Stałaś oparta o framugę drzwi i obserwowałaś całą tą sytuację z uśmiechem. Zauważyłem cię dopiero gdy zwróciła się do ciebie twoja mama. Odpowiedziałaś jej radośnie i podeszłaś do mnie, przytuliłaś się do moich pleców i musnęłaś ustami kark. Twoi rodzice patrzyli na nas nie ukrywając dobrego nastroju, spojrzeli na siebie i kiwnęli głowami. Tata powiedział coś do ciebie powoli. Po chwili siedziałaś już obok rodziców, chyba ich do czegoś przekonując.
- Co się stało?- zapytałem po chwili przerywając wam wymianę zdań.
- Rodzice powiedzieli, że chcą wyjechać jutro rano. Przecież ich nie wyganiam...- spojrzałaś na nich smutno.
- Kochanie muszę wracać już do pracy, a tobie wszystko zaczęło się układać- powiedziała kobieta gładząc cię po ramieniu.
- Ale...
- Przecież widzę jacy jesteście szczęśliwi- twoja mama skinęła głową w moją stronę uśmiechając się. Postanowiłem, że usiądę obok ciebie i poczekam na rozjaśnienie niezrozumiałej dla mnie sytuacji.
- Macie sporo do nadrobienia, a są rzeczy, których nie wypada robić przy rodzicach- mężczyzna puścił do ciebie oczko.
- Tatooo!- trzepnęłaś go w ramię śmiejąc się głośno. Po chwili chyba przypomniałaś sobie o tym, że i ja tu jestem. Przytuliłaś się do mojego ramienia.
- Od jutra będziemy sami- wyszeptałaś patrząc mi w oczy.
- W takim razie powinienem się dzisiaj jakoś zrehabilitować. Nie wiem co mógłbym...
- Gregor... nie musisz, po prostu bądź- patrzyliśmy na siebie przez chwilę po czym skradłem ci szybkiego całusa.
- Myślisz, że twoi rodzice choć trochę mnie polubią?
- Oni już cię polubili!- wykrzyknęłaś radośnie- Polubiliście go, prawda?- zwróciłaś się do rodziców, a ci zaczęli ochoczo kręcić głowami.
- Emm... dziękuję?- wyszczerzyłem się, a twoja mama zaczęła wręcz klaskać w dłonie gdy usłyszała z moich ust kolejne polskie słowo.
Pozostałą połowę dnia spędziliśmy bardzo rodzinnie. Twoja mama wzięła sobie za punkt honoru by nauczyć mnie kolejnych słów w ojczystym języku jednak to ty robiłaś za głównego tłumacza pomiędzy mną, a rodzicami. Dzień zakończyliśmy kilkoma lampkami (butelkami) wina. Mniej więcej po północy wykończeni dzisiejszym dniem położyliśmy się do łóżek.
Obudził mnie budzik, który sobie nastawiłaś. Wyłączyłem go bo ty nadal smacznie spałaś, nic nie robiąc sobie z przeszywającego sygnału dźwiękowego. Przetarłem oczy i spojrzałem na zegarek. Naprawdę miałaś zamiar wstać o 5:30? Usłyszałem jednak na dole szuranie krzeseł i przypomniałem sobie, że twoi rodzice chcieli wyjechać z samego rana.
- Kochanie wstawaj- wyszeptałem do ucha- Twoi rodzice już są na dole.
- Juuuż...- odwróciłaś się w drugą stronę i nakryłaś kołdrą.
Pokręciłem tylko głową i wstałem, poszedłem do łazienki by trochę się ogarnąć. Gdy zszedłem na dół ty siedziałaś już przy stole z rodzicami, w dresach i z nieładem na głowie. Mimo wszystko wyglądałaś słodko. Przywitałem się ze wszystkimi i również usiadłem przy stole. Po kwadransie twój tata dał hasło do odjazdu. Odeszłaś na bok rozmawiając o czymś z mamą. Twój tata spojrzał na mnie surowo.
- Ty... nie zrań mojej córki- gestykulował- bo jak ją zranisz to...- przeciął palcem szyję.
- Obiecuję!- kolejne słowo, którego się nauczyłem. Mężczyzna ścisnął mocno moją dłoń i przytulił klepiąc po plecach.
- Ona cię kocha- dodał.
Uśmiechnąłem się. Nie wiedziałem co odpowiedzieć więc tylko kiwnąłem głową.
Pożegnanie z rodzicami trwało chyba pół godziny. Widziałem, że ciężko ci się było z nimi rozstać. Jak odjeżdżali stałaś tak długo aż ich samochód znikł z twojego pola widzenia.
- Chodź do środka, zimno jest- podszedłem do ciebie łapiąc za ramiona. Weszłaś do domu bez słowa. Gdy wszedłem do salonu zastałem cię skuloną na fotelu. Westchnąłem i usiadłem obok. Zauważyłem, że drżysz- płakałaś.
- Agnieszka...- wstałem i kucnąłem przed tobą. Nic nie powiedziałaś, schowałaś tylko twarz w dłoniach.
- Dziwnie się czuję sama... tutaj z tobą- powiedziałaś cicho po chwili. Patrzyłem na ciebie zaskoczony gdy spojrzałaś mi w oczy.
- Co to znaczy?- zapytałem powoli.
- Tak dawno nie byliśmy sami... zupełnie sami. Mam w sobie takie dziwne uczucie, którego nie potrafię opisać.
- Dobre czy złe?
- Nie wiem- wzruszyłaś ramionami- Ale chyba dobre...
- Myślałem, że wszystko sobie już wyjaśniliśmy- podniosłem się z kucek i usiadłem na sofie.
- Gregor...- odwróciłaś się w moją stronę, a po chwili już byłaś obok mnie- Cieszę się, że znowu jesteśmy razem- otarłaś policzek dłonią- żadne z nas nie ma prawa już wypominać sobie nawzajem przeszłości. Nigdy.
Przytuliłem cię do siebie. Miałaś całkowitą rację. To była najpiękniejsza chwila kiedy na nowo trzymałem cię w ramionach, czułem twoje ciepło, zapach. Człowiek dopóki nie sięgnie dna w życiu goni za złudnym, wygórowanym szczęściem jakim są pieniądze, sława, uwaga innych. A szczęście tak naprawdę jest rzeczą prostą, zawartą w codzienności i zwykłym geście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz