- Chodźmy do twojego pokoju, dobrze?- uśmiechnęłaś się do mnie lekko.
Kiwnęłam tylko głową i zaczęłam wchodzić po schodach. Gdy byłyśmy w pokoju rzuciłam swoje rzeczy na podłogę i usiadłam na łóżku, na nowo się rozpłakałam. Usiadłaś obok mnie i przytuliłaś bez słowa. Czekałaś tak długo aż się uspokoję.
- Przepraszam cię- spojrzałam na ciebie pociągając nosem.
- Masz prawo.
- Ale nie o to mi chodzi... Źle cię potraktowałam jak do mnie przyszłaś- wciągnęłam spazmatycznie powietrze- Nie zasługujesz na to. Przepraszam.
- Nic nie szkodzi- uśmiechnęłaś się- przyjaciel przecież jest na dobre i złe prawda?
Tym stwierdzeniem na nowo wywołałaś we mnie falę wzruszenia. Złapałam za poduszkę i podkulając nogi do siebie przytuliłam się do niej.
- Wróciłam ze spotkania z Gregorem- powiedziałam cicho.
- I... jak było?- zapytałaś powoli.
- On jest... nie mogę o nim myśleć- złapałam się za głowę.
- Dlaczego?
- Bo się boję...- zagryzłam wargę.
- Czego tym razem?- przyjrzałaś mi się uważnie.
- Że nie będę w stanie dalej odrzucać od siebie tej myśli... wiesz... że ja go...
Spojrzałam na ciebie bezradnie. Pokręciłaś tylko z niezadowoleniem głową.
- Jeśli powodem waszego rozstania jest tylko to, że zabolało cię tych kilka słów które wypowiedział to ja radzę ci się jeszcze nad tym zastanowić. Czy warto przekreślać wszystko na rzecz swojej urazy.
- Masz rację- zamknęłam na chwilę oczy próbując poukładać sobie w głowie wszystko- czuję się zmęczona, chciałabym się jakoś odprężyć, zapomnieć.
- Mam pewien pomysł- powiedziałaś po chwili- nie masz ochoty na imprezę?
- Imprezę..?
- Chciałaś się odprężyć więc...?
- No tak...
- Poczekaj chwilkę, zaraz wrócę- wyszłaś z pokoju. Mniej więcej trzy minuty później byłaś z powrotem- To jak, jedziemy?
- Zamówiłaś taksówkę?
- Nie, pojedziemy samochodem, a potem Andi nas odwiezie. Jest u chłopaków w hotelu więc wystarczy do niego zadzwonić.
- No dobra...- powiedziałam bez przekonania.
-To ja lecę do siebie i za dwadzieścia minut melduję się pod twoją bramką!- ucałowałaś mnie w policzek i wybiegłaś z pokoju.
Nie wiedziałam czy dobrze robię. Ale miałam ogromną ochotę się tak po prostu upić. A impreza to chyba najlepsze miejsce na zapicie smutków... Poprawiłam swój makijaż, który niemal całkowicie uległ zniszczeniu. Chciałam jeszcze uprzedzić rodziców, że wychodzę ale już spali. Było mi głupio, że ich zaniedbuję. Przyjechali do mnie odpocząć, a spędziłam z nimi niewiele z połowy czasu którego tu są. Westchnęłam i skierowałam się do drzwi bo zaczęłaś trąbić jak najęta.
- Gotowa na gorączkę dzisiejszej nocy?- zapytałaś radośnie gdy wsiadłam do auta.
- Niekoniecznie.
- Oj, to się jeszcze zmieni- cmoknęłaś i ruszyłyśmy.
Kiedy byłyśmy na miejscu niemal równocześnie wysiadłyśmy z samochodu. Skierowałyśmy się do klubu, który odwiedzałyśmy dość często gdy tu mieszkałyśmy. Po otwarciu drzwi od razu usłyszałam głośną muzykę. Oddałyśmy rzeczy do szatni i ruszyłyśmy na podbój parkietu. Kiedy ty bawiłaś się znakomicie mi nie wychodziło to za dobrze. Co chwilę musiałam odpędzać od siebie nachalnych facetów. W końcu skapitulowałam i podeszłam do baru. Na wstępie zamówiłam sobie shoty z czystej. Mój przełyk błagał o litość gdy raczyłam się moim "napojem na rozluźnienie". Przez chwilę czułam się jeszcze gorzej ale w końcu zadziałało. Wróciłam na parkiet i zaczęłam wywijać. Czułam się cudownie. Uśmiechałaś się widząc mnie w tak dobrym nastroju. Ty w przeciwieństwie do mnie kulturalnie bawiłaś się z grupką jakiś facetów trzymając ich jednak na dystans. No tak, zajęta.
A ja za to byłam wolna! Wolna i mogłam robić co chciałam. Wróciłam do baru po kolejne shoty, gdy już wyciągałam portfel dosiadł się do mnie jakiś mężczyzna i stanowczym tonem oznajmił, że za mnie zapłaci. Byłam zbyt pijana by podziękować, zbyt bezmyślna w tej chwili. Uprzejmie poczęstowałam jednak gościa jednym kieliszkiem, a sama wypiłam cztery kolejne. Nie miałam już sił na powrót na parkiet. Oparłam się o bar i niemal zasnęłam. Facet, który wcześniej zapłacił za mój napój bogów zaproponował, że odprowadzi mnie. Bezwiednie dałam mu się wyprowadzić z klubu. Nie przyszło mi nawet w tym momencie do głowy, że nie miał gdzie mnie odprowadzać. Lekko otrzeźwiałam gdy zaprowadził mnie w jakiś zaułek i zaczął wsuwać dłonie do majtek. Chciałam się wyrwać i uciec ale mocno mnie przytrzymał. W tym momencie bardziej się wkurzyłam niż wystraszyłam i może to mi pomogło. Użyłam swojego kolana by kopnąć do w jaja i strzeliłam w twarz z całej siły. Koleś zwijał się z bólu, a ja zdążyłam uciec.
Tak, to była zima. A mi zaczęło się robić okropnie zimno. Wszystkie moje rzeczy zostały w klubowej szatni. Rozejrzałam się po okolicy by zorientować się gdzie jestem. O mało nie wpadłam w zaspę gdy z rozmachem się poślizgnęłam. Zaklęłam na tyle głośno, że zwróciłam na siebie uwagę przechodniów, którzy obrzucili mnie dość wymownym spojrzeniem. Szłam chodnikiem aż w końcu trafiłam na bramkę. Przeczytałam nazwę hotelu i zaczęłam się zastanawiać dlaczego jest dla mnie tak znajoma. Aż w końcu mnie olśniło. Niemal wbiegłam na teren hotelu, zataczając duże kółka ale jednak biegłam. Zaczęłam się zastanawiać z której strony pokoje mogą mieć skoczkowie aż zobaczyłam w jednym z okien powieszony kombinezon. Bingo!
- Ty chamie! Chodź teraz ze mną porozmawiać kiedy mam na to ochotę!
Wlazłam na murek i zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej.
- Ty zakłamana świnio! Nie śpij kiedy do ciebie przychodzę tylko wyjdź i pogadaj ze swoją dziewczyną!- zaczęłam się dziko śmiać- Przepraszam! Ja jestem byłą dziewczyną! Ten cham mnie porzucił! A może to ja porzuciłam jego...- czknęłam.
W hotelowych oknach zaczęły zapalać się światła. Ludzie wyglądali zza firanek posyłając mi gniewne spojrzenia.
- TY SZMATO! SCHLIERENZAUER MELDUJ SIĘ!- krzyknęłam z całych sił. Zakręciło mi się w głowie tak mocno, że prawie zleciałam z tego murka.
Nagle jedno z okien się otworzyło i pojawił się w nich nie kto inny jak sam powód mojej rozpaczy.
- Jezu jak ja ciebie nienawidzę!- krzyknęłam w twoją stronę kiedy zobaczyłam cię w oknie.
Nagle zniknąłeś. Zaczęłam nerwowo tupać. Wydawało mi się, że w oddali zobaczyłam ochronę. Ale miałam ich wszystkich w dupie. Chciałam tobie zrobić na złość przychodząc tutaj, przecież chciałeś mnie mieć przy sobie.
- Aga proszę cię zejdź z tego murka- nawet nie wiem kiedy pojawił się przy mnie Andi, a zaraz za nim stał Gregor.
- Nie zejdę!- zaparłam się jak małe dziecko cały czas krzycząc.
- Co tu się dzieje?!- panowie z ochrony mordowali mnie wzrokiem.
- Nic takiego. Opanujemy tą sytuację- Andi uśmiechał się do nich.
- Czy znają panowie tą panią?
- Tak, to jest moja dziewczyna- odpowiedział Gregor.
- BYŁA! DODAJ BYŁA TY BYDLAKU JEDEN!- wymierzyłam palcem w chłopaka. Chciałam spektakularnie zeskoczyć z murka ale zmieniło się to w spektakularne spadanie. Gdyby nie refleks Gregora i Andreasa mogłabym zbierać swoje zęby z ziemi.
- Proszę państwa albo tu zapanuje jakiś porządek albo wezwiemy policję. Jest już późno w nocy, goście śpią, a tutaj takie cyrki się dzieją- niezadowoleni ochroniarze kręcili głowami.
- Rozumiem i przepraszam, to moja wina.
- NO WŁAŚNIE, TWOJA!- potwierdziłam słowa Gregora oczywiście krzykiem, wyrywając się z jego objęć.
- Aga zamknij się w końcu!- złapałeś mnie mocno za dłoń przyciągając na nowo do siebie. Nie miałam na tyle sił by się opierać, ledwo trzymałam się na nogach.
- Ty się zamknij, nie rozkazuj mi!- dźgnęłam cię mocno w tors.
- Wyluzuj, naprawdę, chcesz nam narobić kłopotów?- Kofler spojrzał na mnie surowo. Cóż poradzić, jego się posłuchałam. Wykręciłam rękę z uścisku Gregora i poszłam usiąść na murku.
Zadzwonił telefon Koflera. Gregor nakrył moje ramiona swoją kurtką i stanął obok.
- Nie musisz jej szukać, jest u nas.
- ...
- To znaczy pod hotelem. Zrobiła mały burdel ale damy sobie radę.
- ...
- Spokojnie kochanie, piłaś coś?
- ...
- Więc podjedź tutaj po nas pod hotel.
- ...
- Jeszcze zobaczymy. Jak na razie zasypia na murku.
- ...
- Tak tak, będę czekał.
Rozłączył się i włożył telefon do kieszeni.
- Zostawić je na chwilę same...- pokręcił głową i uśmiechnął się do Gregora.
- Nie sądziłem, że ona jest zdolna wydzierać się pod hotelem.
- Cóż... jakoś musi odreagować- Andi rozłożył ręce- Poczekam na Ankę i zmywamy się.
- Może niech lepiej zostanie tutaj?- Gregor spojrzał na mnie.
- Jesteś tego pewien?
- To chyba będzie najlepsze rozwiązanie. Mam duże łóżko więc nie będzie z tym problemu.
- Tylko, żeby znowu nie wpadła w szał.
- Wątpię, spójrz na nią- spojrzeli w jednej chwili na mnie- zasypia.
Podjechał samochód i zatrzymał się przy wejściu. Wysiadła z niego szybko Anka. Podbiegła do mnie i zaczęła klepać po policzkach.
- Aga? Aga nic ci nie jest?
- Cz...je sje dobrz...- czknęłam i na nowo zamknęłam oczy.
- Nie wiem co w nią wstąpiło. Kompletnie oszalała- dziewczyna popatrzyła bezradnie na chłopaków. Gregor machnął ręką. Podszedł do mnie i wziął na ręce.
- Lepiej już jedźcie.
- A to ona tu zostaje?- Ania spojrzała zaskoczona na Koflera.
- Tak zadecydowaliśmy- mężczyzna uśmiechnął się- No to dobrej nocy ci życzę kolego- Klepnął Gregora w plecy i pociągnął za sobą Anię do samochodu. Po chwili dziewczyna podbiegła zostawiając moje rzeczy i po tym odjechali.
Gregor niósł moje zwłoki do swojego pokoju. Było mi wszystko jedno gdzie mnie położy co ze mną zrobi. Okropnie bolała mnie głowa, kręciło mi się w głowie i było niedobrze.
- Ja ja cie nnawidze- zaczęłam cię okładać pięściami jak byliśmy już pod twoim pokojem. Westchnąłeś tylko i położyłeś mnie na łóżku. Ściągnąłeś mi buty, spodnie, bluzkę, zostawiając w samej bieliźnie. Potem przykryłeś kołdrą. Odgarnąłeś włosy z twarzy i musnąłeś zimny policzek. Usiadłeś na fotelu obok i obserwowałeś przez pół nocy jak śpię. Gdy nadchodził ranek położyłeś się obok i zasnąłeś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz