- Mam nadzieję, że nie jest pani kolejną dziennikarką.
Szybko pokręciłam głową. Zdałam sobie sprawę z tego, że Andi jest przecież osobą publiczną i ciężko jest się do niego dostać tak po prostu.
- Wolę tam jednak zaprowadzić panią osobiście- kobieta wstała i wyszła zza okienka. Wskazała mi dłonią, w którą stronę mam pójść. Czułam się dziwnie pod jej eskortą ale nie protestowałam. Nie mogłam się już doczekać spotkania. Kiedy weszłyśmy na oddział od razu wiedziałam, w którą stronę się kierować. Pod drzwiami stało kilka osób z aparatami, widocznie czekały na dobry moment by zrobić zdjęcie. Pielęgniarka zręcznie ich wyminęła i nakazała poczekać. Sama chwyciła za klamkę i weszła do sali. Po raz kolejny dziwnie się czułam gdy wszystkie oczy były zwrócone w moją stronę. Patrzyli na mnie z ciekawością tak jakbym była z innej planety. Kiedy pielęgniarka uchyliła drzwi i zaprosiła mnie do środka odetchnęłam z ulgą.
Andi leżał w sali jednoosobowej. Powoli podeszłam do jego łóżka. Mężczyzna spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko. Nie wytrzymałam i przytuliłam go mocno, aż ten lekko syknął z bólu.
- Przepraszam- odsunęłam się od niego.
- Nic się nie stało kochanie. Usiądź tutaj- poklepał miejsce na łóżku. Zrobiłam tak jak prosił. Złapał mnie za dłoń i nieznacznie ścisnął.
- To ja wrócę do swoich obowiązków- odezwała się kobieta. Zapomniałam, że ona nadal tutaj stała- zrobię porządek z tymi przed drzwiami- uśmiechnęła się i wyszła.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się o ciebie bałam- pogładziłam mężczyznę po policzku.
- Nie chciałem cię tak przestraszyć.
- Wiem, wiem misiu. Powiedz mi jak to się stało?
- Szczerze... nie pamiętam niczego. Dopiero obejrzę ten moment na filmie by przeanalizować swój błąd. Na razie jednak czeka mnie mała przerwa- westchnął.
- Zaopiekuję się tobą jak najlepiej potrafię.
- W to nie wątpię- uśmiechnął się do mnie. Nawet w tym stanie jego uśmiech był niezwykle czarujący.
- A wiesz kiedy cię stąd wypuszczą?
- Muszę zostać kilka dni na obserwacji bo mówią, że mam wstrząśnienie mózgu- złapał się za obandażowaną głowę- a do tego mam strasznego krwiaka na żebrach więc i tak nie mógłbym cię przytulać- zaśmiał się.
Pokręciłam głową i również się zaśmiałam. Widziałam na jego twarzy grymas bólu. Pogładziłam go czule po dłoni. Chciałam go mieć dla siebie w domu ale to jeszcze musiało poczekać. Teraz najważniejsze było jego zdrowie. Cieszyłam się z tego, że mogę z nim porozmawiać. Po kilku minutach Andi zasnął. Delikatnie położyłam jego dłoń na pościeli. Do sali weszła pielęgniarka, ta sama, która mnie tu przyprowadziła.
- Pacjent będzie teraz spał. Przed pani przyjściem dostał dość silne leki.
- Pójdę już ale proszę się nim opiekować jak najlepiej.
- Oczywiście- kobieta posłała mi promienny uśmiech.
Wstałam z jego łóżka. Przez chwilę patrzyłam jak śpi. W szpitalnej bieli był taki bezbronny, zostawiałam go tu z bólem serca ale wiedziałam, że w tym miejscu mu pomogą. Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek po czym wyszłam.
Byłam o wiele spokojniejsza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz