niedziela, 6 września 2015

Big girls cry

Gdy otworzyłam oczy dochodziło już południe. Odwróciłam się i spotkałam się ze spojrzeniem mojego mężczyzny. Uśmiechnął się do mnie i przyciągnął do siebie całując w policzek. Cicho mruknęłam zadowolona i na nowo zamknęłam oczy. Po tak intensywnej nocy należał się nam odpoczynek. Dotyk jego nagiego ciała skutecznie mnie rozpraszał. Odwróciłam się w jego stronę. Palcem przejechałam po linii jego szczęki, zjeżdżając po brodzie, szyi aż zatrzymałam się na obojczyku. Musnęłam jego policzek i odwróciłam się by wstać. Gregor złapał mnie za przegub dłoni.
- Gdzie się wybierasz księżniczko?
- Chciałabym wstać.
- A ja chciałbym spędzić z Tobą ten dzień w łóżku.
- Gregor, nie mam już sił- spojrzałam na niego błagalnie.
- A czy ja mówiłem, że będziemy coś robić?- spojrzał na mnie niewinnie.
Westchnęłam i weszłam na nowo do łóżka. Przytuliłam się do chłopaka dopasowując się idealnie do jego ciała.
- Nie masz dzisiaj żadnych obowiązków?
- Dzisiaj jeszcze nie ale od jutra mam zapełniony grafik- zaczął bawić się kosmykiem moich włosów- chcę dlatego żebyś się mną nacieszyła aż do obrzydzenia.
- Nigdy mi nie obrzydniesz!- spojrzałam mu w oczy.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem! Czy ty coś sugerujesz?- obruszyłam się.
- Nie, ja tylko głośno myślę.
- Czyli tak mi ufasz. Znikasz z horyzontu, a ja zadowalam się kimś innym?
- No wiesz...
- A jednak!
- Przecież ja tego nie powiedziałem- zmarszczył czoło.
- Ale pomyślałeś- niemal zabiłam go spojrzeniem. Cały czar prysł. Wstałam z łóżka, tym razem skutecznie i ciągnąc za sobą prześcieradło poszłam do łazienki. Zamknęłam się w niej na cztery spusty i usiadłam z brzegu wanny.
- Kochanie...- Gregor zaczął pukać.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i uporczywie milczałam.
- Kotku... otwórz.
Zaczęłam ubierać się, nie zwracając uwagi na jęki za drzwiami.
- Aga porozmawiajmy. Otwórz te cholerne drzwi!
Szybko wyszłam z łazienki mijając lekko zszokowanego chłopaka. Nawet na niego nie patrząc wyszłam z pokoju. Chwyciłam za swoje kluczyki od samochodu i po chwili byłam już w drodze do Innsbrucka.
Podjechałam pod dom Ani. Miałam dziwne przeczucie, że nie ma jej w domu. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam dzwonić. Odebrała po kilku sygnałach.
- Nie ma cię w domu, nie?
- Nie. Ale gdzie ty jesteś?
- Pod twoim domem.
- Przyjedźcie do szpitala, Andi ucieszy się.
- Jestem sama. Mogłam zadzwonić szybciej...
- Coś się stało?- zapytała zatroskana.
- Nie. Zaraz będę u was- rozłączyłam się by uniknąć kolejnych zbędnych pytań.
Zaparkowałam pod szpitalem. Nie bardzo wiedziałam, w którą stronę mam pójść. Już miałam podejść do okienka gdy zobaczyłam znajomą mi postać uśmiechającą się do mnie. "Tylko nie to" pomyślałam i zagryzłam wargę.
- Idziesz do Andreasa?- Poppi podszedł do mnie i chyba chciał przytulić na powitanie ale widząc moją minę zrezygnował z tego.
- Emm tak.
- To świetnie, ja też właśnie do niego idę- uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- Wspaniale- powiedziałam cicho ale ruszyłam za chłopakiem.
Weszłam pierwsza do sali gdzie leżał Andi zaraz za mną wszedł Poppi. Widziałam jak wyraz twarzy Ani zmienia się z ucieszonego na mocno zaskoczony ale nie powiedziała na szczęście nic na ten temat. Przytuliłam ją na powitanie i usiadłam na jednym z krzesełek obok łóżka.
- Kiedy cię stąd wypuszczają?- zapytał Manuel przybijając piątkę z Andim.
- Na szczęście już jutro są na to jakieś szanse, mam już dość tego miejsca- pokiwał głową.
- Cieszę się, że przyszłaś- zwrócił się do mnie- gdzie jest Gregor?
- Gregora nie ma- wzruszyłam ramionami- to dobrze, że tak szybko dochodzisz do zdrowia- uśmiechnęłam się.
Rozmawialiśmy wszyscy przez dobre 20 minut. Anka co jakiś czas spoglądała na mnie. W końcu nie wytrzymała i niemal wytaszczyła mnie na korytarz.
- Co się dzieje?
- A ma się coś dziać?
- Nie udawaj, przecież widzę, że coś jest nie tak.
- Oj nie ważne już- machnęłam ręką- chyba powinnam wrócić do domu.
- Chodź, powiedz co się stało- wskazała na małą szpitalnianą kawiarenkę. Westchnęłam i poszłam za nią, dalsze opieranie się nie miało sensu. Gdy zaczęło parować przed nami gorące cappuccino przyjaciółka spojrzała na mnie wyczekująco.
- No? Dalej mam to z ciebie wyciągać?
- Po prostu teraz jak na to patrzę to stwierdzam, że nie powinnam się tak wkurzać na Gregora.
- A jednak miałam rację- spojrzała na mnie tryumfalnie- mów mi tutaj wszystko.
- Ale co mam ci powiedzieć... no po prostu Gregor powiedział, że dzisiaj spędzimy cały dzień razem żebym się nim nacieszyła bo potem go nie będzie i od słowa do słowa doszło do kłótni bo wyszło na to, że mi nie ufa. Potem wyszłam z domu, wsiadłam w samochód i znalazłam się tutaj.
- Oj Aga, Aga- dziewczyna pokręciła głową- Wracaj do domu, przeproś go i zapomnijcie o tej sprawie- wzięła łyk napoju- A mogę wiedzieć co robiliście zanim się na niego obraziłaś?
- Emmm...- lekko się uśmiechnęłam na wspomnienie ubiegłej nocy- spaliśmy.
Anka prychnęła i zaczęła się głośno śmiać kręcąc głową.
- Wiedziałam! On tak na ciebie patrzył!- puściła mi oczko.
- Ale przecież ja ci nie powiedziałam co robiliśmy!- zaczęłam się bronić lekko za głośno bo ludzie dookoła dziwnie się na mnie spojrzeli.
- Opowiesz mi to kiedy indziej- wytknęła mi język- a teraz już lepiej chodźmy.
- Ja pójdę się pożegnać z Andim i wrócę... no wiesz.
- Wiem, wiem. Ja zostanę u niego pewnie do wieczora. A teraz chodźmy.
Gdy weszłyśmy do sali podeszłam do Andiego, cmoknęłam go w policzek i obiecałam, że jak najszybciej go odwiedzę, tym razem w domu. Pożegnałam się z Anką, rzuciłam cześć do Poppiego i wyszłam. Kiedy byłam na dolnym holu ktoś złapał mnie za ramię. Spojrzałam za siebie i chicho przeklęłam.
- Nie masz ochoty na kawę?
- Przed chwilą piłam.
- A... na spacer?
- Nie mogę, wiesz spieszę się, do Gregora- dodałam dobitnie.
- Może dasz mi swój numer?
- Poppi- chciałam dodać już coś żeby się odwalił ode mnie ale zmieniłam zdanie gdy spojrzałam mu w oczy- może podaj mi swój....- wyciągnęłam niechętnie telefon. Chłopak uśmiechnął się i podyktował swój numer. Na szczęście chwilę po tym pożegnaliśmy się i mogłam w spokoju odjechać. Miałam ochotę od razu usunąć jego numer ale zaczęłam myśleć o czymś zupełnie innym i zapomniałam o tej sytuacji.
Na dworze zaczynało już szarzeć, choć biel śniegu odbijała od siebie nikłe światła Innsbrucka. Droga przebiegła mi szybko. Postanowiłam, że rzucę się Gregorowi w ramiona jak tylko wejdę do domu. Być może dokończymy to co zaczęliśmy wcześniej. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Zdziwiło mnie, że pod domem stał zaparkowany samochód. Weszłam po cichu do domu, poszłam do salonu, tam świeciło się światło i byłam pewna, że na pewno tam znajdę Gregora.
I znalazłam. Trzymał w pasie jakąś kobietę, która uważnie coś mu tłumaczyła. Stałam tam i patrzyłam jak wygina się z blondyną i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Widocznie dobrze się bawili, śmiali się i w ogóle wyglądali tak jakoś radośnie. Kiedy nieopatrznie upuściłam kluczyki na podłogę spojrzeli na mnie w jednym momencie. To była Sandra. Dziewczyna, której od zawsze nienawidziłam, na którą nigdy nie mogłam patrzyć. Stała tam teraz z Gregorem i patrzyła na mnie jak na zjawisko. Podniosłam szybko kluczyki z podłogi i udałam się z powrotem do wyjścia.
- Poczekaj.
Stanęłam jednak się nie odwróciłam.
- Co tym razem?
- Ty się pytasz co tym razem?!- odwróciłam się do niego- A co ja przed chwilą widziałam?!
- Przecież nawet jej nie poznałaś...
- Ależ ja ją znam doskonale, Sandra, tak?- Gregor kiwnął głową, zaśmiałam się gorzko- Twoja... była? A może lecisz na dwa fronty?
- Daj spokój, Aga- Gregor zrobił krok w moją stronę.
- Nic już nie mów- poczułam, że łzy niebezpiecznie zbierają mi się pod powiekami. Wyszłam zostawiając Gregora w przedpokoju.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz