środa, 9 września 2015

Zagubienie

Musiałem wszystko przemyśleć. Chodziłem po okolicy próbując pozbierać myśli. Nie wiedząc do końca co robię wróciłem pod drzwi Koflera. W salonie nadal paliło się światło więc nacisnąłem dzwonek. Anka otworzyła mi i bez zbędnych pytań wpuściła do środka. Usiadłem na fotelu nie zwracając uwagi na późną porę. Ania z Andreasem usiedli obok siebie na sofie, czekali aż zacznę mówić.
- Byłem u niej.
- I...?- dziewczyna wbiła we mnie swoje spojrzenie.
- Nie wiem, niczego nie wiem- zacząłem się nerwowo śmiać.
- Ale rozmawiałeś z nią, tak?- Kofler nachylił się lekko w moją stronę.
- Tak... tak jakby. Ona jest teraz taka zimna. Inna.
- Mam ci przypomnieć co zrobiłeś?- Anka łypnęła na mnie spod oka.
- Przestań już- Kofler nakrył jej dłoń swoją.
Nie powinienem się temu dziwić. Jednak denerwowała mnie ta bez moc. Chciałem przenieść się kilka miesięcy do tyłu by znów żyć jak kiedyś. I z nią.
- Co zamierzasz?
- Czy musicie mi w kółko zadawać to samo pytanie?- obruszyłem się- Nie poddam się tak łatwo. Nie ja.
- Czyli nadal jesteśmy w punkcie wyjścia- Ania westchnęła.
- Nic nie poradzę na to, że ona jest tak uparta.
Dziewczyna prychnęła i zaczęła się śmiać. Spojrzeliśmy na nią zdezorientowani.
- I kto to mówi?! Jesteś najbardziej upartą osobą jaką znam, zaraz po Adze.
- Czyli coś nas łączy- westchnąłem ciężko- Pójdę już, dzięki za to, że w kółko mnie wysłuchujecie. Nie powinienem był zawracać wam głowy swoimi problemami.
- Nie zapominaj, że to jest moja przyjaciółka.
- No tak... dobranoc wam- posłałem im uśmiech i wyszedłem.
-Poczekaj!- zawołał Andi gdy byłem przy bramce. Odwróciłem się w jego stronę- Nie wolisz podwózki?-  zawirował w powietrzu kluczykami. Wahałem się przez chwilę ale wsiadłem do auta.
- Jak tam treningi?- Kofler spojrzał na mnie.
- Dobrze chociaż brak mi tego czegoś. Straciłem tą siłę.
- Wiesz gdzie leży przyczyna- stwierdził Andreas.
- Wiem. Ale po co o tym mówić. Nie będę cię już tym zanudzał.
- Przecież wiesz, że od zawsze możesz na mnie liczyć. Wiesz to, prawda?- spojrzał na mnie uważnie.
- Wiem ale zawsze radziłem sobie ze wszystkim sam. Nigdy nie miałem żadnej porażki więc i tym razem..
- Gregor, miłość to nie jest sport. Spróbuj pomyśleć sercem.
Kiwnąłem głową i zamyśliłem się. Było trochę racji w tym co mówił.
- Posłuchaj starszego kolegi- uśmiechnął się- może w sporcie to ty jesteś nie do pokonania ale w sprawach sercowych...
- Ej- trzepnąłem go lekko w ramię.
- Nie mam racji?- spojrzał na mnie z ukosa. Wzruszyłem tylko ramionami.
Kiedy Andreas zaparkował pod hotelem podziękowałem mu za podwózkę i poszedłem do swojego pokoju. Obiecałem sobie, że zrobię wszystko co w mojej mocy by ją odzyskać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz