środa, 9 września 2015

Damska rozmowa

Rodzice wyszli z samego rana by, jak to określili "powspominać stare czasy". Zostałam więc sama. Nie miałam za bardzo co robić bo mama wyręczała mnie nawet w sprzątaniu. Głupio mi było patrzyć jak lata z miotłą po moim mieszkaniu, kiedy ja mogłabym to zrobić.
Rozsiadłam się wygodnie na sofie w salonie, wzięłam do ręki książkę. Nie zdążyłam skończyć pierwszego zdania w powieści kiedy mój spokój zagłuszył dzwonek do drzwi. Wstałam niechętnie i powlokłam się do drzwi.
- Cześć przyjaciółko, miło cię w końcu zobaczyć!- Ania nie pytając o zgodę weszła jak gdyby nigdy nic do mieszkania, zrzuciła z siebie kurtkę i buty i usiadła w salonie- Będziesz tam tak stała czy pogadamy? Myślę, że jest o czym.
Stałam zbaraniała w przeciągu więc szybko zamknęłam drzwi i poszłam usiąść na fotel.
- Ale co ty tu...?
- Co ja tu robię?- dziewczyna zaśmiała się- Z tego co wiem to mieszkam. Wiedziałabyś gdybyś choć raz odebrała telefon.
- Ale przecież ty z Andim...
- Ujmę to tak, przyjechaliśmy tutaj na małe zimowe wakacje. To powinno ci wystarczyć- przyjaciółka świdrowała mnie wzrokiem- a ty?
- A ja co?
- Co ty tutaj robisz? Z tego co wiem jeszcze kilka dni temu ten dom stał pusty.
- Byłam u rodziców. Z resztą... nie ważne. Czemu mi nie powiedziałaś, że tu będziesz?
- Powtórzę jeszcze raz, jakbyś odebrała telefon to wiedziałabyś wszystko.
- No tak... Napijesz się może czegoś?- wstałam i skierowałam się do kuchni.
- Nie. Siadaj tutaj.
Nie wiem czemu ale wróciłam na miejsce, popatrzyłam na dziewczynę. Nie wiedziałam o co jej chodzi choć z drugiej strony powinnam się domyślić.
- Próbowałam się z tobą skontaktować przez cały ten miesiąc, a ty co? Powiedz mi co to miało być? Jestem ci potrzebna tylko wtedy gdy mnie potrzebujesz, tak?
- Przestań...
- Widzę, że tak jest. Nagle zniknęłaś, zapadłaś się pod ziemię, a my zachodziliśmy w głowę co z tobą się stało. Tak się nie robi! Co tym razem się stało, że zniknęłaś?
- Nie udawaj... przecież wiesz pewnie wszystko- powiedziałam niechętnie.
- Chcę to usłyszeć od ciebie- spojrzała na mnie z zaciętą miną.
- To, że tamtej mnie już nie ma? Czy to, że on mnie zniszczył?
- Nie przesadzaj.
- Nie przesadzam! Nigdy nie zostałam tak upokorzona i sprowadzona do parteru. Nigdy więcej już sobie na to nie pozwolę. Nikt nie nazwie mnie już kłamcą- zagotowało się we mnie na samo wspomnienie tamtego dnia- Musisz to rozdrapywać, musisz?
- Przestań się nad sobą rozczulać, nie tylko on jest winien tej sytuacji?
- Nie? Dobre! Czyli ty także twierdzisz, że wszystko sobie wymyśliłam, uroiłam ciążę jak pies tylko po to żeby go zdobyć? Jesteś po jego stronie.
- Tu nie ma żadnych stron! Opanuj się dziewczyno!
- Nie zależy mi już na nim, wręcz zapomniałam o nim.
- Nie wierzę w to- Ania pokręciła głową.
- Nie musisz, po prostu mówię ci jak jest.
- Przecież kochałaś go od zawsze...
- Kochałaś, dobrego czasu użyłaś- zaśmiałam się- chcesz mnie dalej umoralniać? Chciałabym dalej poczytać, w spokoju- ostatnie słowa powiedziałam dość dobitnie.
Przez chwilę mierzyłyśmy się na spojrzenia. Tęskniłam za nią ale jednocześnie byłam wściekła, że tak mnie ocenia. Do domu weszli moi rodzice.
- Ania? Jak miło cię widzieć!- mama uściskała mocno dziewczynę.
- Dzień dobry, państwa również ale... właśnie wychodzę. Do widzenia.
To powiedziawszy wstała i nie patrząc więcej na mnie wyszła z salonu, ubrała się i już jej nie było. Mama patrzyła na mnie zdezorientowana. Wzruszyłam tylko ramionami, złapałam za książkę i poszłam na górę. Chcę tylko spokoju.
Spokoju.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz