środa, 9 września 2015

Nadzieja

- I jak było?- Andi przywitał mnie już niemal od progu.
Ściągnęłam kurtkę i buty, potarłam zmarznięte dłonie i spojrzałam na niego.
- Cóż... Gregor będzie miał cholernie ale to naprawdę cholernie ciężko.
Andreas potarł kark i pokręcił głową.
- To znaczy, że jest źle- skwitował.
- Mało powiedziane. Ona jest okropna. Dla mnie okropna, a co dopiero dla niego... Nie wiem czy powinien jej się pokazywać na oczy.
- Sam sobie zgotował taki los- mężczyzna wzruszył ramionami. Podszedł do mnie i objął w pasie. Musnął zimny policzek, a potem pocałował czule. Wsadziłam mu lodowate ręce pod koszulkę. Ten odskoczył ode mnie jak oparzony. Zaczęłam się śmiać z niego i z miny jaką zrobił. Uśmiechnął się do mnie powalająco i tym razem złapał za dłonie. Oparł o ścianę i na nowo zaczął całować. Uśmiechnęłam się półgębkiem poddając się tej chwili. Andi oparł swoje czoło o moje i spojrzał mi w oczy. Zakręciło mi się w głowie od tej bliskości.
- A wiesz co wczoraj powiedział mi Gregorek? Że brakuje mu kobiety...- zaśmiał się cicho i zaczął wodzić palcem po moim odkrytym obojczyku- A ja swoją mam cały czas przy sobie- musnął moje usta.
- Andi...- jęknęłam, ganiąc go lekko.
- Tak, wiem. Muszę być cierpliwy. Ale... sama rozumiesz- uśmiechnął się do mnie po czym znowu zaczął całować wplatając dłonie w moje włosy. Westchnęłam cicho w jego usta zagryzając lekko jego dolną wargę.
- Sam nie wiem jak ty mi się możesz jeszcze oprzeć?- popatrzył na mnie z chytrym uśmieszkiem.
- Lata doświadczeń kotku- zaśmiałam się i wyswobodziłam z jego uścisku.
Poszłam do salonu i sięgnęłam po telefon Andiego leżący na stoliku. Podałam mu go.
- Zadzwoń do Gregora, niech coś zrobi bo nie mogę patrzyć jak moja przyjaciółka się marnuje.
Anreas wziął ode mnie telefon i zadzwonił. Umówili się na wieczór. Odgrzałam wczorajszy obiad, który przyszykowała nam mama. Smakował zupełnie jak w moim rodzinnym domu. W duchu przyrzekałam sobie, że muszę częściej odwiedzać swój dom. Stęskniłam się za tym sielskim spokojem, ciszą.
Punktualnie o osiemnastej do naszych drzwi zapukał Gregor. Bez zbędnych ogródek zaczęłam mu tłumaczyć jak się sytuacja ma.
- Naprawdę nie wiem jak to zrobisz ale jeśli cię jeszcze kocha to w końcu wybaczy. Myślę, że musisz uzbroić się w wiele cierpliwości. Moja rozmowa z nią nie należała do najlepszych.
- Rozumiem- Gregor kiwnął głową.
- Kochasz ją?- zapytałam. Ten popatrzył na mnie nic nie odpowiadając. Westchnął ciężko i schował twarz w dłoniach.
- Kocham. Muszę ją odzyskać. Muszę...!
- W takim razie do roboty- rozłożyłam ręce i uśmiechnęłam się do niego krzepiąco.
- Nie zapominaj, że to kobieta, one bywają nieprzewidywalne- dodał Andi śmiejąc się.
- Ej, ej nie grab sobie- pacnęłam go w łeb ale po chwili cmoknęłam w policzek.
- Fajnie się na was patrzy- Gregor uśmiechnął się delikatnie.
- Na ciebie też będzie się jeszcze fajnie patrzyło- Kofler puścił do niego oczko.
- Pójdę już- Gregor wstał.
- Przecież dopiero co przyszedłeś- mężczyzna spojrzał na niego uważnie- idziesz do niej?
- Nie wiem- chłopak pokiwał głową- muszę nad tym wszystkim pomyśleć.
Cmoknęłam chłopaka w policzek i życzyłam mu powodzenia. Chciałam żeby było dobrze, tak jak kiedyś. Miałam nadzieję, że jego urok, upartość i słowa zdziałają cuda.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz