Nie mogłem jednak tak odejść bez pożegnania. Zamówiłem taksówkę i pojechałem pod twój dom. Nie wiedziałem do końca jak mam to rozegrać, więc po prostu usiadłem na schodach by przemyśleć swoją strategię. Szczęście się do mnie uśmiechnęło, gdy cicho skrzypnęła bramka i zobaczyłem ciebie przed sobą. Zaprosiłaś mnie do środka. Twoi rodzice chyba nie byli zadowoleni na mój widok. Cóż poradzić skoro słyszeli pewnie na mój temat wiele gorzkich słów. Kiwnąłem im na powitanie i wszedłem za tobą po schodach. Poszłaś wziąć prysznic, a ja usiadłem na fotelu w twoim pokoju. Nie mogłem odczytać twojego nastroju choć zachowywałaś się dość swobodnie.
Gdy wyszłaś spod prysznica w samej bieliźnie nie potrafiłem oderwać od ciebie wzroku. Nie miałem cię ponad miesiąc. Chciałem podejść do ciebie i wycałować każdy skrawek twojego ciała. Musiałem odwrócić wzrok by okiełznać swoje myśli.
Gdy usiadłaś na łóżku i zaczęłaś do mnie mówić odczułem w twoim głosie pewną zmianę. Nie byłem zły na ciebie, nie mogłem. To wszystko co działo się przez ten miesiąc było moją winą. Gdy nasze spojrzenia się spotkały wiedziałem, że mi wybaczyłaś. Zaczęłaś opowiadać o naszym pierwszym spotkaniu. Nieco się zakłopotałem ale jednocześnie zdenerwowałem gdy przypomniałem sobie w jakim stanie przyszłaś pod hotel. Gdy cię skarciłem nie wkurzyłaś się.
Zapytałaś dlaczego przyszedłem. Nie mogłem cię oszukać. Przyszedłem się pożegnać, zniknąć z twojego życia, może po prostu nie zasługiwałem na ciebie, straciłem swoją szansę. Wiedziałem, że nie mam już na co liczyć. Cisza mnie zabijała, nic nie powiedziałaś. Wstałem, ubrałem kurtkę i skierowałem się do wyjścia. W jednej chwili zabarykadowałaś drzwi, a ja nie bardzo wiedziałem o co może ci chodzić. Kiedy wyznałaś mi, że mnie kochasz, przez moje ciało przeszła fala gorąca. Nie dałem jednak niczego po sobie poznać. Czekałem na te słowa odkąd zrozumiałem, że popełniłem okropny błąd. Nie potrafiłem tego dłużej już ukrywać, uśmiechnąłem się i ściągnąłem kurtkę. Podszedłem do ciebie i przytuliłem się. Chciałem by ta chwila trwała, byśmy już nigdy się nie kłócili, nie rozstawali. Przyrzekłem sobie, że cię nie zranię, nie puszczę tak łatwo.
Gdy zaczęłaś płakać lekko się zaniepokoiłem. Spojrzałem ci w oczy, a ty uśmiechnęłaś się. Złapałaś za dłoń i poprowadziłaś w stronę łóżka. Usiadłem na nim opierając się o poduszki, ułożyłaś się obok mnie wtulając się mocno. Ocierałem twoje łzy z policzków. Byłaś na nowo taka bezbronna i krucha. Nie chciałem cię stracić, nigdy. Chciałaś bym został na noc. Zostałem, przyrzekłem, że na zawsze.
Pozwoliłem byś mówiła. Przez połowę nocy opowiadałaś o swoim bólu, żalu, strachu. O tym jak tęskniłaś i przekreśliłaś mnie, a potem jak na nowo przyznałaś się przed sobą, że nie potrafisz tak po prostu zapomnieć. Mówiłaś to bez wyrzutu. Chciałem to usłyszeć. Chciałem byś wyrzuciła z siebie wszystko to co złe. Potem omówiliśmy kilka najbliższych dni. Miałem wrócić po swoje rzeczy do hotelu, a potem przenieść się na kilka dni do ciebie. Pod koniec tygodnia mieliśmy wrócić do naszego wspólnego domu. Gdy zasypiałaś czule gładziłem cię po plecach. Po raz kolejny zarwałem noc ale byłem szczęśliwy.
Nad ranem zszedłem powoli z łóżka by cię nie obudzić. Spałaś wtulona we mnie. Przykryłem cię kołdrą i wyszedłem. Zabrałem kluczyki od twojego auta i zszedłem na dół. Na schodach minąłem się z twoją mamą. Powiedziałem 'dzień dobry' i uśmiechnąłem się. Chyba zaskoczyłem ją znajomością jednego z niewielu słów po polsku.
Podjechałem pod hotel. Akurat chłopaki pakowali się już do busa. Trener na mój widok pokręcił głową.
- My już odjeżdżamy, a ty?
- Zostaję. Trenerze, nie jadę do Willingen. Muszę zrobić sobie tydzień przerwy.
- Kofler wraca ty zostajesz. Nie powiem żeby mi się to podobało ale to ty decydujesz.
Uścisnęliśmy sobie dłonie i pobiegłem by wziąć swoje rzeczy. Zapakowałem je do auta i ruszyłem w drogę powrotną. Po drodze wstąpiłem do sklepu. Pomyślałem, że wypada zrobić w końcu dobre wrażenie na twoich rodzicach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz