Zadzwoniłem do niej niemal natychmiast jak rozłączyłem się z Andreasem. Odebrała po kilku sygnałach. Odetchnąłem z ulgą gdy usłyszałem jej głos.
- Halo?
- Chciałbym się z tobą spotkać- niemal wyszeptałem do słuchawki.
- Wolałabym...- usłyszałem wahanie w jej głosie- Dobrze. Gdzie i o której?
- W naszej ulubionej restauracji o 17- czułem się niemal tak jakbym umawiał się na spotkanie biznesowe.
- Będę- powiedziała i rozłączyła się.
Miałem dwie godziny na obmyślenie strategii. Do tego musiałem jeszcze wcisnąć trenerowi jakiś kit dlaczego znowu odpuszczam sobie siłownię. Musiałem w końcu się do tego przyłożyć ale nie dziś.
Wybrałem najbardziej ustronne miejsce w restauracji z dala od wścibskich spojrzeń i ludzi. Przyszłaś kwadrans po mnie. Ubrana zwyczajnie, z beznamiętną miną, rzuciłaś mi tylko krótkie 'cześć' i usiadłaś naprzeciw od razu zatapiając się w karcie dań. Sukcesem było dla mnie już to, że mogłem zjeść z tobą kolację. Złożyliśmy zamówienia, każdy inne i w milczeniu oczekiwaliśmy na ich zrealizowanie. Postanowiłem, że przejdę do rzeczy jak tylko zjemy. Tak też się stało. Uśmiechnąłem się do ciebie delikatnie gdy spojrzałaś na mnie przelotnie.
- Chciałem się z tobą spotkać żebyśmy wyjaśnili sobie wszystko.
- Myślę, że to dobre posunięcie- kiwnęłaś głową. Wydawało mi się, że chcesz dodać coś jeszcze ale się myliłem.
- Przyznaję, że nie powinienem tak na ciebie naskoczyć.
- Ja też nie powinnam. Wtedy rano i potem jak zobaczyłam cię z tą kobietą.
- Nie robiłem wtedy nic złego. Tak samo jak wiem, że ty też nic nie zrobiłaś...
- Mimo to gdy zapewniałam cię o tym, nie wierzyłeś mi.
- Ty też mi nie wierzyłaś- spojrzałem ci w oczy.
- Byłam strasznie zazdrosna, kiedy zobaczyłam ją w twoich ramionach przestałam racjonalnie myśleć. Nie to jednak było najgorsze...
Spojrzałem na ciebie uważniej, domyślałem się co teraz usłyszę.
- Powiedziałeś o jedno słowo za dużo. Dwa dni wcześniej mówiłeś mi, że jestem kobietą z którą chcesz mieć dzieci, a potem wyrzucałeś mi kłamstwo. To boli.
Skrzywiłaś się i spojrzałaś w bok. Miałem wrażenie, że twoje oczy się zaszkliły.
- Przepraszam- nic innego nie przychodziło mi w tym momencie do głowy. Spojrzałaś na mnie i kiwnęłaś.
- Może to po prostu mój słaby punkt. Ale ja je miałam pod sercem... Przepraszam muszę na chwilę wyjść.
To powiedziawszy chwyciłaś za torebkę i zniknęłaś za drzwiami ubikacji.
Powinienem w tym momencie pójść za tobą, przytulić i otrzeć łzy. Powinienem ale nie mogłem. Czułem tą przepaść między nami. Płakałaś przeze mnie po raz kolejny. Byłem zły na siebie. Wróciłaś po kilku minutach.
- Przejdziemy się?
Tym pytaniem kompletnie mnie zaskoczyłaś. Szybko się otrząsnąłem i zapłaciłem za nas rachunek. Po chwili szliśmy już obok siebie uliczkami miasta.
- Masz teraz treningi?- spojrzałaś na mnie chowając dłonie w kieszeni kurtki.
- Tak, po zawodach trener postanowił zostać.
- Na długo?
- Jeszcze dwa dni- odpowiedziałem powoli obserwując twoją reakcję.
- Cóż, wrócisz do swoich obowiązków w Austrii.
- Mam tam takie same obowiązki jak tu. Przecież wiesz- dodałem.
Złapałem cię za ramię i zatrzymałem. Wyciągnąłem twoją dłoń z kieszeni. Chciałem byś poczuła mój dotyk. Nie cofnęłaś jej.
- Czy jest szansa jeszcze na to żeby było jak dawniej?- spojrzałem ci w oczy- proszę, wróć do domu. Będę robił wszystko żeby naprawić to co popsułem.
- To nie jest takie proste- chciałaś wyrwać mi dłoń ale przytrzymałem ją mocno. Podszedłem bliżej ciebie.
- Gregor ja się ciebie boję- powiedziałaś drżącym głosem.
- Halo?
- Chciałbym się z tobą spotkać- niemal wyszeptałem do słuchawki.
- Wolałabym...- usłyszałem wahanie w jej głosie- Dobrze. Gdzie i o której?
- W naszej ulubionej restauracji o 17- czułem się niemal tak jakbym umawiał się na spotkanie biznesowe.
- Będę- powiedziała i rozłączyła się.
Miałem dwie godziny na obmyślenie strategii. Do tego musiałem jeszcze wcisnąć trenerowi jakiś kit dlaczego znowu odpuszczam sobie siłownię. Musiałem w końcu się do tego przyłożyć ale nie dziś.
Wybrałem najbardziej ustronne miejsce w restauracji z dala od wścibskich spojrzeń i ludzi. Przyszłaś kwadrans po mnie. Ubrana zwyczajnie, z beznamiętną miną, rzuciłaś mi tylko krótkie 'cześć' i usiadłaś naprzeciw od razu zatapiając się w karcie dań. Sukcesem było dla mnie już to, że mogłem zjeść z tobą kolację. Złożyliśmy zamówienia, każdy inne i w milczeniu oczekiwaliśmy na ich zrealizowanie. Postanowiłem, że przejdę do rzeczy jak tylko zjemy. Tak też się stało. Uśmiechnąłem się do ciebie delikatnie gdy spojrzałaś na mnie przelotnie.
- Chciałem się z tobą spotkać żebyśmy wyjaśnili sobie wszystko.
- Myślę, że to dobre posunięcie- kiwnęłaś głową. Wydawało mi się, że chcesz dodać coś jeszcze ale się myliłem.
- Przyznaję, że nie powinienem tak na ciebie naskoczyć.
- Ja też nie powinnam. Wtedy rano i potem jak zobaczyłam cię z tą kobietą.
- Nie robiłem wtedy nic złego. Tak samo jak wiem, że ty też nic nie zrobiłaś...
- Mimo to gdy zapewniałam cię o tym, nie wierzyłeś mi.
- Ty też mi nie wierzyłaś- spojrzałem ci w oczy.
- Byłam strasznie zazdrosna, kiedy zobaczyłam ją w twoich ramionach przestałam racjonalnie myśleć. Nie to jednak było najgorsze...
Spojrzałem na ciebie uważniej, domyślałem się co teraz usłyszę.
- Powiedziałeś o jedno słowo za dużo. Dwa dni wcześniej mówiłeś mi, że jestem kobietą z którą chcesz mieć dzieci, a potem wyrzucałeś mi kłamstwo. To boli.
Skrzywiłaś się i spojrzałaś w bok. Miałem wrażenie, że twoje oczy się zaszkliły.
- Przepraszam- nic innego nie przychodziło mi w tym momencie do głowy. Spojrzałaś na mnie i kiwnęłaś.
- Może to po prostu mój słaby punkt. Ale ja je miałam pod sercem... Przepraszam muszę na chwilę wyjść.
To powiedziawszy chwyciłaś za torebkę i zniknęłaś za drzwiami ubikacji.
Powinienem w tym momencie pójść za tobą, przytulić i otrzeć łzy. Powinienem ale nie mogłem. Czułem tą przepaść między nami. Płakałaś przeze mnie po raz kolejny. Byłem zły na siebie. Wróciłaś po kilku minutach.
- Przejdziemy się?
Tym pytaniem kompletnie mnie zaskoczyłaś. Szybko się otrząsnąłem i zapłaciłem za nas rachunek. Po chwili szliśmy już obok siebie uliczkami miasta.
- Masz teraz treningi?- spojrzałaś na mnie chowając dłonie w kieszeni kurtki.
- Tak, po zawodach trener postanowił zostać.
- Na długo?
- Jeszcze dwa dni- odpowiedziałem powoli obserwując twoją reakcję.
- Cóż, wrócisz do swoich obowiązków w Austrii.
- Mam tam takie same obowiązki jak tu. Przecież wiesz- dodałem.
Złapałem cię za ramię i zatrzymałem. Wyciągnąłem twoją dłoń z kieszeni. Chciałem byś poczuła mój dotyk. Nie cofnęłaś jej.
- Czy jest szansa jeszcze na to żeby było jak dawniej?- spojrzałem ci w oczy- proszę, wróć do domu. Będę robił wszystko żeby naprawić to co popsułem.
- To nie jest takie proste- chciałaś wyrwać mi dłoń ale przytrzymałem ją mocno. Podszedłem bliżej ciebie.
- Gregor ja się ciebie boję- powiedziałaś drżącym głosem.
To nie może być prawda, nie możesz się mnie bać, nie ty. Wiedziałem, że jak teraz się cofnę na nowo zbuduje się przed nami kolejna bariera. Przytuliłem cię mocno do siebie. Nie chciałem tej przepaści, chciałem byś przy mnie czuła się bezpieczna jak dawniej.
W pewnym momencie objęłaś mnie i zaczęłaś płakać. Z pewnością w tej chwili wylewałaś z siebie wszystkie żale i cały ból. Gładziłem cię czule po plecach.
- Kocham cię- szepnąłem.
- Nie mów tak- spojrzałaś swoimi zapłakanymi oczami w moje- nie chcę tego słyszeć!
- Kochanie- otarłem ci policzek kciukiem.
- Chcę cię nienawidzić, rozumiesz? Ale nie potrafię- chciałaś się wyrwać z moich objęć, byłem jednak silniejszy.
- Znowu chcesz uciec. Powiedz mi co tak naprawdę czujesz?
Zamknęłaś na chwilę oczy. Miałem ochotę cię pocałować jednak zdołałem się opanować.
- Po raz kolejny musiałam przez ciebie cierpieć zaniedbując przy tym bliskich. Po raz kolejny dałeś też dowód na to, że twoje słowa są nic nie warte. Obiecywałeś mi, że nigdy mnie już nie zranisz, a gdy przychodzi okazja robisz to z chęcią. Chciałabym zapomnieć o wszystkim, przenieść się ten rok do tyłu kiedy znałam cię jedynie ze skoków. Zapomnieć o tamtej nocy, tym co nas połączyło, wspólnym życiu. Ale nie da się, wiesz dlaczego? Bo jestem pod twoim cholernym urokiem i nie potrafię niczego zapomnieć. W nocy płaczę do poduszki błagając o to żebyś wrócił. Ale nadchodzi ranek i przypominam sobie twoje słowa. Na nowo czuję ten żal. Jednak nic nie jest w stanie mi zapełnić tej pustki po tobie. Tak, kocham cię nadal. Nie wiem tylko czy tego wyimaginowanego sportowca czy ciebie z wadami. Choć chyba odpowiedź jest prosta skoro stoję tu teraz z tobą.
Spuściłaś wzrok. Nie wiedziałem co mam zrobić w tej sytuacji. Delikatnie złapałem za podbródek, uniosłem głowę i pocałowałem, powoli niespiesznie.
W pewnym momencie objęłaś mnie i zaczęłaś płakać. Z pewnością w tej chwili wylewałaś z siebie wszystkie żale i cały ból. Gładziłem cię czule po plecach.
- Kocham cię- szepnąłem.
- Nie mów tak- spojrzałaś swoimi zapłakanymi oczami w moje- nie chcę tego słyszeć!
- Kochanie- otarłem ci policzek kciukiem.
- Chcę cię nienawidzić, rozumiesz? Ale nie potrafię- chciałaś się wyrwać z moich objęć, byłem jednak silniejszy.
- Znowu chcesz uciec. Powiedz mi co tak naprawdę czujesz?
Zamknęłaś na chwilę oczy. Miałem ochotę cię pocałować jednak zdołałem się opanować.
- Po raz kolejny musiałam przez ciebie cierpieć zaniedbując przy tym bliskich. Po raz kolejny dałeś też dowód na to, że twoje słowa są nic nie warte. Obiecywałeś mi, że nigdy mnie już nie zranisz, a gdy przychodzi okazja robisz to z chęcią. Chciałabym zapomnieć o wszystkim, przenieść się ten rok do tyłu kiedy znałam cię jedynie ze skoków. Zapomnieć o tamtej nocy, tym co nas połączyło, wspólnym życiu. Ale nie da się, wiesz dlaczego? Bo jestem pod twoim cholernym urokiem i nie potrafię niczego zapomnieć. W nocy płaczę do poduszki błagając o to żebyś wrócił. Ale nadchodzi ranek i przypominam sobie twoje słowa. Na nowo czuję ten żal. Jednak nic nie jest w stanie mi zapełnić tej pustki po tobie. Tak, kocham cię nadal. Nie wiem tylko czy tego wyimaginowanego sportowca czy ciebie z wadami. Choć chyba odpowiedź jest prosta skoro stoję tu teraz z tobą.
Spuściłaś wzrok. Nie wiedziałem co mam zrobić w tej sytuacji. Delikatnie złapałem za podbródek, uniosłem głowę i pocałowałem, powoli niespiesznie.
- Nie broń się przed tym co podpowiada ci serce- szepnąłem ci do ucha.
- Jednak nie powinnam się z tobą dzisiaj spotykać. Przepraszam.
Wypuściłem cię z objęć, a ty spojrzałaś na mnie przepraszająco i odeszłaś. Po chwili biegłaś w stronę uliczki. Westchnąłem. Po raz kolejny uciekłaś broniąc się przed tym co naprawdę czujesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz