z Kofim przez telefon i... Pojadę tam sama. Ty i tak byłaś tutaj ze mną od wczoraj, za co ci dziękuję. Z resztą... uważam, że potrzebujecie trochę czasu dla siebie- spojrzała na mnie i na Gregora i zaśmiała się. Była już dzisiaj o wiele pogodniejsza. Widocznie rozmowa telefoniczna z Andreasem całkowicie ją uspokoiła.
Gregor wstał i przytulił się do moich pleców, oparł brodę o moje ramię.
- To co kochanie, nie zatrzymujemy już Ani?
- Sama nie wiem... - spojrzałam na przyjaciółkę z mieszanymi uczuciami.
- Zmykajcie już- machnęła w naszą stronę.
- To może chociaż cię zawiozę?
- Pojadę swoim samochodem ale dzięki.
Westchnęłam ciężko. Gregor poszedł do przedpokoju ubierać buty. Anka puściła mi oczko i uśmiechnęła się.
- Nie każ mu dłużej czekać, przecież widzę jak na ciebie patrzy.
- Ej!- trzepnęłam dziewczynę w bok.
- No co?! Sama chciałabym się już zobaczyć ze swoim poobijanym ukochanym.
- Tym argumentem mnie przekonałaś- zaśmiałam się- W takim razie uciekam i dzwoń do mnie kiedy tylko będziesz chciała- przytuliłam ją i wyszłam do przedpokoju. Po chwili wyszłam wraz z Gregorem na mroźne, grudniowe powietrze.
- Strasznie się za tobą stęskniłem- ujął mój policzek w dłoń- nie wiem czemu ale jakoś szczególnie mi teraz ciebie brakowało. Jedźmy już do domu, chcę w końcu w spokoju pobyć z tobą trochę.
Uśmiechnęłam się słysząc te słowa. Musnęłam chłopaka w usta.
- Musimy niestety jechać osobno bo przyjechałam tutaj swoim autem- wskazałam.
- Więc do zobaczenia w domu- chłopak cmoknął mnie w policzek i skierował się do swojego auta.
Zrobiłam to samo by po chwili udać się w drogę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz