poniedziałek, 22 czerwca 2015

Spotkanie

Spędziliśmy razem przyjemnie popołudnie. Chłopcy uparli się, że zabiorą nas na obiad do restauracji. Ani tak bardzo spodobało się w domu Gregora- naszym domu- że nie chciała w ogóle nigdzie się ruszać. Jednak męska siła perswazji spowodowała, że udaliśmy się do restauracji w Innsbrucku. Było to nasze pierwsze, luźne, publiczne wyjście po tych wszystkich nieprzyjemnościach jakie spotkały nas przez ostatnie miesiące. Szczerze mówiąc nawet nie wiedziałam jak mam się zachować. Anka była bardziej bezpośrednia i wyluzowana, szła z Andreasem za rękę przez zatłoczony deptak, rozmawiali ze sobą śmiejąc się przy tym głośno. Być może dlatego, że byli ze sobą już jakiś czas i zdążyli się przyzwyczaić do otaczających ich ludzi i spojrzeń. Ja za to szłam kawałek za Gregorem milcząca i zestresowana. Gregor zatrzymał się w pewnym momencie, patrzył na mnie przez krótką chwilę. Anka z Andim zatrzymali się kawałek dalej i spoglądali w naszą stronę.
- Idźcie, my dojdziemy do was- Gregor machnął w ich stronę. Po kilku chwilach para zniknęła w tłumie.
- Co się dzieje?- chłopak spojrzał mi w oczy. Wzruszyłam ramionami i spojrzałam w bok. Jakaś wycieczka uparcie patrzyła w naszą stronę i próbowała robić zdjęcia z ukrycia. Westchnęłam.
- Nie wiem jak mam się zachowywać- wyrzekłam.
- Nie rozumiem?
- Spójrz na tych ludzi- wskazałam na wycieczkę- popatrz dookoła. Wszyscy patrzą na nas. Dziwnie się z tym czuję, a nie chciałabym zrobić czegoś źle.
- Kochanie, oni zawsze będą na nas patrzyć. Musisz się do tego przyzwyczaić. Tutaj i tak jesteśmy u siebie i nie budzimy takiej sensacji. Ale gdzie indziej... trzeba z tym żyć.
- Nie pocieszasz mnie...- spuściłam wzrok.
- Bądź sobą, to wystarczy. Przyzwyczaisz się do tego- uniósł mój podbródek i musnął usta- Chodźmy już bo zrobiłem się naprawdę głodny.
Złapał mnie za dłoń i ruszyliśmy przed siebie. Pocieszałam się tym, że z biegiem czasu do wszystkiego się przyzwyczaję. W Polsce było jakoś inaczej ale to prawda, byłam u siebie i nie zwracałam na nic uwagi. A tutaj wszystko było obce. Może za bardzo wyolbrzymiałam.
Weszliśmy do przytulnej restauracji. Ania z Andim już siedzieli przy stoliku mieszczącym się w głębi restauracji.
- Wszystko w porządku?- przyjaciółka spojrzała na mnie z zatroskaniem.
- Tak- kiwnęłam i uśmiechnęłam się do niej. Usiadłam obok i chwyciłam za kartę dań wczytując się w wypisane pozycje.
- O cześć! Nie myśleliśmy, że was tutaj spotkamy!- nagle usłyszałam jakieś głosy. Wyjrzałam zza karty i omal nie spadłam z krzesła. Ania spojrzała na mnie z zakłopotaniem, wzruszyła ramionami i przywitała się z chłopakami. Cóż mi pozostało, zrobiłam to samo. Po chwili nasze grono z czterech osób powiększyło się do dziesięciu.
- Gregor, czy ja mogę wiedzieć co tak bardzo ważnego zatrzymało Cię dziś, że nie pojawiłeś się na treningu?
- Trenerze, noo... zrozum, siła wyższa.
Anka z Koflerem wybuchnęli śmiechem. Kopnęłam dziewczynę pod stołem byłam totalnie zażenowana.
- To znaczy?- Kuttin nie dawał za wygraną.
- Niech trener da chłopakowi spokój- odezwał się Andreas- przecież tak ciężko teraz wstaje się w taką pogodę.
- Ale nigdy wcześniej się mu to nie zdarzało. Z resztą, czy nie mówiłeś mi rano, że Gregor się rozchorował?
- To ja byłam chora!- odezwałam się szybko- i... szczerze mówiąc nadal nie najlepiej się czuję- uśmiechnęłam się do Heinza przepraszająco. Chłopaki spojrzeli na mnie ze współczuciem. Patrzyłam na nich próbując ominąć jednego spojrzeniem.
Zamówiliśmy obiad. Panowała nawet przyjemna atmosfera, rozmawialiśmy ze sobą i śmialiśmy się. Zauważyłam, że Poppi usilnie szuka ze mną jakiegoś kontaktu ale starałam się go ignorować.
- Wiecie co? Morgi zapraszał nas dzisiaj na imprezę, idziemy?
- Manu ty masz jeszcze siły na te imprezy?- Kraft zaśmiał się.
- Czemu nie? Moglibyśmy pójść, prawda?
Spojrzałam na Ankę zszokowana. Ona? Impreza? Chce iść? Zaczęłam się zastanawiać, że albo coś ze mną się dzieje nie tak albo to Ania przeszła jakąś mentalną metamorfozę. Czułam się przy niej niczym stara zdewociała panna. Ale przypomniało mi się, że ona znała tutaj już wszystkich doskonale w przeciwieństwie do mnie. Chyba czas to zmienić.
Uśmiechnęłam się do niej i kiwnęłam głową.
- Czemu nie, może być fajnie- odparłam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz