piątek, 11 września 2015

Love will remember

Kiedy obudziłam się rano byłam strasznie skacowana, do tego okropnie bolało mnie gardło. Przez chwilę zastanawiałam się co ja tutaj robię. Ciężko mi było sobie przypomnieć ubiegłą noc. Powoli usiadłam na łóżku zakrywając się kołdrą. Nie przypominałam sobie żebym się rozbierała. Rozejrzałam się po pokoju, zatrzymałam swój wzrok na kalendarzu i torbie. Kalendarz był zbyt charakterystyczny, a torba podpisana, żebym mogła się mylić. Byłam u Gregora. Szybko zeskoczyłam z łóżka by ubrać się i uciec póki nikogo nie ma w pokoju. Niestety gwałtowne ruchy spowodowały okropne mdłości i po chwili klęczałam w łazience wyrzucając z siebie resztki wczorajszego szaleństwa. Gdy trochę mi przeszło spojrzałam w lustro i przeraziłam się nie na żarty. Wyglądałam tragicznie. Urwałam spory kawał papieru toaletowego i zaczęłam ścierać z twarzy makijaż. Postanowiłam, że prysznic wezmę gdy wrócę do domu. Chciałam stąd jak najszybciej się zmyć, szczególnie, że zaczęłam odzyskiwać pamięć.
Chwyciłam za swoje ciuchy, które leżały na fotelu. Na szczęście nic z ważniejszych rzeczy nie zginęło. Sięgnęłam do torebki by sprawdzić która godzina. Mój poranek przekształcił się w popołudnie bo dochodziła już trzynasta.
Zbiegłam na dół niczym przestępca modląc się w duchu by nikogo nie spotkać. Gdy udało mi się wsiąść do taksówki odetchnęłam z ulgą. Choć w drodze musiałam walczyć z powracającymi nudnościami.
Gdy weszłam do domu rodzice jedli akurat obiad. Życzyłam im smacznego z przyklejonym uśmieszkiem i pobiegłam na górę by w końcu się wykąpać. Siedziałam w wannie niemal godzinę myśląc o tym co się stało. Zrobiłam z siebie straszną idiotkę, to jest pewne.
Gdy szukałam ciuchów moje spojrzenie przykuł strój sportowy. Był to dobry pomysł, szczególnie żeby wypocić z siebie te wszystkie nagromadzone promile. Mogłam biec po dróżkach, na których nie zalegał śnieg. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Całkowicie poddałam się przyjemności sportu. Zupełnie jak za dawnych lat. Gdy wracałam do domu było już ciemno i mroźno.
Niemal podskoczyłam ze strachu gdy otworzyłam bramkę. Siedziałeś na schodach pod drzwiami. Spojrzałeś w moją stronę gdy podeszłam bliżej.
- Dlaczego nie wszedłeś?- zapytałam patrząc na ciebie.
- Wolałem tutaj na ciebie poczekać- odpowiedziałeś spokojnie.
- Wejdź bo zamarzniesz.
Otworzyłam drzwi i zaprosiłam cię do środka. Podniosłeś się ze schodów i wszedłeś. Rodzice oglądali telewizję, kiedy zobaczyli nas razem ich miny zrzedły. Kiwnąłeś w ich stronę na powitanie i wszedłeś za mną na górę.
- Muszę wziąć prysznic- wskazałam za siebie i wyszłam. Nie spieszyłam się. Wiedziałam, że i tak poczekasz. Spięłam włosy w kok i uśmiechnęłam się do siebie. Po mojej porannej niedyspozycji nie było już śladu.
Weszłam do pokoju w samej bieliźnie, nic sobie nie robiąc z twojej obecności. Czułam na sobie twój wzrok kiedy w spokoju szukałam ciuchów na przebranie. W końcu naciągnęłam na siebie spodnie i koszulkę i usiadłam na łóżku.
- Chciałam cię przeprosić za to co zrobiłam dzisiejszej nocy. Jest mi wstyd- powoli odwróciłam się w twoją stronę. Siedziałeś na fotelu wpatrzony w okno.
- Nie uważasz, że to moja wina? Gdyby nie to wszystko nie zachowałabyś się tak.
Miałeś rację ale wolałam to zachować dla siebie.
- Mimo to... przepraszam. Pewnie masz teraz przeze mnie kłopoty.
- Na szczęście nie.
Na chwilę zapanowała głucha cisza. Z dołu zaczęłam słyszeć ciche dźwięki telewizora. Nasze spojrzenia się spotkały.
- Dziś czułam się tak jakbym na nowo odtwarzała nasze pierwsze spotkanie- uśmiechnęłam się delikatnie. Potarłeś z zakłopotaniem kark.
- Nie powinnaś w takim stanie iść sama w nocy- spojrzałeś na mnie karcąco.
- Wiem ale...- nagle mnie olśniło- Ania! Muszę jej powiedzieć, że jestem cała- niemal doskoczyłam do swojego telefonu.
- Ona wie, że byłaś ze mną.
- Tak?- przyjrzałam ci się badawczo- To dobrze. Więc zadzwonię później- odłożyłam telefon na stolik- Dlaczego przyszedłeś?
- Właściwie... chciałem się tylko pożegnać.
- Pożegnać?- powtórzyłam.
- Tak, jutro wracam do Austrii. A w tej sytuacji...- nie dokończyłeś.
Ponownie zapanowała niezręczna cisza. Biłam się z własnymi myślami ale ty tylko znikałeś tak jak chciałam.
W pewnej chwili wstałeś, założyłeś kurtkę i skierowałeś się do wyjścia.
- Nie mogę na to pozwolić- doskoczyłam do drzwi opierając się o nie. Spojrzałeś na mnie zdezorientowany.
- O co ci chodzi?- próbowałeś mnie wyminąć ale bezskutecznie.
- Nie pozwolę na to byś odszedł. Zostań ze mną. Kocham cię Gregor- powiedziałam jednym tchem. Nie sądziłam, że uda mi się do tego przyznać na głos- Niczego nie pragnę teraz bardziej, proszę cię- dodałam drżącym głosem.
Nic nie powiedziałeś. Stałeś naprzeciw mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Złapałam się na tym, że wstrzymuję powietrze.
Uśmiechnąłeś się. Ściągnąłeś kurtkę i rzuciłeś ją ponownie na fotel. Obserwowałam każdy twój ruch. Kiedy podszedłeś do mnie i po prostu się przytuliłeś opadło ze mnie całe napięcie. Pozbyłam się wszelkich wątpliwości bo miałam cię przy sobie.
Staliśmy tak bez słowa przez dłuższy czas. Ta chwila mówiła więcej niż tysiąc słów. Czułam bicie twojego serca, ciepło oddechu na karku, dotyk na plecach. Zaczęłam płakać ze wzruszenia.
Spojrzałeś na mnie z niepokojem.
- To nic... ja się po prostu cieszę- uśmiechnęłam się delikatnie.
Złapałam cię za dłoń i poprowadziłam do łóżka. Usiadłeś na nim opierając się o poduszki, a ja usiadłam obok wtulając się w ciebie. Otarłeś mi policzki dłonią.
- Zostań dzisiaj ze mną- spojrzałam ci w oczy.
- Zostanę dzisiaj i jutro i na zawsze- powiedziałeś pochylając się nade mną.
Zamknęłam oczy. Nie chowałam już żadnej urazy. Po prostu kochałam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz