- Myślisz, że to coś da?
- Nigdy się nie dowiem gdy nie spróbuję- musnąłem dziewczynę w policzek i zamruczałem jej do ucha- to jak?
- A przekonasz mnie jakoś tak bardziej?- uśmiechnęła się.
Przytuliłem się do jej pleców, dopasowując się idealnie do jej ciała. Dłoń wsunąłem stanowczo pod jej koszulkę. Dotknąłem mimochodem piersi i zacząłem całować ją po karku. Czułem jak spina się i rozluźnia na zmianę. Nadal była dla mnie niedostępna. Szanowałem to ale nie potrafiłem ukryć swojego pożądania. Pragnąłem jej za każdym razem gdy była tak blisko. Ania lekko zadrżała i odwróciła się na plecy. Patrzyłem teraz na nią podpierając głowę dłonią.
- Już?- uśmiechnąłem się do niej. Spojrzała na mnie zdezorientowana.
- Pytam czy już cię przekonałem?
- Idź już lepiej zanim dojdzie do czegoś więcej- machnęła ręką i uśmiechnęła się.
- Powiedz mi, dlaczego tak bardzo się tego boisz?- spojrzałem jej w oczy.
- Nie boję- odwróciła się ode mnie- Andi idź już.
Ubrałem się, przegryzłem jabłko i wyszedłem na zimne styczniowe powietrze. Na szczęście do domu Agnieszki nie było aż tak daleko. Odległość wręcz dobra dla porannego joggingu.
Zadzwoniłem do drzwi. Kiedy nikt nie otwierał zacząłem pukać. W końcu drzwi zostały otwarte i stanęła w nich Aga uśmiechnąłem się do niej.
- Mogę wejść?- zapytałem.
- Tak, wchodź. Myślałam, że to...- spojrzała na mnie- wchodź, wchodź.
- Mogłabyś zrobić mi herbaty?
- Dobrze. Siadaj w salonie. Poznałbyś moich rodziców ale znowu gdzieś poszli. Słodzisz?- krzyknęła z kuchni.
- Nie, dzięki!
Poczekałem aż wróci ponownie do salonu. Przyniosła dwa parujące kubki. Od razu chwyciłem za jeden z nich.
- I co u ciebie słychać?- spojrzałem na nią uśmiechając się.
- Mogło być lepiej- wzruszyła ramionami- Wiem, że nie przyszedłeś tutaj pogadać ze mną o moim samopoczuciu.
- W pewnym sensie i o nim- odstawiłem kubek- Chociaż... tak, to prawda. Chciałem wiedzieć czy On ma u ciebie jeszcze jakiekolwiek szanse.
- Chociaż ty jeden nie owijasz w bawełnę- zaśmiała się ale po chwili spoważniała- Nie wiem. Po jego wczorajszej wizycie mam skołatane myśli.
- Więc powiedz mi co czujesz.
- Wiesz, nie potrzebuję kogoś kto będzie mnie tylko głaskał po główce i mówił, że wszystko jest dobrze. Mam dość bycia twardą i wyrozumiałą przez cały czas. Tracę kiedyś cierpliwość, nie potrafię się opanować. Potrzebuję kogoś by pozwolił być mi tą bezbronną, słabą i zagubioną Agą. Kogoś kto pozwoliłby mi się wypłakać, a potem podniósłby mnie z kolan. Kogoś kto będzie wiedział jak złożyć mnie z powrotem z tych porozrzucanych kawałków duszy. I szczególnie żeby kochał mnie nie za moją piękną twarz ale za tę prawdziwą, kiedy do bólu jestem sobą.
- I uważasz, że to nie jest Gregor- stwierdziłem. Dziewczyna pokiwała przecząco głową.
- Tego nie powiedziałam. On mnie zranił. Sprawił nie po raz pierwszy, że jestem taka słaba. Chciałabym umieć mu wybaczyć ale powiedział za dużo. O to jedno słowo za dużo.
Wstałem z fotela i przysiadłem się do niej na sofę. Spojrzałem jej w oczy.
- Posłuchaj. Właśnie przed chwilą powiedziałaś, że potrzebujesz osoby przy której mogłabyś być sobą. Osoby, która nie odejdzie od ciebie gdy tracisz cierpliwość i nie potrafisz się opanować. Prawda?- poczekałem aż kiwnie głową- Gregor pokazał ci swoją twarz. Tą gorszą, której wcześniej nie znałaś. Jeśli go kochasz, a jestem pewien, że nadal tak jest, musisz zaakceptować wszystkie jego twarze.
- Ale on chciał mnie uderzyć- szepnęła cicho.
- To jest złe, nigdy nikt nie może na ciebie podnieść nawet ręki. Mimo to nie zrobił tego. Sama wiesz, że podczas takich kłótni ludziom puszczają nerwy.
- Masz rację- zagryzła wargę.
- Porozmawiaj z nim. Nie mówię żebyś od razu mu wybaczała. Ale po prostu porozmawiaj o tym co było złe, bez skakania sobie do gardeł.
- Ale przy nim jestem jeszcze słabsza. Ja... ja chyba nawet zaczęłam się go bać- spuściła wzrok.
- Aga, powiedz mu to. Zrób to chociaż by mieć czyste sumienie.
- Dziękuję, że przyszedłeś- uśmiechnęła się- Pij bo ci wystygnie- wskazała na kubek z herbatą, który był jeszcze pełen w połowie.
- Acha i jeszcze jedno. Dlaczego przez ten miesiąc nie dawałaś znaku życia? Martwiliśmy się o ciebie- zmarszczyłem czoło ukazując swoje niezadowolenie.
- Nie chciałam by dzwonił do mnie... widziałam, że mam nieodebrane połączenia od was bo kilka dni temu włączyłam telefon. Ale chciałam zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu.
- Przed nami nie uciekniesz- puściłem jej oczko i odstawiłem pusty już kubek- Dzięki za herbatę ale muszę wracać do Ani.
- Pozdrów ją- rzuciła szybko jak byłem już przy drzwiach.
- Na pewno pozdrowię, cześć.
Wyszedłem by zostawić ją samą z myślami. Z tym co ja jej powiedziałem. Miałem nadzieję, że choć trochę pomogłem jej w podjęciu decyzji. Gdy wszedłem do domu wspaniały zapach zaprowadził mnie wprost do kuchni.
- Co tak pięknie pachnie?- przytuliłem się do Anki.
- Miałam ochotę na spaghetti więc dziś to będzie na obiad.
- Wspaniale- cmoknąłem ją w policzek- masz pozdrowienia od Agi.
- O! A co to tak?- spojrzała na mnie.
- A widzisz- uśmiechnąłem się tryumfalnie- myślę, że niedługo spokój zapanuje na nowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz