- Co się stało?!- mężczyzna spojrzał na mnie zaskoczony.
- Zobacz! Aga wróciła- klasnęłam w dłonie ucieszona.
Andi popatrzył z uwagą w stronę domu dziewczyny.
- Myślisz, że przyjechała dwoma samochodami?
- Andii... nie wiem czyj jest ten drugi ale zaraz się dowiem- wyskoczyłam szybko z auta i podeszłam do drugiego samochodu. Zakradłam się tam niczym złodziej zaglądając z ciekawością do środka. Wróciłam ucieszona do auta i puknęłam się w czoło.
- Jak ja mogłam na to wcześniej nie wpaść! Ona była w domu.
- Brawo Sherlocku- Andi zaśmiał się- teraz też jest w domu.
- U rodziców!- dodałam.
- Właśnie Ania rodzice! O której twoi mieli być na stacji?
Spojrzałam na zegarek.
- Za dziesięć minut.
- Nie zdążymy, a chciałem zrobić dobre wrażenie. Kochanie mam niecałe 24 godziny na to by twoi rodzice mnie polubili- mężczyzna jęknął, a ja musnęłam go w policzek.
- Ciesz się, że w ogóle się pojawiają bo to do nich niepodobne- wytknęłam mu język.
- To jak oni odwiedzą nas w Austrii?
- Tego to ja już nie wiem- zaczęłam się śmiać. Humor poprawił mi się znacznie, szczególnie, że chociaż wiedziałam już gdzie jest moja przyjaciółka. Jednak przez najbliższą dobę musiałam zająć się innymi sprawami.
Oczywiście na stację przyjechaliśmy spóźnieni. Już z oddali widziałam jak rodzice przestępują z nogi na nogę. Uśmiechnęłam się do Andiego krzepiąco i wyszłam by przywitać się z rodzicami.
- No w końcu! Już myślałam, że porzuciłaś starych rodziców- mama była lekko niezadowolona ale uśmiechała się.
- Zięciu! W końcu widzę ten obiekt seksualnych westchnień mojej córki!- mój tato rzucił się na lekko zdezorientowanego Andiego. W duchu dziękowałam bogu za to, że Kofler nie rozumie ani słowa z tego co się do niego mówi.
- Nie mówiłaś, że z niego jest taki czarnuch- tata wskazał palcem na Andreasa.
- Tatooo... on ma taką karnację. Z resztą! Kurcze nie będziemy o tym teraz gadać tutaj. Wróć, w ogóle nie będziemy gadać o jego karnacji!
- Nooo nie wiem, ja tam czarnych wnuków nie chcę.
Trzepnęłam tatę lekko w bok i zaczęłam się śmiać. Ja dziękuję, jeśli cały czas ma tak wyglądać ich wizyta to ja się poddaję.
- Kochanie... o czym rozmawiacie?- Andi spojrzał na mnie z przyklejonym uśmiechem.
- Nie o tobie, nie bój się... rodzice... eee zachwalają okolicę- wyszczerzyłam się do niego i wszystkich skierowałam do auta.
Droga do mojego domu przebiegła w miarę sprawnie. Rodzice opowiadali o wszelkich nowinkach ze świata rodzinnego, a Andi prowadził w skupieniu. Trochę głupio mi było, że niczego z tego nie rozumiał ale cóż ja mogłam poradzić. Gdy wysiedliśmy z auta rodzice poszli w stronę wejścia, a ja podeszłam do mojego mężczyzny i mocno się do niego przytuliłam. Splotłam nasze dłonie i pocałowałam czule.
- Czym sobie na to zasłużyłem?- zapytał z uśmiechem opierając czoło o moje.
- Tak po prostu, kocham cię bardzo- szepnęłam.
- Wam się zebrało na amory, a my tu marzniemy- krzyknęła mama ze schodów.
- Czyżbyśmy musieli już iść?- zapytał śmiejąc się cicho.
- Na to wygląda- zrobiłam smutną minkę. Złapałam mężczyznę za rękę i poszliśmy.
Bałam się, że wieczór będzie jedną wielką klapą jednak jak się później okazało Polska wódka działa cuda. Panowie zaczęli dogadywać się wyśmienicie. Szczerze mówiąc nigdy nawet nie widziałam Andiego w takim stanie. Wkroczyłam do akcji gdy tato zaczął go uczyć brzydkich słów po polsku. Siedziałyśmy z mamą w kuchni podjadając ciasteczka, które wcześniej upiekłam. Opowiedziałam mamie w skrócie o tym co się wydarzyło przez ten czas jak nie było mnie w Polsce. Mama podsumowała to krótkim "szalona" ale wiedziałam, że w głębi duszy była dumna ze mnie, że udało mi się osiągnąć i zrealizować moje ogromne marzenia. Czego dowodem był Andi lekko słaniający się już na nogach. Stwierdziłyśmy z mamą, że musimy zarządzić porządek na pokładzie i po prostu zaprowadzić naszych panów do spania. Z tego względu, że tak bardzo się ze sobą zżyli i nie chcieli zakończyć rozmowy o rąbaniu drzewa postanowiłyśmy, że położymy ich w jednym łóżku. Sama położyłam się z mamą w mojej sypialni.
Na drugi dzień Andreas obudził się z lekkim bólem głowy.
- Kochanie...- mężczyzna obrócił się na drugą stronę i przytulił... tatę Anki. Ten tylko chrząknął coś i poprawił się na poduszce niewzruszony. Andi szybko wyskoczył z łóżka i z przerażeniem wybiegł z pokoju. Obudził Ankę szturchaniem w ramię.
- Ania! Ania! Co ja robiłem z twoim tatą w łóżku?!- zapytał zszokowany.
Takiego początku dnia nie spodziewałam się. Ledwo otworzyłam oczy, a już sikałam ze śmiechu.
- Co jest kochanie? Przecież wczoraj się tak dobrze dogadywaliście- otarłam oczy z łez.
Andi wyszedł z pokoju obrażony. Ja śmiałam się chyba jeszcze z pięć minut zanim doszłam do siebie. Zeszłam na dół w wspaniałym nastroju. Mama oczywiście musiała krzątać się już po mojej kuchni, z garnków wydobywały się cudowne zapachy.
- Mamusiu kochana nie musiałaś się tak męczyć, zabieramy was dzisiaj do restauracji na obiad- przytuliłam się do kobiety i dałam jej buziaka w policzek.
- To chociaż będziecie mieć na jutro, nie zmarnuje się.
- No dobrze, zjemy jutro i będziemy was sobie wspominać- uśmiechnęłam się.
- Córcia, a kiedy ja się doczekam tych wnuków? Teraz to już masz z kim więc...
- Mamoo daj mi się jeszcze nacieszyć życiem. Nie tak prędko.
- Jak nie tak prędko? Córcia ja się starzeję, potem nie będę mogła tego dzieciaka nawet unieść bo coś mi w krzyżu strzyknie i będzie tylko babkę z wózka oglądać.
- Nie będzie tak źle mamuniu- powiedziałam z uśmiechem obserwując tym samym Andiego który wszedł do kuchni i dopadł się do butelki wody.
- Jakiś słaby ten twój mężczyzna- powiedziała mama z uśmiechem również obserwując go.
- Nie pijący- dodałam dumnie pokazując jej język.
- Acha! Na pewno.
Podeszłam do Andiego i cmoknęłam go w czubek nosa. Ten tylko mruknął i wyszedł z kuchni zabierając ze sobą butelkę z wodą.
Popołudniu wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do naszej ulubionej restauracji na Krupówkach. Dla bezpieczeństwa to ja prowadziłam auto bo Andi wciąż czuł się nie najlepiej czego nie można było powiedzieć o tacie, który był w doskonałym humorze. Kofi uparł się by wybrać coś bardziej wykwintnego niż zwykłego kotleta. Wiedziałam, że w życiu nie przekonam rodziców do owoców morza jednak zapytałam.
- Te duże raki?! Ja jestem silny chłop ze wsi i własnymi rękoma zabijam kurczaki, a ty mi proponujesz coś czym się nie najem- tata zaczął wymachiwać rękoma. Zakryłam się kartą modląc się o moc niewidzialności.
- Tata chyba woli jednak tego kotleta- uśmiechnęłam się przepraszająco do Andiego.
W rezultacie każdy z nas skończył z czym innym na talerzu. Na szczęście dalsza część naszego obiadu przebiegała w miarę spokojnie. Byłam głównym tłumaczem rozmów pomiędzy rodzicami, a Kofim. Nie powinnam tego mówić ale odetchnęłam gdy spojrzałam na zegarek. Do odjazdu rodziców pozostała już tylko godzina. A ja miałam wielką głowę od mowy polsko-angielsko-niemieckiej pomieszanej do tego ze wszystkimi językami świata.
Smutno mi było gdy odstawialiśmy rodziców na pociąg. Przytuliłam się do nich mocno i obiecałam, że będziemy się spotykać częściej. Niemal powstrzymywałam łzy gdy rodzice przytulili Andiego, poklepali go po plecach i powiedzieli, że cieszą się, że jest ze mną. Gdy pociąg ruszył pociekła mi łza. Przytuliłam się mocno do Andreasa i poszliśmy do samochodu by wrócić do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz