niedziela, 1 listopada 2015

Au revoir polonais

Minęło kilka dni. Dokładnie jutro o tej porze będziemy już w drodze do naszego wspólnego mieszkania. Choć inaczej postrzegałem teraz znaczenia słowa "dom". Domem było dla mnie miejsce, w którym jesteś ty, niezależnie gdzie by się znajdowało. 
Pojechałaś na mistrzostwa młodych narciarzy klasycznych by zrobić im zdjęcia. Ja postanowiłem poczekać na ciebie w domu. Poszedłem do pokoju by trochę posprzątać. Poszło mi to dość sprawnie. Odłożyłem na półkę zebrane książki. Moje spojrzenie przyciągnęło jedno zdjęcie, wystające spod sterty książek. Wyciągnąłem je wstrzymując oddech. Chwyciłem delikatnie w palce tak jakby zaraz miało się rozlecieć. Wpatrywałem się w nie przez chwilę.
Poczułem, że nie jestem sam i odwróciłem się. Stałaś oparta o futrynę drzwi, patrzyłaś na mnie. Miałaś lekko zaczerwienione policzki od mrozu. Nie potrafiłem odczytać twojego nastroju. Szybko odłożyłem zdjęcie na miejsce, poczułem zakłopotanie.
- Przepraszam, nie powinienem ale...
- Nie przepraszaj- podeszłaś do mnie powoli, przytuliłaś się do moich pleców i oparłaś podbródek o moje ramię- To zdjęcie należy do nas. Cieszę się, że je znalazłeś.
- Ja... przypadkiem- zagryzłem wargę zakłopotany.
Musnęłaś mój policzek i wzięłaś zdjęcie w dłonie. Stanęłaś przede mną. Uśmiechnęłaś się i wskazałaś na mały punkcik na zdjęciu.
- Tutaj ono jest, widzisz?- spojrzałaś na mnie. Oczy świeciły ci się jak małemu dziecku, kiedy dostaje wymarzony prezent. Popatrzyłem na ciebie i na zdjęcie i po raz pierwszy poczułem jak serce mi pęka. Nie potrafiłem ukryć swojego wzruszenia. Przytuliłem cię mocno do siebie.
- Przepraszam cię... to moja wina- wyszeptałem.
Wyrwałaś się z moich objęć i spojrzałaś na mnie uważnie.
- Gregor, o czym ty mówisz? To niczyja wina. Niczyja, rozumiesz?- dotknęłaś mojego policzka- To nie był jeszcze nasz czas. Ale nadejdzie...- uśmiechnęłaś się lekko- Kocham cię głuptasie- pocałowałaś mnie czule.
- Dziwnie się czuję patrząc na to zdjęcie- powiedziałem po chwili.
- A ja... chyba rozliczyłam się właśnie ze swoją przeszłością. Pomogłeś mi ponieważ znalazłeś coś co przed wszystkimi tak skrzętnie ukrywałam, choć przed tobą nie powinnam- podeszłaś do okna i oparłaś się o parapet- Nie mogę się już doczekać chwili kiedy będziemy mieli wszystko uporządkowane w swoim życiu. Kiedy usiądziemy pewnego dnia przy kominku i z uśmiechem na twarzy będziemy wspominać minione lata.
- Brzmi to trochę jak wizja starości- zaśmiałem się.
- To prawda- również się zaśmiałaś.
- Zapewniam cię, że dużo czasu minie zanim się zestarzejemy- podszedłem do ciebie i chwyciłem za biodra, spojrzałem w oczy- ale jestem pewien, że zagospodarujemy ten czas bardzo dobrze.
- Czy to jest jakaś deklaracja?- zmrużyłaś oczy i uśmiechnęłaś się delikatnie.
- Być może- puściłem ci oczko i zacząłem cię całować. Posadziłem cię na  parapecie, a ty objęłaś mnie nogami w pasie. Pocałunek przypominał namiętną grę wstępną, której tak bardzo brakowało mi przez ostatnie tygodnie. Brakowało mi twojej bliskości, smaku. Tęskniłem za każdym skrawkiem twojego ciała. Chciałem cię mieć całą w tej chwili.
W pewnym momencie przygryzłaś dość boleśnie moją wargę i zakończyłaś pocałunek. Zwinnie zeskoczyłaś z parapetu. Patrzyłem na ciebie próbując ostudzić emocje jakie przed chwilą mną władały.
- Muszę jeszcze dzisiaj wysłać te zdjęcia- cmoknęłaś w powietrzu i złapałaś za laptopa i aparat.
Usiadłem obok ciebie na łóżku próbując powstrzymać swoją wyobraźnię, która w tym momencie płatała mi ogromnego figla. Co jakiś czas spoglądałaś na mnie i uśmiechałaś się jednak poddałaś się w skupieniu swojej pracy. Obserwowałem jak twoje zgrabne palce tańczą na klawiaturze komponując kolejne linijki zdania. Czekałem na moment kiedy po raz ostatni naciśniesz enter oznaczający koniec twojej pracy na dzisiaj.
Niestety nie doczekałem tej chwili, w którymś momencie zasnąłem. Obudziłem się dopiero nad ranem, przykryty po same uszy kołdrą. Miejsce obok mnie było puste. Wstałem powoli, przecierając oczy i przeciągając się zaszedłem do łazienki. Po gorącym prysznicu naciągnąłem na siebie tylko bokserki i zszedłem na dół. Stałaś w kuchni odwrócona do mnie tyłem, nalewałaś sobie akurat soku do szklanki gdy przytuliłem się do twoich pleców.
- Dzień dobry- szepnąłem ci do ucha i pocałowałem w szyję. Odgięłaś głowę lekko w bok i przymknęłaś oczy z błogim wyrazem twarzy. Odwróciłaś się w moją stronę i chyba chciałaś zarzucić mi ręce na szyję ale zastygły one w powietrzu, a ty zawiesiłaś wzrok na mnie.
- Uwielbiam taki widok z rana- dotknęłaś mojego torsu- szkoda, że już musimy jechać- spojrzałaś na mnie niewinnie.
- Zawsze może się troszeczkę ten wyjazd opóźnić- odpowiedziałem z szelmowskim uśmieszkiem. Pokręciłaś stanowczo głową wyrywając się z letargu.
- Chcę być już w Austrii! Zjedzmy śniadanie i jedźmy- wskazałaś na stół zastawiony różnymi przysmakami. Po raz kolejny musiałem obejść się smakiem i zabić w sobie pożądanie.
Zjedliśmy w przyjemnej atmosferze śniadanie, a potem zapakowaliśmy wszystkie potrzebne rzeczy do twojego auta. Mimo to uparłem się, że to ja poprowadzę. Po mniej więcej dwóch godzinach wyruszyliśmy w naszą kilkugodzinną podróż.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz